„Juve! Historia potęgi” – recenzja

Juve! Historia potęgi

Czas przed wielkimi piłkarskimi turniejami to okres wzmożonego ruchu na rynku wydawniczym. Chcąc wykorzystać zwiększone zainteresowanie futbolem, wydawcy serwują nam coraz to nowe pozycje. W tym roku, choć pandemia nieco pokrzyżowała niektórym wydawnicze plany, jest podobnie. Wśród nowości, które ostatnio pojawiły się na księgarnianych półkach, jest książka „Juve! Historia potęgi”, której autorem jest Herbie Sykes i która zdecydowanie zasługuję na uwagę.

Miłośnicy włoskiego futbolu nie mogą u nas narzekać na brak wyboru i co rusz dostają do rąk nowe pozycje traktujące o calcio. Całkiem niedawno ukazały się książki „Juventus. Ilustrowana historia Starej Damy” i autobiografia Giorgio Chielliniego „Piłkarz, który nie chodzi na skróty”. Wcześniej swoich wydań doczekały się w Polsce biografie Pirlo, Del Piero, Conte, Baggio czy Tottiego. Wydawać by się mogło, że trudno oczekiwać od kolejnej pozycji traktującej o Juventusie czegoś odkrywczego, ale Herbie Sykes w swojej opowieści ukazuje czytelnikom świat pełen anegdot i sportowej rywalizacji, wielkiej polityki i wielkich pieniędzy, które od zawsze towarzyszyły klubowi.

Za pojawienie się książki na naszym rodzimym rynku odpowiada wydawnictwo Znak. Krakowski wydawca coraz mocniej wkracza w sferę książek sportowych i pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie zwalniać tempa. Autor jest brytyjskim dziennikarzem, który dotąd specjalizował się w książkach traktujących o kolarstwie, ale udowodnił, że równie dobrze radzi sobie też z futbolem. Za przełożenie tekstu, do którego jakości trudno się przyczepić, odpowiadała Dobromiła Jankowska.

Swoją opowieść Sykes zaczyna od zobrazowania tego, jakim miastem był Turyn w drugiej połowie XIX wieku. Szybko postępowało wówczas uprzemysłowienie, a turyńskie przędzalnie przynosiły coraz większe dochody, ale jeśli bliżej przyjrzeć się miastu, to na ulicach szalały tyfus i syfilis, a wśród mieszkańców szerzyły się alkoholizm i nędza.

Liczące około stu trzydziestu tysięcy mieszkańców miasto stało się europejską stolicą szpitali i sierocińców, melin i burdeli. Zamożne i piękne, jednocześnie cuchnęło. (s. 18).

To tutaj jednak zwrócono uwagę na płynące z aktywności fizycznej zalety i w połowie XIX stulecia to w Turynie zaczęły powstawać pierwsze gimnastyczne kluby. Wkrótce coraz większą popularność zaczęła też zdobywać przywieziona przez brytyjskich żeglarzy piłka nożna. W 1897 r. grupa pochodzących z bogatych domów uczniów turyńskiego liceum Mssimo d’Azeglio założyła drużynę piłkarską. Spotkali się oni w warsztacie rowerowym, a jako nazwę dla zespołu wybrali łacińskie słowo Juventus.

Początkowo jednym z elementów klubowego stroju była różowa koszula. Kolor ten nie podobał się jednak pochodzącemu z Nottingham Tomowi Johnowi Savage’owi. Piłkarz ten, który na początku XX wieku był wiodącą postacią w klubie, razem ze swoim kolegą postanowił zamówić nowe stroje z Wysp Brytyjskich.

Legenda głosi, że Savage wysłał zamówienie i dołożył jedną z istniejących bluz dla porównania. Dostawca/producent założył, że kiedyś była biała – bo kto przy zdrowych zmysłach grałby w piłkę w różowej koszulce? – i po prostu wydarzył się jakiś wypadek przy praniu. Biorąc pod uwagę, że czas gonił, postanowił wybrać materiał najbliższy temu, co miał na stanie. A miał dużo czerwonych stroju Nottingham Forest oraz trochę czarno-białych kostiumów Notts County. Wysłał te drugie i tak narodzili się słynni bianconeri. (s. 23).

Podobnych historii z pierwszych lat działalności klubu jest w książce całkiem sporo. Autorowi należą się spore słowa uznania za tak dokładne odtworzenie wydarzeń sprzed ponad stu lat, które często giną w mrokach dziejów. Jasno zostały też przedstawione okoliczności, w jakich klub został przejęty przez rodzinę Agnellich. Prawdopodobnie nie byłoby wielkiego Juventusu bez wielkich pieniędzy, które szerokim strumieniem płynęły od koncernu FIATA. Nie może więc dziwić fakt, że roli, jaką w funkcjonowaniu Juventusu odgrywał motoryzacyjny gigant, poświęcono naprawdę dużo miejsca.

Poznamy też okoliczności, w jakich Juventus sięgał po swoje pierwsze ligowe tytuły, a także korzenie odwiecznej lokalnej rywalizacji z Torino. Autor nie ucieka również od mniej chwalebnych rozdziałów w historii klubu. Bez skrępowania pisze o trawiącej włoską piłkę korupcji i ustawianiu meczów, które jest procederem niemal tak starym, jak sama liga. Sporo miejsca Sykes poświęca też sytuacji politycznej, jaka panowała we Włoszech w latach 20. i 30. Krok po kroku pokazuje rosnącą rolę faszyzmu i chęć wykorzystania sportu do własnych celów przez polityków. Nie zapomniał też o związkach Agnellich z faszystowskim reżimem.

Giovanni Agnelli nie był gorliwym wyznawcą faszyzmu, ale współpracował z reżimem i korzystał z jego dobrodziejstw. Został również senatorem, czyli musiał należeć do partii, bez legitymacji nie mógłby też startować w publicznych przetargach. Agnelli wygrał ich wiele i zarobił gigantyczne sumy na projektach takich jak budowa autostrady Mediolan – Turyn. Później, podczas nazistowskiej okupacji Turynu między 1943 a 1945 rokiem, Agnelli radośnie dzielił się chlebem z Wehrmachtem. (s. 65).

Po wojnie klubowe władze stanęły przed wyzwaniem, jakim była odbudowa nadszarpniętej potęgi klubu. Zadanie to stało się życiowym celem dla Gianniego Agnelliego i trzeba uczciwie przyznać, że dopiął swego. Sykes pokazuje drogę klubu do wielkości, ale ukazuje ją w bardzo szerokim kontekście. Cierpliwie opisał ówczesną sytuację polityczną we Włoszech, sporo miejsca poświęcił też sprawom stającej niepewnie na nogi gospodarki. Jej stan bezpośrednio przecież przekładał się na kondycję fabryk FIATA, a stan kont koncernu miał niebagatelny wpływ na możliwości rozwoju Juventusu. Sykes podejmuje też próbę wyjaśnienia przyczyn popularności klubu w różnych częściach Włoch.

Juventus Agnellego nigdy nie zamierzał reprezentować miasta i jego obywateli. Klub ten wydaje się unikatem w świecie futbolu, ponieważ jego celem od zawsze było reprezentowanie kraju, nie rodzinnego miasta. Ta różnica leżała u podstaw sukcesu Juve przez większą część ubiegłego wieku. (s. 63).

Należne miejsce na kratach książki znajduje też szereg klubowych legend. Herbie Sykes przypomina tak odległych bohaterów Juve jak Umberto Caligaris, Raimundo Orsi czy Luis Monti. Zachwyca się znakomitymi Giampiero Bonipertim, Johnem Charlesem i Omarem Sívorim, ale sporo miejsca dostają też tacy gracze jak Dino Zoff, Paolo Rossi, Michel Platini czy Zbigniew Boniek. Autor tak tłumaczył okoliczności nadania Polakowi znanego potem przydomku:

Gianni powiedział kiedyś o Bońku bello di notte (piękność wieczoru). Legenda głosi, że przydomek ten odnosił się do różnic w formie Polaka między meczami Serie A w niedzielne popołudnia a granymi w świetle jupiterów spotkaniami w europejskich pucharach. Podobno Bońka nie interesował ligowy trud i znój, oszczędzał to, co miał najlepszego, na takie właśnie wieczory. Nie da się zaprzeczyć, że świetnie wypadał w meczach o wielką stawkę, ale zawsze utrzymywał, że to nie temu zawdzięcza owo przezwisko. Twierdził, że pojawiło się po pewnym eleganckim przyjęciu i spotkaniu z Henrym Kissingerem, starym kumplem Gianniego. (s. 280).

Po więcej szczegółów odsyłam Was do książki, bo podobnymi historiami autor sypie jak z rękawa i to na każdym etapie swojej opowieści. Prowadzona narracja zyskuje dzięki temu na atrakcyjności, a w połączeniu z lekkim stylem sprawiają, że książkę czyta się bardzo przyjemnie. Pod względem edytorskim również trudno do czegoś się przyczepić. Każdy z rozdziałów dzieli się na kilka podrozdziałów, co ułatwia nawigację. Nie rzuciły mi się w oczy też żadne literówki.

Minusem publikacji jest oprawa graficzna, a właściwie jej brak. Na prawie 380 stronach nie uświadczymy żadnego zdjęcia. Szkoda, bo tak przekrojowa pozycja powinna zawierać fotografie chociaż największych legend klubu. Książka zwieńczona jest klubowym kalendarium, w którym hasłowo przedstawiono najważniejsze wydarzenia w historii Juventusu. Osobiście brakuje mi indeksu nazwisk, ale na polskim rynku to ciągle niestety rzadkość.

NASZA OCENA: 8/10

„Juve! Historia potęgi” to bardzo dobrze napisana opowieść o historii jednego z największych włoskich klubów. Dla kibiców Juventusu to oczywiście pozycja obowiązkowa, z której mogą się bardzo dużo dowiedzieć na temat przeszłości swojego ukochanego klubu. Wielu zawartych w książce informacji próżno szukać w Internecie i podejrzewam, że nawet najbardziej zagorzali kibice mogą się miło zaskoczyć w trakcie lektury.

Śmiało można jednak polecić tę publikację również innym miłośnikom włoskiego futbolu. Szczególnie zadowoleni powinni być ci, którzy, podobnie jak ja, lubią, kiedy świat futbolu przenika się ze światem polityki. Herbie Sykes w „Juve! Historia potęgi” bardzo barwnie odmalował historię klubu i umieszczając ją w odpowiednich kontekstach politycznym, społecznym i gospodarczym, pokazał, że trzeba ją traktować jako część większej całości. I właśnie to szerokie, całościowe podejście do tematu jest największym atutem tej książki.

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Juve! Historia potęgi oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.

BARTOSZ DWERNICKI

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*