„Puchar Polski” – recenzja

Powikłane są dzieje rozgrywek o Puchar Polski, na które kilka razy znaczący wpływ miała polityka. Dopiero Zbigniew Boniek od 2014 r. zbliża nas do wzorców angielskich i zwiększa prestiż Pucharu Polski – finał zyskał stałe miejsce (Stadion Narodowy w Warszawie) i stałą datę (2 maja – Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej). Wcześniej bywało z tym wszystkim bardzo różnie, a dowiedzieć się tego możemy z tomu 58. Encyklopedii Piłkarskiej FUJI, który ukazał się w 2019 r.

Andrzeja Gowarzewskiego czytelnicy Retro Futbol w pewnością dobrze znają, więc przedstawiać go nie trzeba. Od 1991 r. nieustannie wydaje kolejne tomy Encyklopedii Piłkarskiej FUJI, których liczba przekroczyła już setkę.

Dziennikarz z Katowic ma swoje liczne grono fanów, zrodziło się także całkiem pokaźne grono krytyków, ale obok jego pracy i dorobku nie można przejść obojętnie. Od kilku już lat zapowiadał tom o dziejach Pucharu Polski, a opóźnienia tłumaczył brakami w dokumentacji, w wielu przypadkach wymagającymi żmudnego studiowania przeróżnych źródeł.

Ostatecznie z książką na temat Pucharu Polski wyprzedził Andrzeja Gowarzewskiego dziennikarz TVP Wojciech Frączek, który w 2018 r. wydał „Puchar Polski. Szczebel centralny w statystyce 1926-2018”. Jest to jednak dość cienka (220 stron) książka, zawierająca tylko i wyłącznie „suche” liczby, natomiast w przypadku Andrzeja Gowarzewskiego mamy pięknie wydaną książkę (poprzedzoną jeszcze piękniejszym albumem z 2018 r.) z opisami każdej edycji, przeplatanymi licznymi ciekawostkami.

Zacząć trzeba od samego pomysłu na książkę o Pucharze Polski – w każdej edycji autorzy poświęcają kilka słów zwycięzcy, ale dużo więcej piszą o subiektywnie wybranej „rewelacji” danych rozgrywek. Pomysł bardzo dobry, ponieważ swoje „pięć minut” w Encyklopedii Piłkarskiej FUJI mają małe, czasem już nieistniejące kluby. Andrzej Gowarzewski i spółka dotarli do wielu bohaterów tych małych drużyn, stworzyli na tej podstawie świetne historie, z licznymi odniesieniami nie tylko do piłki nożnej:

Puchar dla Legii, ale… Jest pewna symbolika w fakcie, że kiedy latem 1989 roku barbarzyński reżim, 45 lat trzymający Polaków za twarz, ustępował pola demokracji zachodniej, na piłkarskiej niwie – w Pucharze Polski – świadectwem owego przełomu stał się zespół z pierwszej historycznej stolicy kraju, na dodatek sławiący w nazwie pierwszego władcę Lachów. Tego samego, który – symbolicznie przyjmując chrzest – ze świata pogańskiego wprowadził Polskę w cywilizację chrześcijańską. Mieszko Gniezno do swej niezapomnianej pucharowej przygody – w trakcie której za pucharową burtę wyrzucał i wojskowy Śląsk, i górnicze Szombierki, a poległ dopiero w starciu z Legią, otaczaną jeszcze wówczas resortową opieką Ministerstwa Obrony Narodowej – startował jeszcze w epoce realsocjalizmu (sześć gier na szczeblu okręgowym PP), ale sukcesy zwracające nań uwagę całego środowiska kibicowskiego odnosił już w kraju, w którym – jak głosiła znana aktorka – „4 czerwca skończył się komunizm”. Działacze klubowi na przełomie epok odnajdowali się świetnie; tak na niwie organizacyjnej – zyskując sponsora w postaci miejscowej fabryki obuwia, jak i sportowej. W 1988 gnieźnieński klub w rankingu najlepiej szkolących młodzież, prowadzonym przez OZPN Poznań, wyprzedził wszystkich najmożniejszych: Lecha, Olimpię, Wartę! To wszystko było tak niezwykłe, że – choć w kraju działy się rzeczy o wymiarze historycznym – piłkarze z IV ligi dostali swoje pięć minut – dosłownie! – w głównym wydaniu głównego serwisu informacyjnego TVP1! Wówczas – rzadki to, niestety, czas w mediach publicznych – całkowicie obiektywnego, bez pierwiastków propagandowych… (s. 191)

W ten sposób została opisana edycja 1989/1990, w której Mieszko Gniezno doszedł do ćwierćfinału. Przy okazji w książce znajduje się list od czytelnika z Gniezna, który wspominał z perspektywy kibica pucharową przygodę jego drużyny. Przy innej okazji kibic z Pionek zweryfikował pomyłkę – w albumie „Puchar Polski” z 2018 r. błędnie zapisano rywala rezerw Legii w jednej z pierwszych rund. Autorzy wskazali na Czarną Wieś koło Pionek, jednak czujny kibic twierdził, że żaden klub z jego okolic nie grał nigdy na centralnym szczeblu PP. Okazało się, że chodziło o Czarną koło Białegostoku, co poprawiono już w tomie 58. Takich dziennikarskich śledztw w celu rozwikłania zagadki danej drużyny, zawodnika czy wyniku jest dużo więcej w książce i same w sobie są one bardzo ciekawe.

Ale nie brakuje też oczywiście opisu wydarzeń najważniejszych, czyli triumfatorów i finałów. Np. w sprawie sezonu 1967/1968 – czy mieliśmy do czynienia z korupcją, układem?

Sympatycy piłki tym razem nie pofatygowali się na Stadion Śląski, bo „kocioł czarownic” wygasiła mało sportowa, ale głęboko ludzka sytuacja w czołówce rozgrywek o mistrzostwo Polski. Przed finałem grano ligowy mecz tych samych rywali, który dał wygraną Niebieskim, co w efekcie pozwoliło bezpiecznie sięgnąć po mistrzostwo Polski. Gdyby Górnik wygrał w lidze z Ruchem i tak nie zdobyłby tytułu, ale dałby szanse Legii. Przegrana w lidze intronizowała Ruch, który – jak twierdzą bezpośredni uczestnicy rywalizacji sprzed pół wieku – „sportowo” oddał sukces swym dobrodziejom albo – jak chcą pragmatycy – wywiązał się z umowy. (s. 95)

Mamy więc bardzo dokładny i rzetelny opis wszystkich edycji PP, a całe jego dzieje są umieszczone w szerszym kontekście. Możemy się np. dowiedzieć, że pierwsza edycja z 1926 r. była pomysłem krakowskich działaczy, ale potem do władzy w PZPN doszła inna opcja, która stworzyła ligę, a ideę pucharu strąciła w niebyt.

Jeszcze przed wojną PP odrodził się w formie rywalizacji reprezentacji okręgów, co miało być pokłosiem chwilowego ocieplenia stosunków z Niemcami po zawarciu paktu w 1934 r. Wreszcie po październikowej odwilży w 1956 r. walkę o Puchar Polski uznano za pomysł… stalinowski i przez kilka lat PP w ogóle nie było. Nie brakuje także ciekawostek statystycznych:

Bliźniaków w naszej ligowo-pucharowej historii nie mieliśmy zbyt wielu na najwyższych szczeblach. Trzeba więc było poczekać do 69. edycji Pucharu Polski oraz 93. edycji zmagań o mistrzostwo kraju, by doczekać się sytuacji bezprecedensowej. Bracia Michał i Mateusz Makowie – ur. 14 listopada 1991 – w jednym sezonie „podzielili się” dwoma najważniejszymi rodzimymi trofeami. W barwach dwóch różnych klubów – dodajmy, bo pamiętamy oczywiście o Piotrze i Pawle Brożkach, którzy w 2003 w szeregach „Białej Gwiazdy” ustrzelili dublet.

Makowie – jako się rzekło – sukcesy ’19 zanotowali w innych drużynach, z dala od siebie: Gdańsk od Gliwic dzieli przecież ponad 550 kilometrów. Najpierw świętował Michał: choć nie wystąpił w finale na Stadionie Narodowym, miał wkład w triumf Lechii w Pucharze Polski, choćby golem zdobytym w ćwierćfinale, w spotkaniu przeciwko Górnikowi. Niespełna trzy tygodnie później Mateusz z Piastem stanął na najwyższym podium MP! (s. 371)

Nie sposób wymienić wszystkich informacji i tematów poruszanych w 58. tomie Encyklopedii Piłkarskiej FUJI „Puchar Polski”. Śmiało można powiedzieć, że jest to najlepsze istniejące opracowanie o tych rozgrywkach, nie umniejszając oczywiście publikacji Wojciecha Frączka. Zdarzają się drobne błędy czy literówki, ale nie wpływa to na bardzo pozytywny odbiór dzieła. A do tego piękne wydanie na papierze kredowym, z masą zdjęć, wszystko świetnie skomponowane pod względem graficznym. Książka absolutnie obowiązkowa dla ludzi interesujących się historią polskiego futbolu.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Puchar Polski oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.