Jimmy Glass i jego wielka ucieczka (cz. I)

Pasmo kontuzji

Przed sezonem 1992/93 Jimmy wciąż odczuwał kontuzję nadgarstka. Tym razem trafił do specjalisty, który zbadał go i stwierdził, że nie obejdzie się bez operacji oraz długiej rehabilitacji. Po zabiegu Glass poddał się rekonwalescencji, ale nie szła ona w dobrym kierunku. Mimo pięciu miesięcy przerwy, poprawy nie było. Konieczna była następna operacja. I znów odpoczynek. Do treningów wrócił dopiero w ostatniej fazie sezonu 1993/94. Pech jednak nie opuszczał golkipera Palace. Minęło zaledwie 20 minut pierwszego treningu do niemal dwóch lat, w którym wziął udział, a Stuart Massey stanął mu na dłoni. Kolejny uraz i sześciotygodniowa przerwy.

Były też dobre wiadomości. Szefostwo Palace zrezygnowało z usług Andy’ego Woodmana i zaoferowało Glassowi nowy kontrakt oraz miejsce zastępcy Nigela Martyna. Klub zaproponował bramkarzowi… 300 funtów tygodniowo. To nie błąd. W 1994 r. tyle zarabiał zawodnik Premier League.

Jimmy z nowym kontraktem i nadziejami na grę wyjechał z zespołem na przedsezonowy obóz do Portugalii. Niestety, już na początku pobytu na Półwyspie Iberyjskim doznał kolejnego urazu. Starcie z Rayem Wilkinsem kosztowało go kontuzję kolana. Glass musiał więc wrócić do domu. A Crystal Palace zaczęło szukać innego rezerwowego golkipera. Wybór padł na grającego w Torquay Rhysa Wilmota.

Już po wyleczeniu urazu Glass dzielił się miejscem podstawowego bramkarza drużyny rezerw z Wilmotem. Oprócz jednego meczu co dwa tygodnie mógł trenować. Identycznie jak za czasów juniorskich. Bieganie i gierka 5 na 5. Jedynym elementem specjalizacji bramkarskiej były zajęcia z… kitmanem Vikiem Bertinellim, który po godzinach grał jako golkiper w amatorskiej lidze niedzielnej.

Kopniak i wypożyczenie

Jako 21-latek Jimmy Glass nie miał szans na występy w pierwszej drużynie, ale jako zawodnik dostawał chociaż bilety na domowe mecze Crystal Palace. Z tego tytułu 25 stycznia 1995 r. zasiadł w szóstym rzędzie trybun Selhurst Park, gdy jego drużyna podejmowała Manchester United. Z pewnością był niezwykle zdumiony, kiedy schodzący z boiska Éric Cantona przeskoczył ogrodzenie i wymierzył potężnego kopniaka kibicowi The Eagles Matthew Simmonsowi.

Tuż po pamiętnym spotkaniu na Selhurst Glass udał się na krótkie wypożyczenie do Portsmouth. Zadanie, jakie przed nim postawiono, było niełatwe. Miał bowiem zastąpić legendę klubu Alana Knighta, który zobaczył czerwoną kartkę w pojedynku z Leicester. Wychowanek Crystal Palace wreszcie mógł sprawdzić się w profesjonalnym meczu. Za postawę z Sunderlandem, pomimo dwóch wpuszczonych bramek, zebrał pochlebne recenzje. Potem znów usiadł na ławce, bo zawieszenie Knighta skończyło się.

Jednak Fenwick wkrótce znów dał szansę Glassowi. Nasz bohater zagrał przeciwko Port Vale, bronił nawet nieźle, ale nie ustrzegł się błędu przy golu rywali. Cztery dni później menedżer znów mu zaufał i desygnował Jimmy’ego do gry przeciwko Boltonowi. Młodzian nie zawiódł. Wydawało się, że może zagościć na dłużej w bramce Pompey. Niestety podczas przygotowań do kolejnego spotkania z Tranmere złapał infekcję dróg oddechowych. Knight wrócił między słupki, a wypożyczenie Glassa dobiegło końca. Musiał więc wracać na Selhurst Park. Przed wyjazdem Fenwick poprosił go o to, by nie przedłużał kontraktu z Palace, gdyż jest dla niego miejsce na Fratton Park.

Glass nie posłuchał Fenwicka. Wiosną 1995 r. przedłużył o rok kontrakt z The Eagles. Nowa umowa gwarantowała mu podwyżkę. Miał teraz zarabiać 500 funtów tygodniowo. Jednak jego pozycja w Crystal Palace nie uległa zasadniczej zmianie. Grze Nigel Martyna nadal przyglądał się z boku. A nawet gdyby numer 1 doznał kontuzji, to przecież był jeszcze wspomniany Rhys Wilmot.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…