„Grand Hotel Calciomercato” – recenzja

Wielkie mecze oglądamy na żywo, a potem eksperci analizują je jeszcze na tysiąc sposobów. Kulisy największych transferów pozostają jednak dla większości kibiców tajemnicze. Możemy trochę zajrzeć do tego świata dzięki książce „Grand Hotel Calciomercato”, którą napisał włoski dziennikarz Gianluca di Marzio.

Zakończone niedawno okienko transferowe zostało uznane za jedno z najciekawszych w historii. Dwa razy w roku najważniejsze rzeczy w świecie futbolu dzieją się nie na zielonej murawie, lecz w ekskluzywnych hotelach, gabinetach prezesów, ale też na lotniskach czy stacjach benzynowych. W informacjach na temat transferów wiele jest fake newsów, plotek, click baitów czy też świadomie wysyłanych dezinformacji.

Dopiero po kilku miesiącach czy nawet latach (choć i to nie zawsze) można ze szczegółami opisać kulisy niektórych transakcji. Na to właśnie zdecydował się Gianluca di Marzio, znany i doświadczony włoski dziennikarz, specjalizujący się w tematyce transferowej. Tytułowe „calciomercato” można najprościej przetłumaczyć jako „rynek transferowy” (mam nadzieję, że tłumacz tej książki Marcin Nowomiejski w tym momencie nie łapie się z politowaniem za głowę).

Gianluca di Marzio ma prawie 1,5 miliona obserwujących na Twitterze i przez amerykańską stację ESPN został uznany za jedną z 50 najbardziej wpływowych osobistości świata piłki nożnej. Z wyksztalcenia jest prawnikiem, ale od prawie 20 lat współpracuje z telewizją Sky, gdzie jest jedną z twarzy programu Calciomercato L’Originale. Także możemy się domyśleć, skąd wziął się pomysł na tytuł książki.

Na wstępie jedno ważne zastrzeżenie – autor jest Włochem i całość książki dotyczy rynku włoskiego. Oczywiście pojawiają się transfery dotyczące klubów z innych lig, ale prawie zawsze przewija się tam wątek włoski. W przypadku Luisa Figo znajdziemy więc dokładny opis, jak w 1995 r. podpisał na raz kontrakty z dwoma klubami włoskimi, ale szczegółów jego słynnego przejścia z Barcelony do Realu w 2000 r. już nie znajdziemy. To takie zastrzeżenie, gdyby ktoś się spodziewał ogólnej historii transferów w Europie.

Gianluca di Marzio nie porządkuje też swojej opowieści ani chronologicznie, ani przez pryzmat klubów, lecz tematycznie. Każdy rozdział to zbiór przypadków z różnych lat i różnych miejsc, połączonych jakimś hasłem przewodnim: oferty zawarte za pięć dwunasta, rywalizacja dwóch klubów z tego samego miasta czy transfery związane z konkretnym menedżerem, dyrektorem lub prezesem.

Całość jest więc taką dość luźną gawędą świetnie obeznanego w temacie autora, który po prostu opisuje najciekawsze historie na przestrzeni lat. Czasem cofa się nawet do lat siedemdziesiątych, bywają też wzmiankowane transfery, które mamy świeżo w pamięci. A ponieważ dar ciekawego opowiadania di Marzio posiada, czyta się to naprawdę dobrze. Nie brakuje też i polskich wątków:

A propos odwrotów. Wiecie, że Genoa zamknęła drzwi przed nosem Robertowi Lewandowskiemu? Powtórzę, gdyby ktoś nie ogarnął skali tematu: Robertowi Lewandowskiemu. Oczywiście, nie był wówczas jeszcze graczem, który w koszulce Bayernu strzela na zawołanie jakieś 30 goli w sezonie i sięga po trofea, jedno po drugim. Jest rok 2010, ma więc dziesięć lat mniej i jest raczej cofniętym napastnikiem niż lisem pola karnego. Dysponuje dobrymi warunkami fizycznymi, ale jest jeszcze graczem nieoszlifowanym, na tyle, że jego partnerka, a późniejsza żona Anna, absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego, dogląda jego indywidualnego planu treningowego. Oczywiście na boisku można już dostrzec przebłyski dużego talentu. (s. 49-50)

Dalej jest opis, jak Robert Lewandowski przyjechał ze swoim ówczesnym menedżerem Cezarym Kucharskim na derby Genui. Wszystko wydaje się być na dobrej drodze do zawarcia transakcji, Polacy czekają w hotelu na decydującą rozmowę z prezydentem Genoi Enrico Preziosim.

Piłkarz, jego polski agent Cezary Kucharski oraz Berti zatrzymują się w holu na pogawędkę, czekając na prezydenta. Ten jednak pojawia się dopiero po co najmniej dwóch godzinach: Preziosi schodzi po schodach ze spuszczoną głową, idzie przed siebie i bez słowa opuszcza hotel.

„Przepraszam, prezydencie, może pan nie zauważył… Chłopak jest tu z nami, w hotelu” – woła go piskliwym głosem Berti, próbując zwrócić uwagę szefa klubu. Idzie za nim, aż w końcu go dogania.

Odpowiedź prezydenta Genoi sprawia, że świat Bertiego wali się w jednej chwili: „Wie pan co, myślałem, że jest wyższy”. (s. 51)

Tak upadł temat Roberta Lewandowskiego w lidze włoskiej, może nawet z korzyścią dla samego RL9. A może dzięki temu w Genoi już się nie wahali, kiedy była możliwość zakontraktowania innego zdolnego napastnika z Polski? Może Krzysztof Piątek skorzystał z żalu genueńczyków po stracie Lewandowskiego?

Ale wątków polskich aż tak dużo nie ma, bo i też polskich piłkarzy wielkiego kalibru brakuje. Bardzo ciekawy jest natomiast fragment dotyczący Leo Messiego. Ponoć w 2013 r. Florentino Perez chciał kupić genialnego Argentyńczyka:

„Ja do Realu nie przejdę, tracicie czas!” – usłyszeli od Argentyńczyka, bez choćby podziękowania za zainteresowanie czy zagłębienia się w szczegóły „faraonicznej” oferty, którą miałby otrzymać.

Florentino, jednemu z najbardziej wpływowych ludzi w Hiszpanii, taka reakcja się nie spodobała. To oczywiście musiał być przypadek, ale kilka miesięcy później fiskus rozpoczął długą wojnę z Argentyńczykiem i jego rodziną, ostatecznie zmuszając Messiego do zapłaty 53 milionów euro. Fiskus kontra mistrz, czyli to samo, co spotkało Cristiano Ronaldo, w przypadku Portugalczyka jednak okazało się to dodatkowym, a wręcz definitywnym bodźcem do wyjazdu z Hiszpanii i zadokowania w Juventusie. (s. 174)

Messi ostatecznie był bardzo blisko Chelsea, ale temat upadł z dość błahego powodu… Taki właśnie jest świat „calciomercato”, w którym pływają naprawdę grube ryby, mające wielkie możliwości przekonywania piłkarzy i ich agentów. Czasem robią to za pomocą marchewki, a czasem używają kija.

Przywołałem tutaj akurat dwa transfery, które ostatecznie nie doszły do skutku. Ale tak samo ciekawe są te transakcje, które zakończyły się pomyślnie. Gianluca di Marzio ma naprawdę niesamowitą wiedzę na temat wielu transferów i opisuje szczegóły, które starano się zachować w jak największej tajemnicy. Zdradza też trochę ze swojej kuchni, czyli tego, jak pozyskuje informacje. Bezcennym źródłem może się np. okazać… włoski kucharz w Londynie.

Książka Gianluki di Marzio naprawdę zaskakuje w wielu sytuacjach i jest bogatym zbiorem unikalnych informacji, napisanych w bardzo przystępny sposób. Niektóre rzeczy piłkarze czy trenerzy już zdradzali w swoich autobiografiach, ale wiele spraw zostało opisanych po raz pierwszy. Z pewnością książka „Grand Hotel Calciomercato” jest bezcennym źródłem informacji, ciekawostek i anegdotek dla dziennikarzy, którzy mogą je przywoływać w swoich tekstach lub komentarzach. Dla zwykłych miłośników futbolu również może stanowić pasjonującą lekturę.

NASZA OCENA: 8/10

Grand Hotel Calciomercato. Kulisy transferów piłkarskich” to niezwykle przyjemna i ciekawa książka. Pewnie znajdą się tacy puryści, którzy stwierdzą, że interesuje ich tylko i wyłącznie czysty futbol i niezbyt chcą czytać o biznesie wokół niego. Nie da się jednak ukryć, że ten biznes jest bardzo ważną częścią świata piłki nożnej i każdemu, kto chce się o tym dowiedzieć więcej, polecam książkę Gianluki di Marzio.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Grand Hotel Calciomercato oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.