Niebywały pokaz ambicji. Ci piłkarze grali dwa mecze w zaledwie kilka godzin

Zbigniew Boniek

W latach 80. Zbigniew Boniek był wielką gwiazdą reprezentacji Polski oraz w latach 1982-1985 włoskiego Juventusu. Niestety osoby odpowiedzialne za planowanie kalendarza meczów w 1985 roku nie wzięły tego pod uwagę i ustaliły dwa spotkania, w których nasz wybitny piłkarz miał odegrać kluczową rolę, na 29 i 30 maja.

Pierwszym był finał Pucharu Europy pomiędzy Juventusem i angielskim Liverpoolem, który miał być rozegrany w środę 29 maja 1985 na stadionie Heysel w Brukseli. Dzień później w Tiranie reprezentacja Polski rozgrywała kluczowy na tym etapie eliminacji do MŚ, mecz z Albanią. Według działających już zasad, pierwszeństwo miała reprezentacja, ale Boniek za wszelką cenę, co nikogo nie powinno dziwić, chciał zagrać również w Brukseli:

A czy miałem jakieś inne wyjście? Przecież dla Juventusu był to najważniejszy mecz nie tylko tego sezonu, natomiast przed reprezentacją pojawiła się poważna szansa na zwycięstwo, a tym samym objęcie przodownictwa w grupie. Jedna i druga drużyna liczyły się dla mnie, zdawałem sobie z tego sprawę i starannie przygotowywałem się do próby, jakiej chyba jeszcze nie podejmował żaden inny piłkarz, oczywiście na tym poziomie futbolu – tak wspominał Zibi tamte czasy w książce „Prosto z Juventusu”

W związku z tym władze Juventusu umówiły się z PZPN, że zaraz po meczu nasz reprezentant prywatnym samolotem zostanie przetransportowany na mecz w Tiranie. Tak wspominał przygotowania do tych spotkań i do podróży Zbigniew Boniek:

Do tych dwóch spotkań przygotowywałem się wyjątkowo starannie nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. W ciągu niespełna 24 godzin na dwóch krańcach Europy miałem zagrać dwa bardzo ważne mecze. Trudność polegała na tym, że nie mogłem pozwolić sobie na odprężenie po pierwszym spotkaniu. Nie wolno mi odczuwać zmęczenia – takie założenie przyjąłem dużo wcześniej, nim nasz zespół pojawił się w Brukseli.

Nikt nie mógł jednak przewidzieć tragedii jaka wydarzyła się przed meczem na Heysel, przez którą ta podróż dla Zibiego była jeszcze trudniejsza niż wcześniej planował:

Oczywiście byłem przygotowany na dwa mecze. Ale przecież nie mogłem przypuszczać, i nikt tego nie mógł, że będę jechał do Tirany w tak fatalnym nastroju. Szybko spakowałem się, było już po północy, gdy opuszczałem hotel.

Zbigniew Boniek w barwach Juventusu
Źródło: tifobiaconeri.it

Włosi, zgodnie zresztą ze zobowiązaniami wobec PZPN, bardzo precyzyjnie przygotowali moją podróż do Albanii. Samochodem pojechałem prosto na lotnisko. Władze celne i graniczne nie przeprowadziły żadnej kontroli. Tymczasem w części lotniska wyznaczonej dla samolotów prywatnych panował tłok i zamieszanie. Nikt nie był w stanie powiedzieć, którym samolotem mam lecieć, bo takich samych awionetek czekało gotowych do odlotu około… czterystu. Wszyscy bezradnie rozkładali ręce, tłumy kibiców kręciły się między samolotami. Nie pozostało mi nic innego, jak wziąć walizkę w rękę i pytać kolejno pilotów. Miałem szczęście, bodaj dwunasty napotkany samolot był właśnie tym, którym w ciągu doby miałem odbyć podróż niemal dookoła Europy. Około szóstej rano dolecieliśmy do Pizy. Dlaczego właśnie tam? Z dwóch powodów, po pierwsze samolot nie był w stanie bez przerwy pokonać odległości dzielącej Brukselę od Tirany, po drugie piloci nie znali dokładnie warunków atmosferycznych nad Albanią. Poza tym postój w Pizie wykorzystałem na trzygodzinną drzemkę w hotelu obok lotniska. Około czternastej byliśmy w Tiranie. Na lotnisku czekał na mnie kierownik drużyny, Jerzy Wilkosz. Po piętnastu minutach byłem w hotelu. Dopiero tam poczułem całkowite odprężenie.

Zbigniew Boniek w ciągu niecałych 22 godzin rozegrał dwa pełne mecze o bardzo wysoką stawkę oraz pokonał dystans 1734 km (Bruksela-Pisa-Tirana). W obydwu spotkaniach okazał się kluczowym piłkarzem. W Brukseli po faulu na Zibim, Michel Platini z rzutu karnego zdobył zwycięskiego gola dla Juventusu, a w Tiranie już osobiście Boniek zdobył bramkę na wagę trzech punktów.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*