Piękna kanadyjska przygoda – Mistrzostwa Świata U-20 w 2007 roku

R zadko zdarzało się, by polska reprezentacja odnosiła znaczące sukcesy na arenie międzynarodowej. O ile wśród seniorów mieliśmy dwa razy trzecie miejsce na mistrzostwach świata, czy ćwierćfinał mistrzostw Europy w 2016 roku, tak już młodzieżowe zespoły nie nawiązywały tak mocno do tradycji starszych kolegów. Radosnym wyjątkiem, który doskonale pamiętamy, był rok 1992 i srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie, wywalczony przez zespół Janusza Wójcika. Mało kto zatem spodziewał się, że nadzieję na dobry wynik wleją w nasze serca młodzi piłkarze Michała Globisza, którzy w 2007 roku pojechali do Kanady walczyć z najlepszymi ekipami w swojej kategorii wiekowej. O nadzieje było naprawdę trudno, ponieważ jechaliśmy na turniej takiej rangi po raz pierwszy od 1983 roku, kiedy to zdobyliśmy brązowy medal.

Jak się tam dostaliśmy?

Po przejęciu kadry młodzieżowej przez Michała Globisza w 2003 roku (wtedy kadry U-16) jego zadaniem było zbudowanie silnego zaplecza kadry seniorów. Trener Globisz podszedł do tej roli bardzo poważnie i analitycznie. W cztery lata, między 2003 a 2007 rokiem, w którym zagraliśmy na mundialu w Kanadzie, przez jego reprezentację przewinęło się ponad 300 piłkarzy. Selekcja jak widać okazała się bardzo mocna, ale to pozwoliło trenerowi znaleźć odpowiednią grupę osób na późniejszy czempionat globu.

Zanim jednak trafiliśmy na mundial w 2007 roku, należało się do niego dostać. Przepustką okazały się rozgrywane rok przed tym turniejem mistrzostwa Europy w Polsce. Ekipa Globisza przystąpiła do nich jako kadra U-19, ponieważ w takiej kategorii były one rozgrywane. Z racji bycia gospodarzem, tak jak obecnie przed mundialem U-20 w 2019 roku, nie musieliśmy przechodzić eliminacji. Dzięki temu można było swobodnie przygotować się do turnieju. Mimo tego reprezentacja Polski nie wyszła z grupy tamtego turnieju, gdzie w rywalizacji z Austrią, Czechami i Belgią pokonaliśmy jedynie tych ostatnich. Wtedy też objawił się po raz pierwszy w reprezentacji wielki talent Dawida Janczyka, który w meczu z Belgią ustrzelił hat-tricka. Szóste miejsce w tym turnieju dało nam przepustkę do mundialu w Kanadzie już jako kadrze U-20.

Wyjątkowa podróż do Kanady

Brazylia, USA, Korea Południowa-takie drużyny przyniósł wówczas los ekipie Globisza. Czyż to nie wygląda analogicznie do obecnej sytuacji trenera Jacka Magiery? On też ma w swojej grupie trzy zespoły spoza Europy i każdy jest z innego kontynentu. Wydaje się jednak, że trener Globisz miał ciężej, ponieważ w samej Brazylii roiło się od młodych gwiazd. Już wtedy w żółtej koszulce Canarinhos biegali tacy piłkarze jak Marcelo, Willian, David Luiz, Renato Augusto, Jo, czy przede wszystkim Alexandre Pato. Perełka Internacionalu Porto Alegre, która rok wcześniej zabłysnęła na turnieju o klubowe mistrzostwo świata, miała udowodnić swoją wartość w kadrze narodowej.

Niewiele gorzej było w zespole USA. Michael Bradley, Jozy Altidore, Danny Szetela i Freddy Adu również mieli czym postraszyć ekipę Globisza. Szczególnie Adu, który był wówczas porównywany wręcz do Pele. Kreowany na jego nową wersję z pewnością mógł postraszyć polskich piłkarzy, o których mało co się wówczas mówiło. Podobnie niewiele było mowy o Koreańczykach, o nich najmniej było wiadomo, ale szczególnie takich rywali nie wolno było lekceważyć.

Trudny i szczęśliwy początek

To wielkie zwycięstwo dla Polski. Moi chłopcy nie wiedzieli, czego oczekiwać, a jednak zagrali perfekcyjnie – Michał Globisz

Pierwszy mecz przyszło naszym zagrać 30 czerwca 2007 roku na Stadionie Olimpijskim w Montrealu. Obiekt ten mógł się dobrze kojarzyć starszym kibicom. Właśnie na nim – oczywiście na potrzeby mundialu w 2007 roku zmodernizowanym – reprezentacja Polski w 1976 roku broniła tytułu mistrza olimpijskiego. Niestety nie udała się ta sztuka, ponieważ NRD pokonało nas wówczas 3:1. Mało kto jednak przypuszczał, że ta młoda ekipa będzie w stanie pokonać wielką Brazylię.

Gol Grzegorza Krychowiaka z meczu z Brazylią na MŚ U-20 2007

Nadzieje przyniosła Polakom 23 minuta tego meczu i rzut wolny, który podyktował dla nas Howard Webb. Tak tak, ten słynny Howard Webb, znienawidzony rok później przez polskich kibiców po przyznaniu Austriakom rzutu karnego podczas EURO 2008. W Kanadzie Webb okazał się w tym momencie dla nas przyjacielem, ponieważ padł po nim gol cudownej urody. Patrząc teraz na Grzegorza Krychowiaka nikt by nie przypuszczał, że on może uderzyć tak pięknie i technicznie. Kojarzymy go raczej z twardej i brutalnej gry, a tu nagle objawił się jego techniczny geniusz.

To wielki dzień dla Polski. Ostatni raz wygraliśmy z Brazylią 33 lata temu, a zwycięskiego gola strzelił Grzegorz Lato. Tym razem dokonał tego 17-letni Grzegorz Krychowiak. “To jest przyszłość polskiego futbolu” – Michał Globisz

To jednak nie było najważniejsze w tym spotkaniu, ponieważ cztery minuty po tym pięknym golu nastąpił dramat Krzysztofa Króla. Dwudziestoletni wówczas piłkarz drużyny C Realu Madryt otrzymał bowiem drugą żółtą kartkę. W konsekwencji zmusiło go do wczesnego opuszczenia boiska. Załamany Król nie mógł pomóc swoim kolegom, którzy heroicznie bronili dostępu do bramki Białkowskiego. Brazylia stworzyła sobie kilka groźnych okazji, lecz na nasze szczęście nic nie wpadło do naszej siatki.

Amerykański dramat

Wszystkim marzy się amerykański sen. Bogactwo, sława i różne przywileje to tylko nieliczne aspekty tych marzeń. Reprezentacja Michała Globisza po heroicznym boju przeciwko Brazylii miała pełne prawo marzyć o takim właśnie amerykańskim śnie. Szczególnie, że USA zremisowała swoje pierwsze spotkanie z nieobliczalnymi Koreańczykami, co stawiało nas w dobrej sytuacji przed drugim meczem. Już remis wystarczał nam do tego, by mocno przybliżyć się do awansu z grupy.

Mecz rozpoczął się dla nas znakomicie. W piątej minucie do siatki Amerykanów trafił bowiem Dawid Janczyk, czyli nasza największa wówczas gwiazda. Byliśmy niezwykle uradowani, ale szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Zrobił to reprezentant USA, mający polskie korzenie – Danny Szetela. Cztery minuty po golu Janczyka doprowadził on bowiem do remisu. W dwudziestej minucie pierwszy raz w tym meczu z kolei objawił swój geniusz Adu. Pierwszą połowę tego meczu Adu zamknął golem w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Stało się jasne, że będzie bardzo trudno o zwycięstwo.

Niestety po przerwie gra Polaków nie poprawiła się. Drugą bramkę chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy dołożył Szetela. Kolejne gole padły w końcówce spotkania, kiedy w 70 minucie trafił Altidore, a w 85 minucie hat – tricka skompletował Adu. Stało się wówczas jasne, że wpadka z Koreańczykami pozbawi nas wyjścia z grupy.

Szczęśliwy remis

Po klęsce z Amerykanami nastroje w kadrze Globisza pogorszyły się. Niełatwo jest bowiem po takiej klęsce normalnie przystąpić do treningów, czy do kolejnego spotkania. Tym bardziej, jeśli ono decyduje o losie drużyny w turnieju. Mało kto mógł przypuszczać, że po przegranej 1:6 Polacy będą potrafili poradzić sobie z Koreą Południową. Silni rywale, którzy postawili się tak, jak my Brazylii nie byli łatwym orzechem do zgryzienia. Mimo to Janczyk i spółka wyszli na to spotkanie zmotywowani. Wiedzieli bowiem, że jest to ich życiowa szansa.

Koreańczycy rozpoczęli to spotkanie lepiej. Grający z numerem 19 Ha Tae – Goon zdobył bramkę, lecz nie została uznana z powodu zagrania piłki ręką. Później jednak Polacy ruszyli na bramkę rywala, czego efektem był gol Janczyka. Po pięknym podaniu z głębi pola młody wówczas napastnik zdobył drugiego gola na turnieju. Posłał bardzo efektowny i celny strzał między nogami bramkarza. W tym momencie byliśmy pewni awansu i nawet gol na 1:1 w drugiej połowie nie zmienił naszej sytuacji. Szczęśliwy w skutkach remis z Azjatami dał nam przepustkę do 1/8 finału, gdzie mieliśmy się zmierzyć z naszpikowaną gwiazdami Argentyną.

Argentyński koniec pięknej przygody

Z nikim nie jest wstyd przegrać po pięknej walce. – Michał Globisz; 2 lipca 2007

To stwierdzenie Michała Globisz po meczu z Brazylią jak ulał pasuje do meczu 1/8 finału z Argentyną. Faza pucharowa przyniosła nam rywalizację z jednym z głównych faworytów całego turnieju. Argentyna, w której składzie grali choćby Aguero, Romero, Papu Gomez, czy Angel Di Maria tworzyła niesamowity zespół. Naturalnym stwierdzeniem było to, że będzie ona faworytem rywalizacji z Polakami. Turniej ten jednak pokazał, że teoretycznie lepsi niekoniecznie muszą mieć tak łatwo. Udowodnił to bowiem mecz Polaków z Brazylią. Tym razem miało być jednak inaczej.

Porażka polskiej drużyny w 1/8 finału MŚ U-20 z Argentyną

Nikt zatem nie spodziewał się, że to Polacy obejmą prowadzenie. Po trzydziestu minutach rywalizacji świetne podanie w pole karne na gola strzałem po długim rogu zamienił Janczyk. Trzeci gol gwiazdora ataku ekipy Globisza na tym turnieju wlał w serca Polaków euforię. Szybko jednak zostaliśmy sprowadzenie do parteru, ponieważ gol Di Marii w 40 minucie tylko dodał im energii. Tuż po przerwie obudził się Aguero. W 46 minucie po efektownym przelobowaniu rywala strzelił po długim słupku. Z kolei w 85 minucie po dwóch błędach Polaków ograł Białkowskiego i zdobył gola do pustej bramki. Tak zakończyła się piękna i niespodziewana przygoda Polaków podczas mistrzostw świata U-20 w Kanadzie w 2007 roku.

#wspieramretro
O Wojciech Anyszek 11 artykułów
Entuzjasta piłki nożnej, który pamięta bardziej wydarzenia z lat 90 niż te, które wydarzyły się dwa lata temu. Miłośnik Serie A, ślepo zakochany w reprezentacji Polski