Nieufarbowane lisy. Oni mogli grać w reprezentacji Polski

Czas czytania: 18 m.

Maor Melikson

W 2010 roku pierwszym szkoleniowcem Wisły Kraków został Holender Robert Maaskant, zaś jego rodak Stan Valckx objął stanowisko dyrektora sportowego. Choć obaj panowie zasłynęli przede wszystkim ściąganiem do klubu przepłaconych zawodników, którzy lata świetności mieli już za sobą, to jednak zdołali wyłowić prawdziwą piłkarską perełkę. Był nią pochodzący z Izraela pomocnik Maor Melikson.

Piłkarz przyszedł na świat w 1984 r. Jego mama urodziła się w Polsce, lecz sam Maor po raz pierwszy przyjechał do Polski w styczniu 2011 r., kiedy podpisywał kontrakt z Białą Gwiazdą. Nie przyjechał nawet na wycieczkę do miejsc poświęconych pamięci ofiar Holocaustu, na którą izraelska młodzież zwyczajowo udaje się w wieku 16 lat. Powód? Wyjazd kolidował mu z meczem.

Szybko okazało się, że Melikson prezentuje nieprzeciętne umiejętności i niemal z miejsca stał się jednym z najlepszych piłkarzy w polskiej lidze. W rundzie wiosennej sezonu 2010/11 rozegrał w barwach Wisły 15 meczów i czterokrotnie pokonał bramkarzy rywali. Po zakończeniu rozgrywek mógł cieszyć się z tytułu mistrza Polski. Podczas gali podsumowującej sezon ekstraklasy Melikson odebrał statuetkę dla odkrycia sezonu.

W międzyczasie media odkryły polskie pochodzenie matki piłkarza. Tym razem włodarze PZPN wyciągnęli wnioski, w namówienie Meliksona na grę w biało-czerwonych barwach osobiście zaangażował się szef piłkarskiej centrali Grzegorz Lato.

To właśnie sternik polskiego futbolu poinformował we wrześniu 2011 roku, że Maor Melikson wyraził chęć gry dla Polski. Informacja pojawiła się na oficjalnej stronie PZPN, nie było zatem powodów, by traktować ją jak kaczkę dziennikarską. Dzień później potwierdził to Robert Maaskant.

Powołanie go do kadry Franciszka Smudy było możliwe, ponieważ pomocnik nadal nie miał na koncie występu w oficjalnym meczu reprezentacji Izraela. Był zawodnikiem drużyn młodzieżowych U-19 oraz U-21, natomiast w dorosłej kadrze zagrał tylko w dwóch meczach towarzyskich. W myśl przepisów FIFA uchwalonych na początku 2009r. mógł swobodnie wybrać, który kraj chce reprezentować.

Po wydaniu oświadczenia Grzegorza Laty w izraelskich mediach rozpętała się burza. Opinia publiczna zgodnie krytykowała Meliksona, niektórzy nazywali go zdrajcą. Sam piłkarz otrzymał wiele wiadomości z pogróżkami. W efekcie dwa dni po ukazaniu się komunikatu Laty głos zabrał sam piłkarz. Maor Melikson ogłosił, że póki co nie zagra ani dla Izraela, ani dla Polski i poprosił o czas na ponowne przemyślenie decyzji.

Chce reprezentować kraj, w którym przed siedemdziesięciu laty większość jego obywateli dokonała mordu na jego dziadku i babci i w ogóle na społeczności, kraj, który będzie nam przypominał hańbę światową – pisał jeden z izraelskich publicystów. Wtórował mu Eli Cohen, były trener Meliksona. – Odrzucić patriotyzm? Reprezentować kraj, na którego ziemi zginęły miliony Żydów i który do dziś zmaga się z antysemityzmem? Powinien to przemyśleć dwa razy – mówił szkoleniowiec.

Decyzja piłkarza pokrzyżowała plany dwóch selekcjonerów. Franciszek Smuda chciał sprawdzić pomocnika Białej Gwiazdy w towarzyskich meczach z Koreą Południową i Białorusią, zaplanowanych na październik 2011 r. Prowadzący reprezentację Izraela Luis Fernandez także planował powołać Meliksona na mecze eliminacyjne do Euro 2012.

Pod koniec grudnia 2011 r. nowym selekcjonerem reprezentacji Izraela został Eli Guttman. Trener namawiał Maora Meliksona na grę dla kraju, w którym się urodził i wychował. – Maor jest utalentowanym graczem, którego umiejętności z pewnością pomogą reprezentacji Izraela w osiągnięciu jej celów – mówił szkoleniowiec.

Na początku stycznia 2012 r. stało się jasne, że Melikson nie zagra dla Polski. Po rozmowie z nowym selekcjonerem Izraela pomocnik Białej Gwiazdy zadeklarował chęć gry właśnie w tej reprezentacji. – To dla mnie wielki zaszczyt i powód do dumy, że będę mógł założyć koszulkę izraelskiej kadry. Nie mogę się doczekać, żeby dołączyć do zespołu. Czuję, że dla reprezentacji Izraela nadchodzi nowa era. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc drużynie w osiągnięciu celów, jakie sobie stawia – mówił zawodnik.

Ostatecznie Maor Melikson zagrał w dorosłej reprezentacji Izraela 25 razy i strzelił trzy gole. W styczniu 2013r. opuścił Wisłę Kraków. Klub spod Wawelu popadał w coraz większe tarapaty finansowe będące efektem braku kwalifikacji do europejskich pucharów w sezonie 2012/12 oraz stopniowego wycofywania się Bogusława Cupiała z finansowania klubu. Pomocnik trafił do francuskiego Valenciennes. Karierę zakończył na początku 2020 roku, jego ostatnim klubem w karierze był izraelski Hapoel Beer Sheva.

O znaczeniu Polski i Polaków w życiu Meliksona doskonale świadczy historia przytoczona przez pana Krzysztofa Dąbrowę w styczniu 2020 r. w grupie „Awangarda Piłkarska” na portalu Facebook. Pozwoliłem sobie ją przytoczyć w całości z zachowaniem oryginalnej pisowni.

Dziś przeczytałem o końcu kariery wielkiego Maora Meliksona. Tak, tak – wielkiego, bo jego miarą nie było to w jakim klubie grał (wówczas sportowo najlepszym, przyznaję to jako kibic Cracovii), ale jaką klasę pokazywał także poza boiskiem.

Mój świętej pamięci Dziadek całe życie kibicował Wiśle. Nie był to oczywisty wybór, bo Dziadziu urodził się tuż przed wojną w żydowskiej rodzinie. Większość jego, a tym samym mojej rodziny dotknęła tragedia Holocaustu. W Auschwitz zamordowany został jego ojciec, a mój pradziadek. Dziadziu przeżył, przyjął chrzest. W ciemnych latach PRL był internowany przez służby, które de facto sprawowały pieczę nad jego ukochanym klubem. Stare lata spędził mocno chorując i żyjąc w skromnych warunkach materialnych.

W 2011 roku spełniło się jedno z marzeń Dziadzia. W Wiśle zagrał pierwszy od czasów wojny Żyd polskiego pochodzenia, z miejsca stając się gwiazdą ligi i odkryciem europejskich pucharów. Czas jego sukcesu w Wiśle zbiegł się z rozpoczęciem mojego stażu, a następnie pracy dla Radia Kraków, która była marzeniem, nierealnym do spełnienia bez pomocy Dziadzia, który jako wierny słuchacz znał się z kilkoma dziennikarzami.

Tego jak ważny jest sport, a tym samym towarzyszące mu wartości, w tym poszanowanie dla przeciwnika, nauczył mnie właśnie on. Za to wszystko (i wiele więcej) postanowiłem mu się odpłacić. Z pomocą ówczesnego rzecznika Wisły, Adriana Ochalika, skontaktowałem się z Maorem. Opowiedziałem mu o dziadku, jego historii i marzeniu poznania Żyda grającego dla Białej Gwiazdy.

Kilka dni później Maor odwiedził Dziadka w jego mieszkaniu. Panowie spędzili uroczy czas, podczas którego Maor opowiadał dziadkowi o życiu w Izraelu, a dziadek wtajemniczał go w zawiłą i bardzo trudną historię jego rodziny. Powiedział o rodzinie która przeżyła wojnę i mieszkała w Izraelu. Opowiedział także o historii Wisły. Spotkanie, które miało trwać chwilę, zajęło ponad 2 godziny. Maor wręczył Dziadkowi swoją koszulkę i kilka klubowych gadżetów.

Jak się okazało, w barwach Wisły Maor już nie zagrał. Nim jednak trafił do Francji, zadzwonił do mnie i zaprosił na kolację. Podczas spotkania powiedział, że historia Dziadka na bardzo długi czas nie pozwalała mu myśleć o niczym innym (a to był czas transferu do ligi francuskiej). Zaproponował, że nim wyjedzie chciałby kupić Dziadkowi bilety na podróż do rodziny w Izraelu. Zaoferował opłacenie wszelakich kosztów.

Byłem wzruszony. Dziadek niestety musiał odmówić. Już wówczas bardzo cierpiał z powodu choroby Alzheimera, która ostatecznie odebrała mu życie. Izraelczyk zrozumiał sytuację i przekazał najszczersze życzenia. Wszystko to działo się dosłownie w ostatnich godzinach jego pobytu w Wiśle.

Kilka miesięcy później do Dziadka przyszła paczka z Francji. W środku koszulka Maora z Valenciennes, piękne zdjęcia z Izraela oraz list w którym piłkarz ponowił propozycję wyjazdu do Izraela. Tym razem jednak dodał, że pojadą razem i w razie kłopotów zdrowotnych zajmie się nim.

Ostatecznie do wyjazdu nie doszło. Maor przez wiele lat pamiętał o Dziadku. Za moim pośrednictwem wysyłał życzenia, czasami prezenty. Gdy po latach walki z chorobą Dziadek zmarł, chciał przyjechać na pogrzeb. Uroczystość odbywała się jednak w czasie, w którym jego obowiązki zawodowe nie pozwoliły mu opuścić klubu.

Niezależnie od wyników sportowych, zdobytych bramek, trofeów, Maor pozostanie dla mnie jednym z największych piłkarzy. Radości Dziadzia po poznaniu ulubionego piłkarza nigdy nie zapomnę. Teraz, gdy skończył karierę piłkarską, składam mu najwyższy hołd uznania.

Przemysław Płatkowski
Przemysław Płatkowski
Absolwent europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim, na co dzień pracuję w finansach. Wielki fan niższych lig i piłki amatorskiej. Wychowany na meczach Zidane'a, Ronaldinho i brazylijskiego Ronaldo. Interesuję się piłką polską i europejską z przełomu wieków. Kibic Wisły Kraków.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Mistrzowie. Od Zidane’a do Mbappego

Mistrzowie. Od Zidane’a do Mbappégo. Upadki i wzloty francuskiego futbolu, to książka, która przypasuje nie tylko fanom francuskiej piłki. Oto nasza recenzja

Yoann Gourcuff – dlaczego „nowy Zidane” zaprzepaścił swoją karierę?

Yoann Gourcuff miał w opinii wielu osób potencjał na poziomie Zinedine'a Zidane'a. Dlaczego jednak pomocnik nie osiągnął nawet małej cząstki sukcesów swojego rodaka? Odpowiedź znajdziecie w tym artykule.

Strzał na bramkę — magazyn młodych piłkarzy i piłkarek #4

Strzał na bramkę to wydawnictwo, które ma trafiać do najmłodszych fanów piłki - oto nasza opinia na temat kwartalnika.