List od papieża, zielone brzuchy i bezwłose psy. Skąd wzięły się przydomki meksykańskich klubów piłkarskich?

Czas czytania: 7 m.

O ile uboższy byłby język piłki, gdybyśmy nie mieli Czerwonych Diabłów, Canarinhos, Starej Damy albo Kolejorza? I nie chodzi tu o istnienie popularnych klubów czy drużyn narodowych, ale o ich przydomki. Takich zamiennych określeń używamy stosunku do drużyn z całego świata. Czasem robimy to, by uniknąć powtórzenia, a czasem, by nieco ubarwić swoje wypowiedzi. Rzadziej jednak zastanawiamy się, skąd się one wzięły? Zapraszamy na małą wycieczkę do Meksyku, podczas której opowiemy o najciekawszych pseudonimach tamtejszych ekip.

America i rebranding

Największym i najpopularniejszym meksykańskim klubem jest America, nazywana Aguilas (Orły), Azul-Cremas (Niebiesko-Kremowi) czy Millonetas (Milionerzy). To pierwsze określenie drużynie nadano nieco sztucznie. Na początku lat 80. ubiegłego wieku klub przechodził restrukturyzację, która obejmowała nie tylko drużynę, ale nawet stroje i pseudonim. Właściciele klubu uznali, że klub musi mieć dumną ksywkę. Studenci (klub powstał z połączenia dwóch studenckich drużyn) czy Niebiesko-Kremowi, Kanarki czy Kremowi (od kolorów strojów) wydawały się za mało imponujące. Tak więc 19 września 1981 roku na Estadio Azteca w obecności dziennikarzy ekipę ze stolicy nazwano Orłami. Pomysł spodobał się kibicom i wkrótce Aguilas weszło do obiegu.

A co z Milionerami? Pod koniec lat 50. klub stał się własnością magnata telewizyjnego Emilio Azcarragi Milmo. Przedsiębiorca nie żałował środków na Americę, a na czele wkrótce postawił Guillermo Cañedo, który wtedy był… szefem Meksykańskiej Federacji Piłkarskiej (prawo nie zabraniało łączyć tych ról), a wcześniej z sukcesami kierował klubem Zacatepec. Panowie mieli mocarstwowe plany, by klub pod ich rządami stał się krajowym hegemonem. Stąd transfery zagranicznych piłkarzy, m.in. Vavy, mistrza świata z 1958 i 1962 roku, i zatrudnianie szkoleniowców spoza Meksyku, np. Urugwajczyka Roberta Scarone czy Argentyńczyka Alejandro Scopelliego. To właśnie wtedy, z pogardą, zaczęto nazywać Americę Milionerami.

Cruz Azul – czyli zające z cementu

Lokalnym rywalem Ameriki jest drużyna Cruz Azul, która także posiada kilka przydomków. Zacznijmy od Cementeros, czyli Pracownicy Cementowni. Wzięła się ona z tego, że zespół powstał w latach 20. przy cementowni działającej w mieście Jasso (klub przeniósł się do stolicy Meksyku w 1971). Bardzo często można spotkać inne określenie Cruz Azul nawiązujące do industrialnej przeszłości ekipy, a mianowicie La Maquina (Lokomotywa) lub La Maquina Cementera (Cementowa Lokomotywa). Prawdopodobnie ma to związek z tym, że z Jasso w kierunku Mexico City odchodziły liczne pociągi wiozące cement. Pseudonimy zyskały na popularności w latach 70., gdy Cruz Azul był najlepszą meksykańską drużyną i niczym lokomotywa przejeżdżał rywali.

Fizycznej, szybkiej grze, białym koszulkom i licznej populacji zajęcy żyjącej w Jasso Cruz Azul zawdzięczają przydomek Zające (liebres). To zwierzę jest nawet maskotką klubu. Co ciekawe, niektórzy fani obstawali, że nie jest  zającem lecz królikiem. W końcu sprawę w swoje ręce wziął zarząd i oświadczył, że Blu (bo tak ma na imię maskotka) to jednak zając.

Club Universidad Nacional i uniwersyteckie korzenie

Club Universidad Nacional, czyli UNAM – to w tym klubie futbolu uczyli się legendarni Hugo SanchezJorge Campos. Ich piłkarska alma mater w obiegu funkcjonuje także jako Pumas (Pumy). Pseudonim wymyślił trener akademicki Roberto Mendez, który w przemowach motywacyjnych porównywał swoich podopiecznych do pum. UNAM powstało przy uczelni wyższej, a zatem klub nazywa się czasem Uniwersytetem, a zawodników Uniwersyteckimi. Można też śmiało nazwać ich Auriazules (Złoto-niebieskimi). To oczywiście nawiązanie do barw. Zapożyczono je od Uniwersytetu Notre Dame, skąd do Mexico City przyjeżdżali trenerzy i uczyli miejscowych sportu.

CD Guadalajara i telegram od papieża

Każdy kibic piłkarski w Meksyku wie, że klub CD Guadalajara to Chivas, czyli Kozy. Źródeł tego przydomku należy poszukiwać prawdopodobnie w 1948 roku. Podczas jednego z meczów kibice i dziennikarze, obserwując poczynania ekipy z Guadalajary, stwierdzili, że zawodnicy biegają jak „szalone kozy”. Następnego dnia po spotkaniu dziennikarz Martin del Campo, sympatyk Atlasu (lokalnego rywala CD), w nagłówku swojego artykułu także użył słowa „chivas” w stosunku do drużyny. W następstwie fani Atlasu dworowali sobie z derbowych przeciwników, nazywając ich kozami. Na mecz, który odbył się w lipcu 1949 roku, zabrali ze sobą nawet kozę ubraną w czerwono-białe barwy CD. Ale kibice, zamiast się zdenerwować, krzyknęli: „tak, jesteśmy chivas. I co z tego? Powiedzieć chivas to powiedzieć Guadalajara”, a potem zagrzewali swoich pupili do boju, skandując „chi-vas, chi-vas”. W dodatku pokonali Atlas 1:0. Od tamtej pory z dumą noszą ten przydomek.

Bardzo ciekawe jest także pochodzenie innego pseudonimu CD – Rebraño Sagrado (Święte Stado). Otóż w 1957 roku klub sięgnął po pierwsze mistrzostwo kraju. Papież Pius XII, dowiedziawszy się o tym, postanowił wysłać do Guadalajary telegram z gratulacjami. Adresatem listu był kardynał Jose Garibi y Rivera, zagorzały sympatyk Chivas.

Mistrzostwo z 1957 roku sprawiło, że rację bytu stracił inny pseudonim CD. Nazywano ich bowiem Ya Merito, co można przetłumaczyć jako Prawie Tam. Chodziło o to, że drużyna, choć kilkukrotnie była blisko, nie mogła sięgnąć po tytuł. Dopięła swego po raz pierwszy właśnie w 1957 roku. 

Atlas w kolorach Św. Wawrzyńca

Skoro jesteśmy już przy Guadalajarze, to przyjrzyjmy się przydomkom Atlasu. Dwa najpopularniejsze to Los Rojinegros (Czerwono-czarni) lub Los Zorros (Lisy). W obu przypadkach mamy do czynienia z dość prozaicznymi historiami. Pierwszy nawiązuje oczywiście do barw zespołu, a zaproponowali je w 1916 roku bracia Ernesto Tomas i Rafael Orendainowie, współzałożyciele klubu. Uczyli się oni w Anglii, w Ampleforth School, której patronem był św. Wawrzyniec, którego symbolizowały kolory czerwony i czarny. Uznali więc, że ich zespół też powinien używać tych barw.

Drugi przydomek powstał znacznie później, bo w latach 60. XX wieku. Atlas miał wtedy dobrą ekipę, która wywalczyła kilka trofeów. Gwiazdami tamtej drużyny byli Alfredo Torres i Guillermo Hernandez. Prezentowali piłkę dość żywiołową, sprytną i szybką, a zatem zaczęto nazywać ich Lisami.

CF Monterrey, czyli pasiasty gang

CF Monterrey, jeden z najpopularniejszych meksykańskich klubów, dumnie nosi przydomek Rayados, czyli Pasiaści. Pojawił się oficjalnie w 1956 roku w drodze ankiety przeprowadzonej wśród kibiców, którzy mieli wybrać pseudonim. Skoro drużyna grała wcześniej w koszulkach w pasy, to trudno się dziwić temu wyborowi. Z dziennikarskiego obowiązku trzeba jednak wspomnieć o tym, że już wcześniej używano słowa Rayados do nazywania zespołu z Monterrey. Ankieta tylko jakby usankcjonowała ten przydomek.

Określenie Rayados niezbyt podobało się meksykańskiemu dziennikarzowi Salvadorowi Mezie. Szukał więc nowego pseudonimu dla CF Monterrey. W 1962 roku zaczął nazywać drużynę pandilla de desperados, czyli bandą desperatów. Było to odniesienie do desperackiej, ale ostatecznie udanej walki o utrzymanie w meksykańskiej Primera División w sezonie 1961/62. Meza promował przydomek La Pandilla, co oznacza „banda” lub „gang”. W tamtym czasie słowo to nie miało negatywnego wydźwięku. Według słownika tak nazywano grupę przyjaciół, którzy spotykają się, razem wychodzą. Dopiero w latach 70. zaczęto je kojarzyć z przestępczością. Mimo to do dziś na klub z Monterrey mówi się także La Pandilla.

CF Pachucasusły

CF Pachuca przez niemal 70 lat swojego istnienia nie mogła się pochwalić żadnym większym trofeum. Pasmo sukcesów zaczęło się dopiero w ostatniej dekadzie XX wieku. Może to dlatego klub z Hidalgo nie zyskał żadnego górnolotnego pseudonimu? Pięciokrotni zdobywcy Ligi Mistrzów CONCACAF (po tytuły sięgnęli już w trwającym millenium) nazywani są zatem po prostu Susłami, a dokładniej rzecz biorąc Los Tuzos. Tak w Meksyku nazywa się ludzi z Hidalgo, stanu, w którym znajduje się miasto Pachuca. Jest tu mnóstwo kopalń i gros mieszkańców w nich pracuje. Podobnie jak susły drążą tunele i spędzają sporo czasu pod ziemią. 

image 4
https://www.flickr.com/photos/time-to-look/25531074363

Nexaca – jedenastu elektrycznych braci

Los Electricistas, czyli Elektrycy – czy zespół złożony z zawodników pracujących w elektrowni mógł spodziewać się innego pseudonimu? Takie były początki klubu Nexaca, powołanego do życia w latach 20. XX wieku. Wkrótce zespół zyskał kolejny przydomek – Once Hermanos (Jedenastu Braci), nawiązujący do boiskowego zrozumienia członków słynnej drużyny Nexacy z lat 30., która była wtedy w ścisłej krajowej czołówce. Mówiono także na nich Mistrzowie, bo w 1935 roku zdobyli aż 5 trofeów. Dziś na ekipę z Aguascalientes mówi się także Los Rayos (Promienie). To efekt kampanii rebrandingowej przeprowadzonej w ostatniej dekadzie ubiegłego stulecia.

Club León, jako dzikie bestie o zielonych brzuchach

Zielone Brzuchy. O kim mowa? O Club León, najpopularniejszej ekipie ze stanu Guanajuato! Skąd nietypowy pseudonim? Są dwie wersje. Pierwsza mówi o sprzedawcach warzyw z dworca kolejowego w León. W ich asortymencie była m.in. sałata. Przekładając ją z miejsca na miejsce, przekazując z rąk do rak, brudzili sobie dłonie, a potem wycierali je o fartuchy. W ten sposób na strojach, na wysokości brzucha i klatki piersiowej, powstawały zielone plamy. Inna historia prowadzi nas do miejscowych garbarzy, którzy przygotowując skóry, używali odczynników barwiących na zielono. Gdy tragarze przenosili je, ich fartuchy oczywiście także przybierały ten kolor. 

image 2
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e0/Graffiti_Mural_Antonio_Battaglia_Club_Le%C3%B3n_LDA.jpg/800px-Graffiti_Mural_Antonio_Battaglia_Club_Le%C3%B3n_LDA.jpg

Club León to także Dzikie Bestie albo Szmaragdy. Pierwsza wzięła się od herbu klubu, w którym jest lew (león to po hiszpańsku lew), druga zaś od kolorów koszulek, w których występuje drużyna ze stanu Guanajuato.

Club Tijuana Xoloitzcuintles de Calientbezwłose psy

image 3
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/4b/Xoloitzcuintles.jpg

Club Tijuana Xoloitzcuintles de Caliente albo po prostu Tijuana lub Xolos istnieje dopiero do 15 lat, ale ma już w swoim dorobku triumf w Torneo Apertura 2012. By wyjaśnić przydomek klubu, skupmy się na słowie „xoloitzcuintle” w skrócie xolo (liczba mnoga: xolos). To nazwa bezwłosego meksykańskiego psa, którego wizerunek możemy oglądać w herbie klubu z Tijuany. Fundator klubu, biznesmen Jorge Hank Rhon, właśnie to zwierzę wybrał na symbol swojej drużyny.

Queretaro FC z kogutami na murawę

Białe Koguty (Gallos Blancos) – takiego przydomku dorobiło się Queretaro FC. Pierwsza jego część, czyli kolor to, rzecz jasna, nawiązanie do barw strojów, w których występują piłkarze (choć teraz koszulki wyjazdowe są białe, a domowe niebiesko-czarne). Dość łatwo domyśleć się także, dlaczego klub ma w swojej ksywce koguta. Jest to naturalnie nawiązanie do waleczności. Za twórcę pseudonimu uważa się dziennikarza Herrerę „El Perquina” Pozasa. Z drobiem wiąże się jednak inna ciekawa historia, która wydarzyła się w 1954 roku. El Periquin wraz z trenerem Felipe Castanedą, zwanym La Marrana, czyli Maciorą, oraz prezydentem klubu Ezequielem Riverą stwierdzili, że zdobędą 11 kogutów i wręczą je zawodnikom. Jak postanowili, tak zrobili. Trzymając w ręku ptaki, piłkarz weszli na boisko. A jakby tego było mało, Rivera przyprowadził Castanedzie białego prosiaka. Była to aluzja do ksywki szkoleniowca.

Dorados de Sinaloa – ryba z miasta El Chapo

Miasto Culiacan w stanie Sinaloa kojarzy nam się głównie, niestety, z potężnym kartelem narkotykom, na czele którego stał niejaki Joaquin „El Chapo” Guzman. Mało kto pamięta jednak, że w Dorados de Sinaloa, klubie piłkarskim z Culiacan, karierę kończył Pep Guardiola. W przypadku tej ekipy jej oficjalna nazwa jest w zasadzie tożsama z przydomkiem. Słowo „dorado” to nazwa ryby żyjącej m.in. w wodach Zatoki Meksykańskiej, nad którą leży miasto. Na klub skrótowo mówi się zatem Dorados, a rzadziej El Gran Pez, czyli Wielka Ryba (w odniesieniu do dorado).

Dominik Górecki

Dominik Górecki
Dominik Górecki

Samorządowiec, dziennikarz, sadownik, miłośnik podróży i fan futbolu. Entuzjasta Serie A, Bundesligi i piłki afrykańskiej. Od dzieciństwa zakochany w Juventusie.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Real Madryt – Eintracht Frankfurt. Najlepszy finał Pucharu Europy

Real Madryt - Eintracht Frankfurt to jeden z najlepszych meczów Realu w historii, ale też prawdopodobnie najlepszy finał Pucharu Europy - w tym artykule opisujemy tę rywalizację

„9. Mistrzowska passa Juventusu” – recenzja

Niezwykła książka-album nie tylko dla kibiców Juventusu. "9. Mistrzowska passa Juventusu" to zapis wrażeń i emocji kibiców włoskiej drużyny zrzeszonych w Amici Sportivi.

Lechia vs. Juventus 1983 – historia wyjątkowego dwumeczu

Lechia vs. Juventus z 1983 roku to historyczny, choć sromotnie przegrany pojedynek. Lechiści musieli przebyć krętą drogę, by rozegrać ten wymarzony dwumecz.