Gheorghe Hagi – Generał złotego pokolenia

Czas czytania: 7 m.
5
(1)

Rumunia nigdy nie uchodziła raczej za wielką potęgę na mapie europejskiej i światowej piłki. To jednak na chwilę zmienił piłkarz, urodzony w dwutysięcznym miasteczku położonym nieopodal Morza Czarnego. Gheorghe Hagi na zawsze zrewolucjonizował podejście do rumuńskiej piłki, będąc twarzą złotego pokolenia tamtejszego futbolu.

Gheorghe Hagi – biogram

  • Pełne imię i nazwisko: Gheorghe Hagi
  • Data i miejsce urodzenia: 05.02.1965
  • Wzrost: 174 cm
  • Pozycja: Ofensywny pomocnik

Historia i statystyki kariery

Kariera juniorska

  • FC Constanta
  • Luceafarul Bukareszt
  • FC Constanta

Kariera klubowa

  • Farul Kontanca (1982-1983) 18 występów, 7 bramek
  • Sportul Studentesc Bukareszt (1983-1987)  107 występów, 58 bramek
  • Steaua Bukareszt (1987-1990) 97 występów, 76 bramek
  • Real Madryt (1990-1992) 84 występy, 20 bramek
  • Brescia Calcio (1992-1994) 66 występów, 16 bramek
  • FC Barcelona (1994-1996) 51 występów, 11 bramek
  • Galatasaray Stambuł (1996-2001) 192 występy, 71 bramek

Kariera reprezentacyjna

  • Rumunia (1983-2000) 125 występów, 35 bramek

Kariera trenerska

  • Rumunia (2001)
  • Bursaspor (2003)
  • Galatasaray (2004-2005)
  • Politehnica Timisoara (2005-2006)
  • Steaua Bukareszt (2007)
  • Galatasaray (2010-2011)
  • Vitorul Konstanca (2014-2020)
  • Farul Konstanca (2021-nadal)

Mówisz reprezentacja Rumunii w piłce nożnej – myślisz Gheorghe Hagi. Nie ma innej opcji. Był Adrian Mutu, Cristian Chivu, Dan Petrescu. Było sporo Rumunów błyszczących w najlepszych klubach na świecie. Jednak Gheorghe Hagi był najlepszym zawodnikiem reprezentacji, która nagle zaczęła coś znaczyć na piłkarskiej mapie. Postać charakterystyczna i szalenie kontrowersyjna, jednak jak w przypadku wielu wybitnych, na zielonej murawie, z piłką przy nodze, absolutny geniusz, choć wielu jego trenerów i obserwatorów odczuwa ogromny niedosyt.

Nadmorskie przygody

A wszystko zaczęło się w dwutysięcznym Sacele, położonym niedaleko Konstancy nad Morzem Czarnym. Malutki Hagi miał do plaży zaledwie kilkanaście kilometrów, toteż w wieku młodzieżowym często wsiadał na rower i zasuwał pokopać tuż przy samym morzu. To tam szlifował swoje umiejętności i tam wyczuł, że gra w piłkę to jest to, co będzie w życiu wykonywał zawodowo. Wychowany był bowiem w domu, w którym się nie przelewało. Ojciec robotnik, matka zajmująca się domem i dorabiająca jako kucharka i sprzątaczka. Do tego dwie starsze siostry.

Jednak granie na ulicach Sacele, czy na plaży nie mogło go wynieść na szczyty i dać międzynarodowej kariery. W wieku 15 lat podjął decyzję, by wyjechać na stałe do położonej niespełna 50 km na południe Konstanty, portowego miasta, w którym trenował regularnie, jednak tracąc mnóstwo czasu i pieniędzy na dojazdy. Grał regularnie w FC Constanta, zaliczył też rok na wyjeździe w stolicy Rumunii, reprezentując barwy Luceafarul. W końcu wypatrzyli go skauci Farulu Constanta, gdzie już w wieku 17 lat trafił do pierwszej drużyny, rozgrywając w pierwszym sezonie 18 spotkań i strzelając siedem bramek.

Tam też wypatrzył go Mircea Lucescu, który już w połowie 1983 roku postanowił powołać ledwie 18-letniego młokosa do reprezentacji Rumunii, najpierw testując go w meczach towarzyskich, a następnie dać całe 45 minut w spotkaniu eliminacji do Mistrzostw Europy, przeciwko Cyprowi, gdy w przerwie Hagi zmienił Gheorghe Multescu. Nastoletni ofensywny pomocnik na stałe zadomowił się w ekipie Lucescu, dzięki czemu pojechał na pierwsze dla Rumunii mistrzostwa Europy we Francji. Tam Rumuni za dużo nie zwojowali, jednak remis w spotkaniu z Hiszpanią, dał pozytywny impuls. A sam Hagi mimo protestów starszych graczy już w wieku 20 lat został kapitanem narodowej drużyny. Już w tamtych czasach zaczął być nazywany „Maradoną z Karpat”.

Wtedy Gheorghe był już jednak zawodnikiem Sportul Studentesc Bukareszt. Hagi poprowadził swoją ekipę do największego sukcesu w historii, zdobywając w 1986 roku wicemistrzostwo Rumunii. Tam jednak bohater tego tekstu wyrósł na największą gwiazdę ligi, zdobywając dwukrotnie koronę króla strzelców ligi.

Wola dyktatora

Nie do końca z własnej woli, Hagi przeszedł do Steaua Bukareszt. Palce maczał bowiem przy tym rumuński dyktator, Nicolae Ceausescu, który najzwyczajniej w świecie, nakazał Sportulowi oddanie piłkarza do zbrojącej się na Puchar Europejskich Mistrzów Krajowych wojskowej ekipy. Pierwotnie trafił tam jednak na wypożyczenie na jeden mecz. Trafił tam jednak pod skrzydła swojego idola, Anghela Iordanescu i po golu w finałowym starciu europejskich pucharów postanowił zostać. Największy rumuński klub zdobył za czasów Hagiego trzy mistrzostwa kraju, a także awansował do finału europejskiego czempionatu, ulegając w finale AC Milan.

„Nikogo nie będę zastępował”

Dużo zmieniło się w 1989 roku. W końcu podobnie jak w Polsce Rumuni obalili komunizm, dzięki czemu sam Hagi mógł spróbować swoich sił poza granicami swojego kraju. Jako pierwszy zanotował transfer do zagranicznego klubu, kusząc się na ofertę wielkiego Realu Madryt, gdzie miał wejść w buty  Martina Vazqueza. Taki był plan „Królewskich”, jednak sam reprezentant Rumunii na starcie zaznaczył, że nie ma zamiaru nikogo zastępować i nie po to przybył do stolicy Hiszpanii. Słabsza forma i buńczuczne wypowiedzi spowodowały, że pierwszy sezon spędził głównie na ławce rezerwowych, na jego pozycji grali Emilio Butragueno i Hugo Sanchez. On sam zagrał sporo meczów, jednak nie błyszczał już skutecznością, na którą liczyli na Bernabeu.

Jakby tego było mało w kolejnym sezonie Real sprowadził do siebie Roberta Prosineckiego, prosto z Crvenej Zvezdy. A to w połączeniu z Radomirem Anticem, który przybył do Madrytu, by przejąć ekipę Realu po niesatysfakcjonującym sezonie. O dziwo to jednak Hagi grał na pozycji ofensywnego pomocnika, za plecami Butragueno, będąc po średnio udanych dla siebie mistrzostwach świata, gdzie Rumunia dotarła do 1/8 finału. W całym sezonie nasz bohater strzelił 16 bramek w 50 meczach. W lutym zespół przejął Leo Beenhakker, który doprowadził zespół do wicemistrzostwa Hiszpanii i półfinału Pucharu UEFA.

Po ściągnięciu przez Real Ivana Zamorano, Hagi postanowił nie walczyć znów o swoje i słysząc głosy, że z powodu limitu obcokrajowców nie może już liczyć na tyle gry, postanowił zmienić barwy klubowe, rozglądając się za nowym klubem. Wybrał ofertę Brescii Calcio, którą prowadził Mircea Lucescu. Od razu po transferze, klub spadł jednak z Serie A i choć sam Rumun spisywał się nieźle, nie uchronił ekipy przed spadkiem. Rumun postanowił jednak zostać w drużynie, bowiem zbliżały się mistrzostwa świata. Brescia wróciła do Serie A, a sam zawodnik świetnie przygotował się do turnieju w USA.

Historyczny turniej Rumunii

Rumunia wylądowała w grupie z gospodarzami, Kolumbią oraz Szwajcarią. A Hagi zaczął błyszczeć już w pierwszym meczu, gdy strzelił bramkę i zanotował dwie asysty, a jego drużyna pokonała Kolumbię 3:1. W kolejnym meczu na ziemię sprowadzili ich Szwajcarzy, a o potencjalnym wyjściu z grupy decydował mecz ze Stanami Zjednoczonymi. Gol Dana Petrescu zaważył na tym, że Rumuni świętowali kolejne wyjście z grupy. Jednak w 1/8 finału czekała już na nich Argentyna z Batistutą na czele.

To jednak podziałało na „Tricolorii” jak płachta na byka, a wielki mecz obok Hagiego zagrał Ilie Dumitrescu, świętując tak swój transfer do Tottenhamu. Napastnik strzelił dwie bramki i asystował przy bramce Hagiego, a ekipa Iordanescu pokonała „Albiceleste” 3:2 i osiągnęła największy sukces w historii, grając w ćwierćfinale. Tam rozegrali kapitalne spotkanie ze Szwedami. Tam błysnął z kolei Florin Raducioiu, który najpierw doprowadził do dogrywki, strzelając w 88 minucie gola po asyście a jakże, Hagiego, a następnie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, notując bramkę w 100 minucie. Pięć minut przed końcem Kennet Andersson wyrównał jednak wynik spotkania, a obroniony rzut karny Dana Petrescu, a następnie Miodraga Belodediciego, dał awans drużynie ze Skandynawii. Rumuni wrócili do domu, jednak zostawili po sobie kapitalne wrażenie, co zaprocentowało zagranicznymi transferami wielu graczy ze „złotego pokolenia”, jak zaczęto mówić o drużynie Hagiego, Petrescu, czy Dumitrescu, czego zwieńczeniem było czwarte miejsce w plebiscycie o Złotą Piłkę France Football i miejsce w najlepszej jedenastce mistrzostw.

Sam kapitan reprezentacji zdecydował się na ponowny transfer, tym razem niepopularny. Wrócił do Hiszpanii, tym razem jednak przywdziewając barwy FC Barcelony. Jednak i tam przegrywał rywalizację o miejsce w składzie, tym razem głównie z Pepem Guardiolą. Po dwóch nieudanych latach podjął decyzję o wyjeździe, tym razem całkowitej zmianie kierunku i wyjechał do Turcji, podpisując kontrakt z Galatasaray. Mając 31 lat na karku trafił pod wodzę Fatiha Terima, grając w jednym zespole z Hakanem Sukurem, Ghoerghe Popescu, czy legendarnym Claudio Taffarelem. Reszta jest już tylko historią. Przez pięć lat zdobył z zespołem cztery tytuły mistrzowskie i zdobył pierwsze w historii tureckiej piłki, międzynarodowe trofeum, wygrywając Puchar UEFA, a następnie Superpuchar Europy. W tym pierwszym wyleciał z boiska przedwcześnie.

Wcześniej w 1998 roku ponownie wziął udział w mistrzostwach świata, gdzie znów razem z kolegami wyszedł z grupy, a następnie poległ w 1/8 finału z Chorwacją. Wtedy reprezentację przejął Victor Piturca, a Hagi przeciwstawił się odsuwania siebie i jego kolegów od składu i budowania drużyny na nowo. Wtedy postawił jasne ultimatum – albo ja, albo on. Mimo wywalczenia awansu na mistrzostwa Europy Piturca został zwolniony. Na turnieju w Holandii i Belgii Rumunia znów wyszła z grupy, odpadając w ćwierćfinale z Włochami, a Hagi zakończył reprezentacyjną karierę z czerwoną kartką.

Nieudany trener

Zaraz po rozstaniu z boiskiem, został selekcjonerem reprezentacji, co było o tyle dziwne, że sam wielokrotnie sprzeciwiał się wszechobecnej korupcji w kraju. Zadaniem Hagiego było wygrać baraże ze Słowenią, jednak dość niespodziewanie jego ekipa poległa w dwumeczu, a on sam zrezygnował ze stanowiska, twierdząc, że federacja nie chce się zgodzić na jego wizję przebudowy zespołu. Po tym rozstał się ze środowiskiem piłkarskim, nie przyjął oferty zostania asystentem Anghela Iordanescu. Zajął się biznesem.

Do trenowania wrócił w 2003 roku przejmując turecki Bursaspor, jednak i tam za wiele nie ugrał i po fatalnym starcie sezonu podał się do dymisji. Po sezonie zmienił mimo to Fatiha Terima na stanowisku szkoleniowca Galatasaray. Mimo słabej postawy w lidze i zaledwie trzeciego miejsca wygrał ze swoją ekipą Puchar Turcji, miażdżąc w finale największego rywala, Fenerbahce 5:1. O jego posadzie zadecydowała jednak słaba postawa w lidze, dlatego Hagi stracił pracę. Następnie przejął ekipę Politehniki Timisoara, która w przerwie zimowej zajmowała czwarte miejsce w lidze. Kilka porażek pod wodzą legendy rumuńskiej piłki spowodowały, że spadli na ósme miejsce, a sam szkoleniowiec stracił pracę.

W kolejnym sezonie zaliczył krótki pobyt w Steaua Bukareszt, tam jednak nie wytrzymał więcej niż trzy miesiące, miał bowiem dość wiecznie wcinającego się w jego pracę Gigiego Becaliego. Po kilku nieudanych pobytach na ławkach trenerskich ponownie Hagi zaliczył przerwę w zawodzie, by wrócić w 2010 roku, przejmując Galatasaray, po nieudanej przygodzie Franka Rijkaarda. Tam również nie zdołał odmienić gry zespołu i nie przepracował nawet sezonu. W późniejszym okresie był brany pod uwagę jako ponowny selekcjoner, po odejściu Razvana Lucescu, jednak zdecydował się odmówić.

Nowy, stary dom

Przez sześć lat prowadził Vitorul Konstanca, którego został właścicielem, a od dwóch lat jest trenerem Farulu, który wszedł w fuzję z Vitorulem. Obecnie świetnie radzi sobie w lidze i trzeba przyznać sobie szczerze – To pierwsza udana praca w roli trenera legendarnego rumuńskiego piłkarza. Szczególnie, że Vitorul to pomysł i twór samego Hagiego, który w związku z wysokimi cenami za grunty, wybudował infrastrukturę 20 km od samej Konstancy, w Ovidiu. Choć pierwotnie miała być to akademia piłkarska, seniorski klub piął się coraz wyżej, aż doszedł do …… mistrzostwa kraju. Nad wszystkim pieczę trzymał sam legendarny zawodnik. Gdyby nie rozwój pierwotnego klubu, z pewnością tak owocna fuzja z Farulem nie byłaby możliwa. Choć sama akademia pozostała w samym Ovidiu, nazwana oczywiście imieniem „Maradony z Karpat”.

Sam w piłce mógł według niemal wszystkich ugrać dużo więcej. Bazował jednak na wielkim talencie, jednak brakowało mu etyki pracy. Był bardzo „ciężkim” człowiekiem i to pozostało mu również przez lata jako trener. Hagi nie słuchał nikogo i nikt nie mógł mu mówić, co powinien robić. Jak wielokrotnie żartowano, potykał się o swoje wybujałe ego. Było to widoczne zarówno na boisku, jak i poza nim, podczas wszelkich wywiadów. Dziennikarze przeprowadzający z nim wywiady, szczególnie po przegranych meczach, mogli liczyć na „perełki” w postaci wypowiedzi Rumuna. To wszystko zaczęło zmieniać się dopiero po latach.

Statystyki i osiągnięcia:

Osiągnięcia zespołowe:

Steaua Bukareszt

  • 1x Superpuchar UEFA (1987)
  • 3x mistrz Rumunii (1987, 1988, 1989)
  • 2x Puchar Rumunii (1987, 1989)

Real Madryt

  • 2x Superpuchar Hiszpanii (1990. 1991)

FC Barcelona

  • 2x Superpuchar Hiszpanii (1994, 1995)

Galatasaray Stambuł

  • 1x Superpuchar UEFA (2001)
  • 1x Puchar UEFA (2000)
  • 4x mistrz Turcji (1997, 1998, 1999, 2000)
  • 2x Puchar Turcji (1999, 2000)
  • 2x Superpuchar Turcji (1996, 1997)

Osiągnięcia indywidualne:

  • 7x piłkarz roku w Rumunii (1985, 1987, 1993, 1994, 1997, 1999, 2000)
  • 2x król strzelców ligi rumuńskiej (1985, 1986)

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 5 / 5. Licznik głosów 1

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img

Więcej tego autora

Najnowsze

„Przewodnik Kibica MLS 2024” – recenzja

Przewodnik Kibica MLS już po raz czwarty ukazał się wersji drukowanej. Postanowiliśmy go dokładnie przeczytać i sprawdzić, czy warto po niego sięgnąć.

Mário Coluna – Święta Bestia

Mozambik dał światu nie tylko świetnego Eusébio. Z tego afrykańskiego kraju pochodzi też Mário Coluna, który przez lata był motorem napędowym Benfiki i razem ze swoim sławniejszym rodakiem decydował o obliczy drużyny w jej najlepszych czasach. Obaj zapisali też piękną kartę występami w reprezentacji.

Trypolis, Londyn, Perugia, Dubaj – Jehad Muntasser i jego wszystkie ścieżki

Co łączy Arsene’a Wengera, rodzinę Kaddafich i Luciano Gaucciego? Wszystkich na swojej piłkarskiej drodze spotkał Jehad Muntasser, pierwszy człowiek ze świata arabskiego, który zagrał w klubie Premier League. Poznajcie jego historię!