Porwanie Alfredo Di Stefano, czyli domino, karty i odwiedziny masażysty

Powodzenia Alfredo”

Di Stefano miał być uwolniony kilka bloków od hiszpańskiej ambasady. Argentyńczyk otrzymał od porywaczy kilka boliwarów (miejscowa waluta) na opłacenie taksówki i został pożegnany przez nich w kryjówce słowami “Powodzenia Alfredo”. Trzeba przyznać, że zaciekli wrogowie w ten sposób się nie żegnają, prawda?

Samochód z Di Stefano zatrzymał się na Avenida Libertador, piłkarz wysiadł z samochodu i zgodnie z instrukcjami jeszcze przez kilka chwil trzymał na głowie opaskę zasłaniającą oczy. Co ciekawe, pierwszy policjant, którego spotkał nie mógł mu uwierzyć kim jest i uznał go za kolejnego słabego dowcipnisia. Nie mógł uwierzyć, że z 8 tysięcy policjantów przeczesujących Caracas, to akurat jemu udało udało się odnaleźć zaginionego piłkarza. W efekcie Di Stefano zamiast na komisariat … wybrał się taksówką pod hiszpańską ambasadę.

Całe zajście Di Stefano komentował w następujący sposób:

“Byłem w niekomfortowej pozycji. Polityka mnie nie interesuje, dlatego wolałbym nie zastanawiać się nad tym, dlaczego mnie porwali. Wiem jedynie, że nie znęcali się nade mną”.

Utrzymywał też, że nie chce być odizolowywany, tylko grać w piłkę. W efekcie kolejnego dnia pojawił się już w pierwszej jedenastce “Królewskich” na spotkanie z Sao Paulo…

Post Scriptum

Cała historia nie zakończyła się jednak na porwaniu Di Stefano i ma ona jeszcze dwa interesujące epilogi. Przede wszystkim po latach okazało się, że to nie Argentyńczyk był dla porywaczy głównym celem, a rosyjski kompozytor Igor Strawiński, który miał odbyć tournee po Wenezueli.

Di Stefano miał nawet zostać o tym poinformowany przez samego Canalesa, który wytłumaczył mu, że porwanie rosyjskiego kompozytora było uznane za zbyt ryzykowne politycznie. Poza tym uznano, że jego stan zdrowia nie jest zadowalający, a FALN chciało uniknąć posądzenia o zabójstwo w momencie, gdyby Strawiński źle zniósł potencjalne porwanie.

Sam Di Stefano miał jeszcze okazję zobaczyć w swoim życiu Canalesa, funkcjonującego w późniejszych latach jako artysta pod aliasem Del Rio. W 2005 roku swoją premierę miał film “Real – La Pelicula” opowiadający w formie fabularnej o historii i największych postaciach madryckiego klubu w trakcie jego ponad stuletniej historii. Jednym z wątków wykorzystanych w filmie było właśnie porwanie Di Stefano, a sam Del Rio wystąpił nawet w nim jako osoba, opowiadająca małemu dziecku o tym, jak całe zdarzenie wyglądało.

PRZECZYTAJ TEŻ: HISTORIA TRANSFERU ALFREDO DI STEFANO

W związku z premierą spodziewano się także, że Di Stefano uściśnie dłoń Del Rio. Całe wydarzenie miało być ograne jako wielkie pojednanie po latach i odpowiednio sprzedane marketingowo. Ostatecznie legenda Realu wypisała się z tego całego teatrzyku, rzucając w swoim stylu w stronę Del Rio:

“Naraziłeś moją rodzinę na wielki strach, nie mamy o czym rozmawiać.”

PIOTR JUNIK

Źródła
  • Film “Real – La Pelicula”
  • http://en.espn.co.uk/football/sport/story/107534.html
  • https://thesefootballtimes.co/2015/04/10/the-kidnap-of-alfredo-di-stefano
  • https://www.managingmadrid.com/2011/9/9/2405515/the-kidnapping-of-alfredo-di-stefano
  • https://english.elpais.com/elpais/2015/04/07/inenglish/1428407026_692541.html
  • http://inbedwithmaradona.com/retro/2014/9/20/h0nug9v76ps4wfkztkb18hc0ahgnq6