Miodrag Belodedici – po drugiej stronie rzeki

Droga do Sewilli

W 1985 r. Steaua odzyskała mistrzostwo kraju. Dzięki temu sukcesowi Czerwono-Niebiescy znaleźli się w rozgrywkach o Puchar Europy. W pierwszej rundzie Rumuni bez większego trudu poradzili sobie z duńskim Velje. Trochę ciężej było w kolejnym etapie, gdy stanęli naprzeciwko węgierskiego Honvédu. W Budapeszcie przegrali 0:1 po golu słynnego Lajosa Detariego, ale w rewanżu na własnym terenie rozbili Węgrów 4:1.

Niespodziewanie twarde warunki zawodnikom Steauy w ćwierćfinale postawił fiński klub Kuuyusi, który wcześniej wyeliminował Zenit Leningrad. W Bukareszcie padł remis 0:0. Taki sam rezultat długo utrzymywał się w Helsinkach. Dopiero w 86. minucie Victor Piturca dał Czerwono-Niebieskim drużynie awans.

W półfinale na Rumunów czekał belgijski Anderlecht, wtedy jedna z najlepszych ekip w Europie. W pierwszym meczu Belgowie zwyciężyli 1:0. Steaua znów musiała odrabiać straty. Rewanż zaczęli znakomicie – już w 4. minucie gola zdobył dla nich Piturca. Na 2:0 podwyższył Gavril Balint, a potem znów trafił Piturca. Awans do finału stał się faktem.

Niepokonany Duckadam

Finałowym przeciwnikiem Steauy była Barcelona. Katalończyków uważano za zdecydowanych faworytów tego starcia. W składzie mieli kilku graczy z absolutnego europejskiego topu, chociażby znakomitego Lobo Carrasco czy niemieckiego rozgrywającego Bernda Schustera.

Rumuni rywalizowali w europejskich pucharach, nie mając praktycznie żadnej wiedzy o umiejętnościach swoich przeciwników. Ale przed meczem finałowym, dzięki pomocy rumuńskiej ambasady w Madrycie, udało im się zdobyć nagranie z ostatnimi meczami Barcelony.

To był przegląd z kilku ich ostatnich spotkań. Nie wiedzieliśmy, czy jesteśmy na tym samym poziomie, czy gorsi – wspominał Belodedici.

Na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán w Sewilli, gdzie odbywał się finał, Steaua grała znakomicie. Zwłaszcza w defensywie, którą kierował zaledwie 22-letni Belodedici. W ciągu 120 minut Katalończykom nie udało się sforsować rumuńskiej obrony. Gola nie zdobyli też Czerwono-Niebiescy, zatem o tym, kto wzniesie puchar, decydowały karne.

Steaua zaczęła fatalnie konkurs. Mihail Majearu strzelił lekko i sygnalizowanie, toteż hiszpański golkiper Javi Urrutia bez problemu obronił. Ale po chwili Duckadam odbił strzał Alexanko i nadal na tablicy wyników widniały dwa zera. W drugiej kolejce Steaua zaliczyła kolejne pudło. Tym razem zawiódł László Bölöni. Za moment do piłki podszedł Hiszpan Pedraza. Uderzył dość precyzyjnie, ale Duckadam wyciągnął się jak struna i nie dał futbolówce wpaść do bramki. Wciąż 0:0.

Niemoc strzelecką przełamał dopiero w trzeciej serii Marius Lăcătuș, który potężnym strzałem nie dał szans Urrutii. Stan rywalizacji mógł wyrównać Pichi Alonso, ale jego intencję wyczuł niesamowity tego wieczora Duckadam. Za moment było już 2:0, bo swoją jedenastkę wykorzystał Gavril Balint. Finał zakończył Duckadam, broniąc kolejnego, czwartego z rzędu karnego. Po raz pierwszy w historii drużyna zza Żelaznej Kurtyny wzniosła najcenniejsze klubowe trofeum w Europie.

ZWYCIĘSKI KONKURS KARNYCH STEAUY:

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…