Mirandinha – pierwszy kanarek na Wyspach

Mirandinha

Roberto Firmino, Alissona, Williana czy Edersona kojarzą wszyscy fani Premier League. Każdy z tych graczy stanowi dużą wartość dodaną dla swojego zespołu i zapisuje piękne karty historii pod tytułem „Brazylijczycy w lidze angielskiej”. Ale mówiąc o piłkarzach z Kraju Kawy na Wyspach, warto przypomnieć człowieka, który przetarł brazylijskie szlaki w Anglii. Tym kimś był Mirandinha.

Chaval to nieduże miasto położone w północno-wschodniej Brazylii, w delcie trzech rzek: Parnaiby, Timonhy i Ubatuby. To tu, w 1959 r., gdy kraj z mozołem budował swoją nową stolicę Brasilię, urodził się Francisco Ernandi Lima da Silva, który potem zyskał sławę jako Mirandinha.

Jego dzieciństwo nie było łatwe. Był jednym z ośmiorga dzieci, a jego ojciec zarabiał na utrzymanie rodziny przy pozyskiwaniu soli z wody morskiej. Francisco musiał więc od najmłodszych lat pracować, by wspomóc domowy budżet.

Było naprawdę ciężko. Tata kupował ryby na plaży, a potem próbował je sprzedać. Dzieci też musiały pomagać. Sprzedawałem różne przedmioty na skrzyżowaniach, limonki, winogrona. Czyściłem szyby samochodowe – wspominał swoje dzieciństwo, które spędził w Fortalezie, największym mieście stanu Ceará.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Dwa rozczarowania

Francisco jak wiele biednych brazylijskich dzieci potrafił wyczyniać z piłką cuda. Ale talent i umiejętności to nie wszystko. By móc żyć z gry w futbol, potrzeba jeszcze wiele szczęścia. Zanim jednak los się do niego uśmiechnął, kilka razy musiał przełknąć gorycz porażki. Jak choćby wtedy, gdy wyrzucono go Ceary SC i Fortalezy EC, dwóch największych klubów piłkarskich w Fortalezie.

W Cearze prezentowałem się bardzo dobrze, strzeliłem sporo bramek, ale przez to, że byłem biednym, skromnym chłopcem straciłem miejsce. Preferowano osoby z prywatnych szkół. Zostałem odesłany i wylądowałem w Fortalezie EC – wspominał zawodnik.

Pierwsza przygoda z Tricolor (jeden z przydomków Fortalezy EC) również zakończyła się ogromnym rozczarowaniem.

Prawie się poddałem. W jednym z meczów grałem dla Fortalezy ze złamaną ręką. Wygraliśmy 12:1, a ja strzeliłem siedem bramek. Kiedy zdjęto mi gips i chciałem wrócić do gry, odesłali mnie – powiedział Mirandinha.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…