Piotr Rocki – król boiskowej cieszynki

Czas czytania: 12 m.

Piotr Rocki był jedną z najbarwniejszych postaci polskiej piłki przełomu wieków. Zaskarbił sobie sympatię kibiców walecznością na boisku, jak również – a może przede wszystkim – pomysłowymi cieszynkami z czasów gry w Wodzisławiu Śląskim, które przeszły do historii ligi. Piłkarz odszedł przedwcześnie w czerwcu 2020 roku.

Warszawskie początki

Piotr Rocki urodził się 11 stycznia 1974 roku w Warszawie. Mieszkał na Bródnie. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Polonezie Warszawa. Klub powstał przy Fabryce Samochodów Osobowych i przez pewien czas funkcjonował pod nazwą Stal FSO Warszawa. Dziś w Polonezie działa jedynie sekcja żeglarska, choć na boisku klubu przy ul. Łabiszyńskiej 20 rozgrywane są mecze niższych lig.

Rocki od początku występował na pozycji pomocnika lub napastnika. Z Poloneza trafił do Marcovii Marki. Tam zadebiutował w seniorskim futbolu.

REKLAMA 2
Piotr Rocki - król boiskowej cieszynki 3

Chociaż od dziecka był kibicem Legii, to ekstraklasowy debiut zaliczył w barwach Polonii. Miało to miejsce w 1994 roku. Mało tego, swoją premierową bramkę w najwyższej klasie rozgrywkowej Rocki zdobył przeciwko…Legii. Miało to miejsce w przedostatniej kolejce sezonu 1993/94. Gdy piłkarski świat szykował się do mistrzostw świata w Stanach Zjednoczonych, na stadion przy ul. Konwiktorskiej przyjechała wciąż walcząca o tytuł Legia. Czarne Koszule były już pewne spadku do II ligi.

W obecności dziewięciu tysięcy kibiców, wśród których przeważali fani gości, Piotr Rocki przeprowadził akcję lewą stroną pola karnego i strzałem w kierunku dalszego słupka wyprowadził Polonię na prowadzenie. Był to jedyny gol gospodarzy w tamtym meczu. Legia wygrała 2:1 i kolejkę później zapewniła sobie mistrzostwo Polski. Po spadku Polonii z I ligi, Rocki pozostał w drużynie. Przez dwa kolejne sezony zagrał dla Czarnych Koszul 55 spotkań, w których ośmiokrotnie pokonał bramkarzy przeciwników. W 1996 roku zespół z Konwiktorskiej powrócił do ekstraklasy, lecz wtedy Piotr Rocki podjął decyzję o opuszczeniu zespołu.

Przez Zamość do Zabrza

Piłkarz przeniósł się do drugoligowego Hetmana Zamość. Klub rywalizował na tym poziomie od sezonu 1992/93. Statystyki występów Rockiego w Zamościu są nieosiągalne. Wiemy jedynie, że zawodnik spędził na Lubelszczyźnie tylko jedną rundę, a następnie przeniósł się do Zabrza. Właśnie w Górniku na dobre zagościł na ekstraklasowych boiskach.

Jego debiut w barwach 14-krotnych mistrzów Polski przypadł na wyjazdowy mecz z…Legią. Stołeczni wygrali ten mecz 2:0. Po raz pierwszy zaprezentował się zabrzańskiej publiczności w dniu kobiet w 1997 roku. Górnik pokonał Odrę Wodzisław Śląski 2:1. Łącznie w swojej pierwszej rundzie w Zabrzu rozegrał 14 spotkań i zdobył jedną bramkę.

W kolejnym sezonie Rocki nieznacznie poprawił swoją skuteczność w lidze. Zakończył sezon z dwoma trafieniami na koncie w 19 meczach. Nie zawsze był zawodnikiem pierwszego składu. Zdarzało się, że w lidze pojawiał się na boisku w ostatnich 10-15 minutach. Górnik Zabrze był zespołem, który walczył o miejsce w środku tabeli.

W kampanii ligowej 1998/99 Rocki opuścił sporą część pierwszej połowy sezonu. Nie zagrał m.in. w wygranych spotkaniach Górnika z Legią czy Odrą Wodzisław. W rundzie wiosennej opuścił za to tylko jedno spotkanie, a w wygrany 4:0 meczu z Pogonią zanotował pierwszy w karierze dublet. Piotr Rocki zajął wówczas najwyższe miejsce w lidze z Górnikiem – siódme.

Sezon 1999/00 był ostatnim Rockiego w Zabrzu. Na początku rozgrywek ligowych, wychowanek Poloneza Warszawa wpisał się na listę strzelców w meczach z Legią i Odrą. Górnikowi szło już gorzej. 14-krotni mistrzowie Polski ukończyli sezon na 14. miejscu. Sam Rocki nie pojawił się na murawie w żadnym z sześciu ostatnich meczów. Swój ostatni występ w barwach klubu z ul. Roosevelta zaliczył 22 kwietnia 2000 roku. Zagrał 45 minut w wygranym spotkaniu domowym ze Stomilem Olsztyn.

Bilans Piotra Rockiego w Zabrzu to 79 spotkań i 9 goli. Nigdy nie był pierwszoplanową postacią w klubie, od której trenerzy zaczynaliby ustalanie wyjściowego składu. Dał się jednak poznać jako walczak, który od początku do końca grał z pełnym zaangażowaniem i nigdy nie odstawiał nogi. Jego pseudonim Rocky pochodził oczywiście od nazwiska piłkarza, lecz doskonale oddawał to, co prezentował na murawie. W Zabrzu stał się ekstraklasowym graczem z prawdziwego zdarzenia.

Kolejnym przystankiem w karierze 26-letniego wówczas piłkarza był epizod w Grodzisku Wielkopolskim. Dla Dyskobolii zagrał zaledwie trzy mecze i postanowił poszukać szczęścia na Śląsku.

Dyskobol, lajkonik, piłkarz

Były gracz Polonii Warszawa trafił do Wodzisławia Śląskiego w czasie, gdy Odra notowała słabszy okres. W 1997 roku zajęła trzecie miejsce w lidze, mimo że była beniaminkiem. Wystąpiła w Pucharze Intertoto, a następnie w eliminacjach do Pucharu UEFA. W 1999 roku drużyna do końca broniła się przed spadkiem z ligi, a w ostatnim sezonie w XX wieku zajęła 9. miejsce w ligowej tabeli.

Odra z pierwszych lat XXI wieku nie należała do ligowej czołówki, jednakże była zespołem, który zawsze mógł urwać punkty tym najlepszym. Prezes Ireneusz Serwotka był jednocześnie prezydentem Wodzisławia Śląskiego. Polityczni przeciwnicy zarzucali mu stosowanie dyktatorskich metod rządzenia miastem, kibice zaś twierdzili, że bez niego nie byłoby Odry w ekstraklasie.

Na początku obecnego stulecia pod czeską granicą zameldowało się kilku interesujących piłkarzy: Dariusz Dudek, Marek Saganowski, Michał Chałbiński, Łukasz Sosin, Paweł Sibik, Wojciech Górski, Jacek Matyja. W kadrze nie zabrakło młodych i zdolnych, takich jak Marcin Nowacki i Aleksander Kwiek. Ten pierwszy został w 2003 odkryciem roku polskiej ligi w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna” oraz wystąpił w meczu reprezentacji podczas zimowego przeglądu ligowców. Kwiek był mistrzem Polski z Wisłą Kraków, w barwach Białej Gwiazdy zagrał przeciwko Realowi Madryt. Zadanie poprowadzenia drużyny powierzono Ryszardowi Wieczorkowi. Żaden inny szkoleniowiec nie pracował w ekstraklasowej Odrze dłużej.

To była ekipa wyrzutków, którzy w tym klubie potrafili się później odbudować. Ilu tam grało dobrych zawodników, późniejszych reprezentantów kraju. W klubie się nie przelewało, dlatego staraliśmy się za każdym razem wypromować jednego z nas. Graliśmy na niego i jeśli później udało się go sprzedać, odzyskiwaliśmy swoje pieniądze. Czasami nasze zaległości wypłacane były w naturze. Ja swoje odzyskałem zabierając z hurtowni sponsora kafelki i armaturę. Akurat się budowałem, więc się przydało – wspominał były piłkarz Polonii.

Piotr Rocki zadebiutował w zespole Odry w 1. kolejce sezonu 2001/2002. To wtedy lidze zafundowano przedziwny twór, jakim był podział na grupy A oraz B, a potem na mistrzowską i spadkową. W rezultacie niektóre drużyny grały ze sobą cztery razy w sezonie, by z innymi nie spotkać się w ogóle.  

W swoim premierowym sezonie w Wodzisławiu Śląskim Rocki gola nie strzelił, ale zanotował kilka asyst. Odra potrafiła pokonać u siebie Wisłę i zremisować z Legią przy Łazienkowskiej. Śląski zespół skończył rozgrywki na 5. miejscu w lidze. Wynik mógł być lepszy, bo przed podziałem ligi na grupy mistrzowską i spadkową Wodzisławianie mieli na koncie 31 punktów, najwięcej spośród wszystkich zespołów. W grupie mistrzowskiej przegrała jednak siedem z czternastu spotkań.

O Odrze mówiono dużo w innym kontekście. Piłkarze Ryszarda Wieczorka zachwycali kibiców niebanalnymi i kreatywnymi cieszynkami. Pomysły na nie rodziły się w głowie Piotra Rockiego.

To dla niego wymyślono słowo „cieszynka”. Często tworzył je z myślą o danym przeciwniku. Sam kupował wszystkie niezbędne gadżety i przekonywał kolegów, żeby przećwiczyć tę piłkarską choreografię po treningu.

Piotrek był osobą, która wnosiła wiele do drużyny i na boisku i poza nim. Nie da się o nim zapomnieć. To była osobowość tak inna od wielu i tak wiele dająca – mówił o Rockim Paweł Sibik.

Trudno się nie zgodzić z uczestnikiem mistrzostw świata w 2002 roku. Rocki był piłkarzem, który miał mnóstwo pomysłów na sekundę, a w dodatku ciężko było mu usiedzieć w miejscu.

A wszystko zaczęło się od konkursu ogłoszonego przez stację Canal Plus na najciekawszą cieszynkę. Grający wówczas w Śląsku Wrocław Remigiusz Jezierski po każdym golu udawał zwierzęta. Rocki i jego koledzy z Odry poszli dalej. Wychowanek Poloneza przyznawał po latach, że bardziej niż na wyniku, skupiano się na momencie, w którym dana scena zostanie odegrana.

To zjawisko chyba trwało jeden sezon, z tego, co sobie przypominam, no i osobą wykazującą się największą kreatywnością był Piotrek Rocki, który robił rzeczy kapitalne. Fajne w tym wszystkim było to, że on angażował do tego cały zespół, nawet rezerwowych. Cały jego plan był misternie obmyślany przez Piotrka pod kolejnego ligowego rywala i to już od poniedziałku. W środę były już takie poważne próby, a w piątek próba generalna, w której uczestniczyła cała drużyna, łącznie z rezerwowymi, bo oni nie wiedzieli, jaki będzie wybór trenera i kto zagra w pierwszym składzie – wspominał Andrzej Twarowski, pomysłodawca konkursu.

I tak po strzeleniu gola Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, Rocki zaczął odgrywać dyskobola. Po zakończeniu wspomnianej rundy, którą Odra skończyła jako lider, odbyło się pasowanie na rycerzy. W Poznaniu piłkarze Odry zaprezentowali lokomotywę.

Najsłynniejszą cieszynkę zaprezentowano w październiku 2002 roku, gdy do Wodzisławia Śląskiego przyjechała krakowska Wisła. Odra pokonała Białą Gwiazdę 3:2, prezentując po trzecim golu Jacka Ziarkowskiego krakowiaka. Piłkarzom towarzyszyła głowa lajkonika, którą załatwił Łukasz Sosin, a Rocki przybił do niej listwę. Ponadto wszyscy piłkarze z Wodzisławia ufarbowali włosy na czerwono – w barwy Odry.

Krakowiak miał być zaprezentowany możliwie najszybciej, ale Odra wyszła na prowadzenie w 8. minucie, a w 14. prowadziła 2:0. Rocki nie chciał dodatkowo drażnić przeciwników, więc zdecydował, że taniec musi zaczekać.

Rocki grał w Wodzisławiu do końca 2002 roku. Klub nie osiągnął żadnych sukcesów, ale do dziś kibice wspominają jego cieszynki z uśmiechem i pewną nostalgią.

Znów w Grodzisku

Zimą 2003 roku Rocki powrócił do Grodziska Wielkopolskiego. Bogusław Kaczmarek budował Groclin na walkę o najwyższe cele wiosną. Do Wielkopolski przenieśli się również Andrzej Niedzielan i Ivica Kriżanac.

Grodziszczanie byli rewelacją rundy wiosennej. W 15 spotkaniach odnieśli 11 zwycięstw. Trzy mecze zremisowali i tylko raz zeszli z boiska pokonani. Groclin zanotował spektakularny awans z piątego miejsca po rundzie jesiennej na drugi stopień podium. Zbigniew Drzymała zbudował drużynę, która bez kompleksów wdarła się do ligowej czołówki, ustępując miejsca tylko Wiśle Kraków. Rocki miał w tym niewielki udział. Grywał zwykle w końcówkach spotkań, notując w całej rundzie 14 spotkań i tylko jedną asystę.

Po takim sukcesie Groclinu zaskoczeniem było odejście Bogusława Kaczmarka. Latem 2003 roku zastąpił go Słowak Dusan Radolsky. Przybycie nowego trenera bynajmniej nie poprawiło sytuacji Rockiego, który w dalszym ciągu był rezerwowym. Miał symboliczny udział w sukcesie Groclinu na arenie europejskiej. Rozegrał 70 minut w wygranym 2:0 meczu eliminacji do Pucharu UEFA z Atlantasem Kłajpeda oraz pojawił się na minutę w zremisowanym bezbramkowo meczu w Berlinie. Zwycięstwa nad Herthą, Manchesterem City oraz boje z Girondins Bordeaux oglądał z poziomu ławki rezerwowych bądź trybun.

W sezonie 2003/04 Rocki pojawił się na murawie 21 razy, z czego aż 14-krotnie wchodził z ławki rezerwowych i rozegrał tylko jedno pełne spotkanie. Raz wpisał się na listę strzelców, pokonując Jarosława Tkocza w meczu z GKSem Katowice.

Brak perspektyw na poprawę sytuacji w klubie sprawił, że Rocki zdecydował się na wypożyczenie do Odry Wodzisław. Ryszard Wieczorek opuścił drużynę po sezonie 2003/04. Jego miejsce zajął Franciszek Smuda.

Na Śląsku Rocki znów był pierwszoplanową postacią. Rozegrał 24 z 26 ligowych spotkań i strzelił siedem goli. Była to już zupełnie inna Odra niż ta, z której pomocnik odchodził 18 miesięcy wcześniej. Bezzębna, nijaka, nie była już postrachem ligowych potentatów. Największym sukcesem w sezonie była wygrana 1:0 z Legią w Warszawie.

Dyspozycja, którą prezentował „Rocky”, nie przekładała się na postawę całej drużyny. Odra wygrała zaledwie 7 z 26 spotkań i skończyła sezon na przedostatnim miejscu, wyprzedając pogrążony w olbrzymich długach i wewnętrznych konfliktach GKS Katowice. Oznaczało to konieczność walki o utrzymanie się w ekstraklasie w barażach. Rywalem Odry był klub, w którym jej szkoleniowiec odnosił największe sukcesy, czyli Widzew Łódź. W Łodzi Wodzisławianie wygrali 3:1, u siebie ulegli Widzewowi 0:1 i zachowali ligowy byt.

Latem 2005 roku Piotr Rocki powrócił do Groclinu. Grywał częściej niż przed wypożyczeniem, z jednej strony dlatego, że trener Radolsky, którego w październiku tegoż roku zastąpił Werner Liczka, wystawiał wychowanka stołecznego Poloneza w ataku, z drugiej zaś – konkurencja była mniejsza. W Grodzisku Wielkopolskim nie było już Andrzeja Niedzielana i Grzegorza Rasiaka. Rocki walczył o miejsce w składzie z Adrianem Sikorą i Bartoszem Ślusarskim.

„Rocky” występował w Groclinie do końca sezonu 2007/08. Przez trzy lata rozegrał w nim 116 spotkań i 24-krotnie umieścił piłkę w siatce. Wraz z grodziskim zespołem wygrał Puchar Polski oraz dwukrotnie zdobył Puchar Ekstraklasy. Wielkopolski zespół nie potrafił nawiązać do niedawnych sukcesów w Europie. Kwalifikował się do Pucharu UEFA w 2005 i 2007 roku i w obu przypadkach odpadał już w pierwszej rundzie, przegrywając odpowiednio z RC Lens i Crveną Zvezdą.

REKLAMA 2
Piotr Rocki - król boiskowej cieszynki 4

W 2008 roku Groclin zniknął z grona drużyn ekstraklasowych. Zbigniew Drzymała postanowił przenieść zespół do Wrocławia, na co nie zgodzili się kibice Śląska. Ostatecznie doszło do fuzji Groclinu z Polonią Warszawa, która na licencji Grodziszczan powróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej po dwóch latach przerwy. Z grodziskim zespołem pożegnało się kilku piłkarzy, w tym Rocki.

Po marzenia

Chociaż „Rocky” w przeszłości występował w Polonii, od dziecka kibicował Legii i marzył o grze dla tego zespołu. Nic dziwnego, skoro od najmłodszych lat jego drogi przecinały się z dwa lata starszym Wojciechem Kowalczykiem. Obaj wychowali się na Bródnie, obaj stawiali pierwsze piłkarskie kroki w Polonezie. Różnica była taka, że Kowalczyk wypłynął na szerokie wody przy Łazienkowskiej, a Rocki trafił tam już po trzydziestym roku życia.

Pomocnik podpisał roczny kontrakt. Zaczął swoją karierę w Legii od przeprosin skierowanych do kibiców. Będąc piłkarzem Groclinu, pokazał im odwróconą „eLkę”, bo ci obrażali matkę piłkarza, siedzącą na trybunach w koszulce Dyskobolii.

Później było już lepiej. Na dzień dobry Rocki został bohaterem meczu o Superpuchar Polski. Jego gol w końcówce przesądził o wygranej Legii nad Wisłą Kraków. Mimo że nie był pierwszoplanową postacią w zespole, kibice darzyli go szacunkiem za cechy, które prezentował we wszystkich klubach: wolę walki, nieustępliwość, agresywną (choć nie zawsze czystą) grę. Zwykle pojawiał się na boisku na całą pierwszą lub całą drugą połowę, choć w końcówce sezonu dostawał więcej minut.

Bilans Piotra Rockiego w barwach Legii to 31 spotkań i 4 gole. Trener Jan Urban wystawiał go w drugiej linii, więc nie mogło być mowy o walce o bardziej okazały dorobek bramkowy. W maju 2009 roku działacze poinformowali piłkarza, że umowa nie zostanie przedłużona.

Wcześniej miałem telefony z kilku klubów, ale czekałem na decyzję Legii. Teraz wiem na czym stoję – mówił zawodnik.

Pożegnanie z Legią było dla niego jednocześnie pożegnaniem z ekstraklasą. Ostatni mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej rozegrał 30 maja 2009 roku, kiedy Legia pokonała u siebie Ruch Chorzów 4:1. E ekstraklasie zanotował 291 występów, w których strzelił 44 gole.

Legenda Cidrów

Do końca kariery Rocki grał na niższych poziomach rozgrywkowych na Śląsku. Po odejściu z Legii trafił do Podbeskidzia, następnie grał w Ruchu Radzionków, GKSie Tychy, Kolejarzu Stróże i ponownie przyszedł do Radzionkowa.

W Ruchu spędził sześć sezonów. Przez społeczność klubu jest uznawany za jego legendę. Gdy Rocki przychodził do zespołu, Cidry występowały na zapleczu ekstraklasy. Problemy organizacyjne sprawiły, że w 2012 roku klub wycofał się z tych rozgrywek już po zakończeniu sezonu. Po roku przerwy przystąpił do rozgrywek III ligi (czwarty poziom rozgrywkowy), by rok później spaść do IV ligi. Rocki łączył grę w piłkę z kursami trenerskimi, został nawet asystentem Kamila Rakoczego, a w pewnym momencie samodzielnie prowadził zespół.

Piotr Rocki zakończył karierę w 2018 roku, mając 44 wiosny na karku.

Chyba nikt nie zakładał, że to potrwa aż tak długo, że ciągle będzie miał z grania tyle frajdy. Gdyby nie problemy z biodrem, może dokońca by grał – mówił Marcin Wąsiak, prezes klubu.

Gdyby został w klubie na kolejny sezon, grałby w jednej drużynie ze swoim synem Kevinem.

W pewnym momencie „Rocky” był już w zasadzie ambasadorem klubu. Razem jeździliśmy na spotkania ze sponsorami. Angażował się też w tematy związane z wyszukiwaniem młodych talentów. Dopiero zaczynał swoją nową drogę. Na początku mówił, że trenerka w ogóle nie jest dla niego i taki wariant go nie interesuje. Później, gdy trener Rakoczy zaproponował mu rolę asystenta, wciągnął się i zapisał na kurs trenerski – relacjonował Wąsiak

Rocki chętnie dzielił się swoim doświadczeniem z młodymi adeptami futbolu. Jego usposobienie i poczucie humoru sprawiały, że dystans między nim a klubową młodzieżą szybko zanikał.

W jakiej szatni by nie się nie znalazł, byłby wodzirejem. Dziś takich osób w piłce już zbyt dużo nie ma. Zawsze mogłem liczyć na jego pomoc. Nie czuło się czegoś na zasadzie „ja jestem starszy, proszę mi okazywać szacunek, a kiedyś przyjdzie moment, że to się wyrówna”. Od samego początku miał koleżeńskie nastawienie do młodszych, ujmował swoją otwartością – wspominał Marcin Komorowski, kolega Rockiego z Legii Warszawa.

Za wcześnie…

31 maja 2020 roku media sportowe obiegła wieść, że Piotr Rocki znajduje się w szpitalu po tym, jak pękł mu tętniak. Rodzina piłkarza prosiła o modlitwę w jego intencji, a piłkarska Polska zamarła w oczekiwaniu na pozytywne wieści. Te niestety nie nadeszły. Piłkarz zmarł dzień później. Miał zaledwie 46 lat.

Trudno było uwierzyć w to, co się stało. Kibice i koledzy z boiska wspominali „Rocky’ego” oraz przesyłali wyrazy współczucia rodzinie piłkarza. Był człowiekiem, który w świecie futbolu cieszył się ogromnym szacunkiem i sympatią.

Gdzie by nie grał, kibice tych klubów dobrze go wspominają. Byli dla niego bardzo ważni, wiele rzeczy robił dla nich. Zawsze mógł pogadać, nikomu nie odmówił autografu czy zdjęcia. Piotruś miał natomiast wielu wrogów u kibiców drużyn przeciwnych. Lubił prowokować, nakręcało go, gdy uwaga trybun skupiała się na nim. Jego wygląd jeszcze to potęgował: łysy, przypakowany. Zawsze potrafił wyprowadzić kogoś z równowagi. Dziś jednak czytałem wiele komentarzy, na przykład fanów GKS-u Katowice i też wypowiadali się o nim z uznaniem. Wiadomo, co było to było, ale szacunek za charakter i waleczność – mówił Jan Woś, który grał z Rockim w Groclinie i Odrze.

Najlepszy okres w karierze Rockiego, to z pewnością czas spędzony w Odrze Ryszarda Wieczorka.

Piotrek grał u mnie, gdy jako trener znajdowałem się na fali wznoszącej. Również on pomógł pchnąć do przodu moją karierę trenerską. Mieliśmy w Odrze zespół mocny w ofensywie, który cieszył się grą. Gra została mocno ukierunkowana na Piotrka. Był niezwykle odważny na boisku, czasami aż do przesady. Potrafił grać jeden na jeden i kreować sytuacje, był motorem napędowym. Uwielbiał pokazywać rywalom, że może ich okiwać. Pasował mi do koncepcji. Sam występowałem w ofensywie i uważam, że nawet jak kilka razy straci się piłkę w ataku, to za którymś razem się uda i stworzysz poważne zagrożenie. Dawałem mu ten luz z przodu, a on się odwdzięczał. Praca z kimś takim należała do przyjemności, wymarzony zawodnik do prowadzenia. Robił różnicę na boisku i poza nim – mówił trener.

Ci, którzy go znali mówili, że nie znali drugiego tak energicznego człowieka. Rocki nie potrafił usiedzieć w miejscu, ciągle musiał mieć zajęcie.

Jeżeli mieliśmy dwa treningi dziennie i jechaliśmy między nimi do domu, to ja szedłem w kimono. On za to pompował basen dzieciakom albo mył auto. Zawsze wtedy pytał, czy mi też nie umyć. Piotruś non stop był pobudzony, nigdy nie mógł usiedzieć w miejscu. Musiał coś robić. W życiu nie spotkałem bardziej energetycznego człowieka. Był zakochany w swoich dzieciach, dużo uwagi poświęcał rodzinie. Jak basen się przebił, zaraz jechaliśmy go łatać – opowiadał Woś.

Tata nie potrafił ustać w miejscu. Zawsze musiał coś robić. Pielęgnował ogródek, kosił trawę, rąbał drewno albo poszedł pobiegać z psem. Garaż potrafił sprzątać trzy razy w tygodniu. Miał też swój kącik do majsterkowania – uwielbiał spędzać tam czas. Nie chciał iść na łatwiznę, więc sam starał się rozwiązywać poszczególne problemy. W ogrodzie zbudował „piłkochwyty”, żeby piłka nie przelatywała do sąsiada, własnoręcznie postawił też wiatę na samochód. W ten sposób umilał sobie czas po treningach. Dumny był ze wszystkiego, bo rozpierała go satysfakcja, że sam coś zrobił. Zbudował na przykład drewnianą konstrukcję, na której zainstalował zjeżdżalnię do basenu. Za dzieciaka to była dla nas wielka frajda. Kurczę, które dziecko nie marzy choćby o takiej prowizorycznej zjeżdżalni do basenu? Pod tym kątem tata zawsze był bardzo energiczny i zaradny – tak tatę wspominał jego starszy syn, Denis.

Rocki kochał piłkę do tego stopnia, że nawet jego synowie dostali imiona po piłkarzach: wspomniany Denis po Bergkampie, zaś młodszy Kevin po Keeganie. Krótko przed śmiercią zdobył licencję trenerską UEFA A.

Miał wielu kolegów, którzy są trenerami, chociażby Darka Dźwigałę. Naprowadzali go i podpowiadali. Nie było przesłanek wskazujących, że mógłby być nie wiadomo jakim trenerem, ale bardzo się rozwijał. Każde kolejne pół roku robiłoby różnicę i kto wie. Może jeszcze by nas zaskoczył i za dwa lata okazałoby się, że to szkoleniowiec na Ekstraklasę – mówił prezes Ruchu Radzionków.

Ciężko opowiada się o Piotrze Rockim, używając wyłącznie czasu przeszłego. Jego bliscy stracili męża i ojca, kibice postać, która wnosiła dużo kolorytu do naszej ligi i być może dobrego trenera, piłkarze przyjaciela z szatni, a my wszyscy człowieka z wielkim sercem i otwartego na innych.

Spoczywaj w pokoju, „Rocky”!

Przemysław Płatkowski
Przemysław Płatkowski
Absolwent europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim, na co dzień pracuję w finansach. Wielki fan niższych lig i piłki amatorskiej. Wychowany na meczach Zidane'a, Ronaldinho i brazylijskiego Ronaldo. Interesuję się piłką polską i europejską z przełomu wieków. Kibic Wisły Kraków.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Statystyki polskich piłkarzy w ligach zagranicznych w sezonie 2022/23

w tym artykule prezentujemy statystyki polskich piłkarzy w ligach zagranicznych w sezonie 2022/2023

Spirydion Albański – lew w bramce

Historia Spirydiona Albańskiego - zapomnianego przedwojennego piłkarza.

Jan Woś – Legenda Odry Wodzisław

Przez ekstraklasę prześlizgnęło się w przeszłości wielu zawodników, którzy pozostali kompletnie anonimowi, niczym się nie wyróżniając. Nieraz narzekamy na brak dobrego poziomu, ale także...