„Francesco Totti. Kapitan” – recenzja

2 8 maja 2017 r. po raz ostatni w barwach Romy zagrał jej kapitan, 40-letni już wówczas Francesco Totti. Właśnie tego dnia skończyła się epoka piłkarzy absolutnie wiernych jednemu klubowi – na emeryturze byli już Steven Gerard, Ryan Giggs, Alessandro Del Piero czy Paolo Maldini. Historię niesamowitych 25 lat kariery piłkarskiej Tottiego opisał jego przyjaciel, dziennikarz „La Gazetta dello Sport” Paolo Condò. Polskie wydanie książki „Francesco Totti. Kapitan” w tłumaczeniu Eweliny Gałdeckiej ukazało się w czerwcu 2019 r. nakładem wydawnictwa Sine Qua Non.

Mistrz świata z reprezentacją Włoch i ikona AS Roma to jeden z tych piłkarzy, któremu wszyscy od najwcześniejszych lat przepowiadali wielką karierę. Aurę cudownego dziecka potwierdził nawet polski papież:

W ciągu mojej kariery powtarzano mi wiele razy, że dostałem od losu pocałunek na szczęście. Moja mama, kiedy pozna kogoś bliżej, opowiada jednak o innym pocałunku, i muszę powiedzieć, że nawet mi byłoby trudno w to uwierzyć, gdyby jej słów nie potwierdzała pewna fotografia. Historia sięga czasów mojej pierwszej klasy, kiedy cała szkoła została przyjęta na papieskiej audiencji w Watykanie w słynnej Auli Pawła VI. Przepychając się i torując sobie drogę łokciami, mama zajmuje miejsce przy barierkach, gdzie może być pewna, ze znajdzie się o krok od Jana Pawła II. Kiedy papież pojawia się na początku drogi, która doprowadzi go prosto do niej, mama bierze mnie na ręce. Jestem ubrany w dres tak żółty, że wygląda jak koszulka reprezentacji Watykanu, a do tego jestem blondynkiem. Wyglądam jak prawdziwy, mały aniołek. Przechodząc, papież głaszcze dzieci ukryte w ramionach mam i dotyka delikatnie także moich włosów. To dla mnie naprawdę coś! Odchodzi kawałek, a potem niespodziewanie się zatrzymuje. Zamiera także mama, która miała mnie właśnie postawić na ziemię. Jan Paweł II odwraca się, cofa o dwa kroki, pochyla i całuje mnie w czoło. Nie wiem, jak jej się to udaje, ale mama na szczęście nie mdleje z wrażenia, a ja nie ląduję na posadzce. Przyjaciółka, która jej towarzyszy, zaczyna krzyczeć: „Fiorella! Papież wybrał Francesco! Wrócił, żeby go pocałować!”, a gdy wśród mam dzieciaków z mojej klasy wybucha zamieszanie, ktoś zwija jej portfel z torebki. (s. 20-21)

Francesco Totti w swojej autobiografii nie grzeszy skromnością i wiele razy przyznaje, że dla kibiców Romy jest bogiem. Oprócz zdarzenia z Janem Pawłem II przywołuje także sytuację, kiedy jeden więzień przedłużył sobie dobrowolnie wyrok o tydzień, aby tylko doczekać się wizyty kapitana Romy. Poznajemy też ciemne strony tak wielkiej popularności w Rzymie – próba zwykłego wyjścia na miasto kończy się zawsze wielkim zbiegowiskiem, którego konsekwencje mogą wymknąć się spod kontroli.

Przede wszystkim jednak Totti bardzo szczegółowo opisuje swoją długą karierę, największe sukcesy i bolesne rozczarowania. Bardzo ciekawe są charakterystyki kolejnych trenerów, z którymi współpracował w Romie i drużynie narodowej oraz wspomnienia konkretnych sytuacji meczowych. Mamy więc dokładną analizę ostatniej akcji finału ME w 2000 r. z Francją, w której to tytuł Włochom zabrał Sylvain Wiltord, wyrównując stan meczu. Totti przyznaje wprost, że ta sytuacja rozbiła jego drużynę i nie było już żadnych szans, aby w dogrywce przeciwstawić się rozpędzonym Francuzom. Na kilka rozdziałów został także rozbity sezon 2000/2001, w którym AS Roma zdobyła swoje trzecie w historii scudetto, jedyne w karierze Francesco Tottiego. Szczególnie ujmuje tutaj postać argentyńskiego napastnika Gabriela Batistuty, który w wieku 31 lat opuścił swoją ukochaną Fiorentinę i mimo wielkich problemów ze zdrowiem, pomógł Romie zdobyć mistrzostwo Włoch. Strzelił w tym sezonie bramkę swojemu byłemu klubowi, a Totti widział wtedy łzy w jego oczach – nie tylko zaraz po zdobyciu gola, ale nawet po meczu pod prysznicem. Batistuta cierpiał po meczach tak bardzo, że trenował na pełnych obrotach właściwie tylko raz w tygodniu. Zdobył swoje upragnione scudetto, na które nie mógł liczyć w ukochanej Florencji i właściwie skończył karierę (oficjalnie zakończył cztery lata później, ale z powodu kontuzji już nigdy nie wrócił do wielkiej formy). Zupełnie innym przypadkiem był Antonio Cassano, wielki talent, który z powodu trudnego charakteru nigdy nie osiągnął pełni swoich możliwości. Francesco Totti dokładnie opisuje jego wielki potencjał i ich prywatne relacje, które Cassano zepsuł (jak wiele innych rzeczy) swoim głupim zachowaniem. Mamy też ciekawą wzmiankę o Mario Balotellim, przypadku niemal identycznym do Cassano. Wreszcie kluczowy moment kariery Tottiego, czyli mistrzostwo świata w wieku 30 lat, a wcześniej dramatyczna walka o udział w turnieju finałowym (Totti na cztery miesiące przed MŚ złamał nogę i tylko wielkie wsparcie trenera klubowego Luciano Spallettego oraz selekcjonera Marcelo Lippiego sprawiło, że ostatecznie na mundial pojechał). Przy tej okazji możemy przeczytać bardzo ciekawe wspomnienia najważniejszych sytuacji na boisku z perspektywy ich bezpośredniego uczestnika:

Zatrzymajmy tę scenę i przyjrzyjmy się jej, jak martwej naturze, która za chwilę się ożywi. Najlepiej wyraża wszystko już sama liczba błękitnych koszulek, które na niej widzimy. Dziewięć. Brakuje Buffona czekającego na wysokości trzech czwartych naszej połowy i Gattuso stojącego w kole środkowym boiska. W przypadku szybkiej kontry Niemców musiałby sam stawić czoła dwójce lub trójce rywali. Po chwili ktoś z nas zdołałby – choć nie wiem, skąd wziąłby na to siłę – wrócić, żeby mu pomóc. Ale na początku, powtarzam to, Rino byłby sam. Szaleństwo taktyczne w 118. minucie półfinału mundialu przeciw gospodarzom, ale to jest jeden z tych momentów, których w życiu nie zdarza się zbyt wiele. Moment absolutny, w którym czujesz, że podołasz każdej próbie. Moja opowieść to bardziej historia ludzi niż piłkarzy. (s. 265)

Opis biegnie dalej, wyjaśniając dokładnie te magiczne dwie minuty, które zapewniły Włochom awans do wielkiego finału. Właśnie takie wspomnienia różnych piłkarzy pięknie składają się na „obraz wewnętrzny” danej sytuacji, relację Francesco Tottiego możemy chociażby porównać z równie plastycznymi wspomnieniami Alessandro Del Piero. Po tym turnieju Francesco Totti zakończył grę w reprezentacji i w swojej książce również dokładnie tłumaczy, dlaczego podjął taką decyzję. Niekiedy dało się odnieść wrażenie, że Totti bardziej czuje się Rzymianinem niż Włochem, choćby w momentach powołań do reprezentacji młodzieżowych, które często bardziej sprawiały kłopot niż radość młodemu Francesco.

Książka „Francesco Totti. Kapitan” to typowa, obszerna i chronologicznie ułożona biografia piłkarska. Nie ma zamiaru skandalizować, jak popularne swego czasu książki typu „Spalony” (Andrzej Iwan), „Zasypany” (Igor Sypniewski) czy „Przegrany” (Grzegorz Król), nie ma też ambicji dostarczenia czytelnikowi tysiąca anegdot, jak „Szamo” czy autobiografia Paula Mersona. Francesco Totti był piłkarzem wybitnym i postanowił opowiedzieć o swojej karierze z wielkimi szczegółami. Bardzo dobrze, że zdecydował się na to dopiero po definitywnym zakończeniu kariery – dzięki temu mógł na pewne wydarzenia spojrzeć z perspektywy czasu i przyłożyć do nich właściwie proporcje. Widać to chociażby po opisie konfliktu z Luciano Spallettim z samej końcówki kariery „Kapitana”. Szkoleniowiec Romy “napsuł” wiele krwi doświadczonemu zawodnikowi, ale ostatecznie Totti przyznał mu sporo racji. Napisał też wprost, że w swoim ostatnim sezonie od lutego nie chciało mu się trenować i robił to na „pół gwizdka”. Nie brakuje innych trudnych tematów, jak np. dyskwalifikacja na Euro 2004 po opluciu Christiana Poulsena, choć akurat w tym wypadku jego tłumaczenia są lekko naciągane. Totti w swojej wylewności nie wahał się nawet przed opisaniem swojego „pierwszego razu” z kobietą, są także anegdotki o innych piłkarzach, jak choćby w czasie świętowania scudetto:

Szybko wpadam w wir śpiewów i tańców, wnoszę toasty ze wszystkimi i, jak wszystkich, zadziwia mnie, a potem bawi niezmiernie Nakata, który w tym całym chaosie siedzi sobie w rogu i czyta książkę. Marsjanin. (s. 130)

Autobiografia Francesto Tottiego to kawał (409 stron) dobrej piłkarskiej lektury. Poznajemy dzięki niej dokładnie dzieje piłkarskie (i nie tylko) głównego bohatera, jest także masa informacji o innych ludziach futbolu. Czyta się bardzo dobrze, świetnie można uzupełnić czy odświeżyć sobie wiedzę na temat najnowszej historii futbolu. SQN tradycyjnie postarało się o ładną okładkę (standardowa oraz dostępna w edycji limitowanej) i atrakcyjną wkładkę zdjęciową, gdzie znajdziemy wszystkie fotografie opisywane przez “Kapitana”. Szczególne wrażenie robi kolaż 25 zdjęć portretowych Tottiego z każdego sezonu jego występów w AS Roma. Jest to publikacja godna polecenia i warta przeczytania, kolejny mocny punkt w ofercie SQN.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

#wspieramretro
O Bartosz Bolesławski 46 artykułów
Psychofan i zaoczny bramkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie.