Tampa Bay Mutiny, czyli przykład na to, jak Beckham nie może budować klubu

Czas czytania: 6 m.

W marcu w MLS zadebiutowała stworzona przez Davida Beckhama i jego partnerów biznesowych drużyna Inter Miami FC. Projekt ma odnieść sukces zarówno sportowy, jak i ekonomiczny. Historia pokazuje jednak, że na Florydzie może być o to wyjątkowo trudno.

Polub nasz profil na Facebooku

MLS rządzi się zupełnie innymi prawami niż ligi europejskie. Nie ma tu awansów ani spadków. Żeby wprowadzić do niej swój zespół, nie trzeba walczyć w niższych klasach rozgrywkowych. Wystarczy, spełniwszy po drodze szereg innych warunków, kupić franczyzę, czyli miejsce w lidze.

Bunt w Tampie

Rozgrywki MLS wystartowały w 1996 roku. W inauguracyjnym sezonie wzięło udział jedynie 10 drużyn. W tym gronie znalazła się drużyna z Tampy, trzeciego największego miasta Florydy. Nazwano ją Mutiny, co w tłumaczeniu na polski oznacza po prostu „bunt”.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Jej właścicielem, co może nieco nas, Europejczyków, dziwić, była… sama liga MLS. Zespół wprowadzono do rozgrywek, licząc oczywiście, że wkrótce znajdzie się biznesmen lub grupa biznesmenów, którzy odkupią franczyzę i sami pokierują ekipą.

REKLAMA 2
Tampa Bay Mutiny, czyli przykład na to, jak Beckham nie może budować klubu 5

Domem Mutiny był mogący pomieścić ponad 70 tysięcy widzów Tampa Stadium, który wtedy nosił nazwę Houlihan’s Stadium (od nazwy sieci restauracji). Drużyna dzieliła go z ekipą NFL Tampa Bay Buccaneers.

Na okładce gry

Na Florydzie stworzono silny zespół, w skład którego wchodzili m. in. Martín Vásquez, Frankie Hejduk, Steve Ralston, Roy Lassiter, a przede wszystkim znakomity Kolumbijczyk Carlos Valderrama.

Tego ostatniego, znanego z bujnej czupryny i wielkich umiejętności piłkarskich, przedstawiać nie trzeba. O jego klasie niech zaświadczy udział w 3 mundialach i 5 turniejach Copa América, z których przywiózł 3 brązowe medale. Co potrafi, pokazał już w pierwszym sezonie gry w Stanach Zjednoczonych, po którym został uhonorowany nagrodą MVP dla najbardziej wartościowego gracza.

Z kolei Vásquez, którego możemy kojarzyć ze współpracy z Jürgenem Klinsmannem w Bayernie, zanim trafił na Florydę, dobrze sobie radził w silnej lidze meksykańskiej.

Hejduk, Ralston i Lassiter to zasłużeni reprezentanci Stanów Zjednoczonych. Pierwszy w kadrze narodowej rozegrał 85 spotkań. Pojechał na dwa mundiale i trzykrotnie zdobył Gold Cup. Ralston ma na koncie 36 meczów dla Jankesów. Natomiast Lassiter 34 razy wystąpił w charakterystycznej koszulce z gwiazdami i napisem „US”. Co ciekawe, swoim wizerunkiem firmował amerykańską wersję gry FIFA Road To World Cup 98.

Szkoleniowcem Mutiny został Holender Thomas Rongen, człowiek, który w Stanach Zjednoczonych przez wiele lat najpierw sam grał, a później trenował.

Dotarli do półfinału

Pierwszy historyczny mecz w MLS ekipa Mutiny zagrała 13 kwietnia 1996 roku na własnym boisku z New England Revolution. Zwyciężyła 3:2 po golach Ivana McKinleya, Roya Lassitera i Steve’a Pittmana. Tydzień później Florydczycy odnieśli kolejne zwycięstwo. Tym razem na wyjeździe pokonali Columbus Crew 2:1.

REKLAMA 2
Tampa Bay Mutiny, czyli przykład na to, jak Beckham nie może budować klubu 6

W MLS najlepsza drużyna fazy zasadniczej otrzymuje MLS Supporters’ Shield. Jako pierwsi tę nagrodę zgarnęli Buntownicy. Niestety, play-offy nie były już dla nich tak udane. Dotarli w nich do półfinałów, w których ulegli DC United, późniejszym triumfatorom rozgrywek.

Puste trybuny

Jeszcze w tym samym roku w Tampie zaczęły się kłopoty. Dyrektor Mutiny Mark Fortunat został aresztowany i oskarżony o sprzeniewierzenie 100 tys. dolarów. Stanowisko stracił też jego zwierzchnik i szef ekipy Farrukh Quraishi. Kierownictwo powierzono Nickowi Sakiewiczowi (dziś jest komisarzem NLL, czyli ligi lacrosse).

Kolejnym problemem stała się frekwencja na domowych meczach Buntowników. Co prawda, pierwszy występ ekipy z Tampy obejrzało niemal 27 tysięcy widzów, ale później było już znacznie gorzej. Na ostatni mecz sezonu, w którym Mutiny walczyli o awans do wielkiego finału MLS, przyszło tylko nieco ponad 9 tysięcy osób. A zdarzały się spotkania, że kibiców było jeszcze mniej.

20 mln za franczyzę

W 1998 roku liga rozrosła się do 12 drużyn. Przyjęto do niej bowiem Chicago Fire oraz lokalnego rywala Mutiny, czyli Miami Fusion.

Fusion powstało dzięki biznesmenowi Kenowi Horowitzowi, który wyłożył 20 mln dolarów za prawo dołączenia do MLS. Drużynę ulokował jednak nie w Miami (jak sugeruje nazwa), a w sąsiednim Fort Lauderdale. Powodem takiej decyzji był brak odpowiedniego stadionu w najsłynniejszym mieście Florydy.

Drużyna grała więc w Fort Lauderdale na Lockhart Stadium. Warto wspomnieć, że był to pierwszy typowo piłkarski obiekt w MLS. Pozostałe ekipy dzieliły stadiony z drużynami futbolu amerykańskiego.

Z McLarenem w składzie

Na papierze skład Fusion prezentował się naprawdę dobrze. Na boisku też nie było najgorzej. Za strzelanie goli odpowiadał przebojowy Kolumbijczyk Diego Serna, którego wspomagał m. in. Brazylijczyk Paulinho McLaren. Doświadczenie i niemałe umiejętności do środka pola wniósł Argentyńczyk Marcelo „Popeye” Herrera. W obronie zaś nieźle poczynali sobie wybrani w drafcie Amerykanie Pablo Mastroeni i Leo Cullen (obaj trafili potem do reprezentacji). Jednak najgłośniejszym nazwiskiem na liście piłkarzy Fusion był wspomniany Carlos Valderrama, którego ściągnięto z Mutiny.

Ta latynosko-amerykańska mieszanka dała Fusion w debiutanckim sezonie 4. miejsce w Konferencji Wschodniej oraz awans do fazy play-off. Tam jednak dwukrotnie przegrali z DC United i odpadli z dalszej rywalizacji.

Skrót przegranego przez Fusion spotkania z DC United:

Niestety, niezły wynik sportowy nie przełożył na frekwencję na trybunach. Na Lockhart Stadium w 1998 roku przychodziło średnio 10 284 widzów (drugi najgorszy wynik w lidze).

Przeprowadzka

Niewiele lepiej wyglądała frekwencja na meczach domowych w Tampie. Mecze Mutiny w ich trzecim sezonie gry w MLS obserwowało przeciętnie 10 312 widzów, co stanowiło trzeci najsłabszy rezultat w lidze.

REKLAMA 2
Tampa Bay Mutiny, czyli przykład na to, jak Beckham nie może budować klubu 7

W 1998 roku Buntownicy nie zdołali awansować do play-offów. W dodatku po zakończeniu rozgrywek musieli opuścić Houlihan’s Stadium, który wkrótce został zburzony. Nowym domem dla Mutiny stał się nowiutki Raymond James Stadium. Wtedy jeszcze nie sądzono, że ta przeprowadzka będzie jednym z gwoździ do trumny ekipy z Tampy.

250 mln straty

Przez pierwsze 5 lat istnienia MLS wygenerowała około 250 milionów dolarów straty. Zainteresowanie soccerem w Stanach Zjednoczonych wciąż było stosunkowo niewielkie. Amerykanie zdecydowanie więcej uwagi, czasu i pieniędzy woleli poświęcać futbolowi amerykańskiemu, baseballowi, koszykówce i hokejowi na lodzie.

By ratować sytuację finansową, postanowiono, że po zakończeniu sezonu 2001 liga zostanie zmniejszona do 10 drużyn. Ofiarą tej decyzji stały się dwa zespoły z Florydy, które – zdaniem władz MLS – miały największe problemy i najsłabiej rokowały na przyszłość.

Nie przekonali Glazerów

Główny problem z ekipą Mutiny polegał na tym, że nikt od założenia ligi nie odkupił jej franczyzy, toteż właścicielem drużyny wciąż była MLS. Bezskutecznie oferowano ją potężnemu biznesmenowi Malcolmowi Glazerowi, który miał już w swoim portfelu Tampa Bay Buccaneers (później kupił Manchester United).

Dużo pieniędzy pochłaniały też występy na nowoczesnym Raymond James Stadium. Na domiar złego frekwencja na trybunach wciąż była niska. Zresztą do oglądania na żywo meczów Buntowników nie zachęcały ich wyniki – w swoim ostatnim sezonie wygrali zaledwie 4 z 27 spotkań.

Ostatni mecz

Podczas gdy Mutiny dołowało, Fusion grali znakomicie. Nadal kapitalnie na boisku radził sobie Diego Serna. Jeszcze lepszą formę prezentował Honduranin Alex Pineda Chacón (w 2001 roku zdobył nagrodę MVP oraz Złotego Buta dla najlepszego strzelca sezonu zasadniczego). Z kolei w pomocy brylował Predrag „Preki” Radosavljević. Jeśli dodamy do nich trzech czołowych amerykańskich zawodników defensywnych, bramkarza Nicka Rimando oraz obrońców Mastroeniego oraz Carlosa Llamosę, to mamy zespół mogący walczyć o najwyższe cele w Stanach Zjednoczonych.

W 2001 roku Fusion zdobyli MLS Supporters’ Shield i awansowali do fazy play-off. Najpierw wyeliminowali Kansas City Wizards, a w półfinale trafili na San Jose Earthquakes. W pierwszym meczu pokonali zespół z Kalifornii po golu Prekiego. Drugi pojedynek przyniósł pewne zwycięstwo Earthquakes. O tym, kto zagra w finale, miało zatem zdecydować trzecie spotkanie rozgrywane na Florydzie. Wygrało je San Jose po golu Troya Dayaka w dogrywce. Kilka dni później Kalifornijczycy w bezpośrednim starciu o puchar zwyciężyli Los Angeles Galaxy i mogli cieszyć się ze zwycięstwa w całej MLS. Natomiast Fusion kilka miesięcy później przestali istnieć.

Trudny rynek

Mimo niezłego wyniku sportowego drużynie Horowitza nie udało się zdobyć większego zainteresowania mieszkańców Florydy. Brakowało też innych dużych inwestorów, którzy chcieliby wyłożyć swoje pieniądze w funkcjonowanie drużyny. Wszystko to przełożyło się na słaby wynik finansowy.

Amerykanie nie mieli sentymentów. Na początku 2002 roku ogłosili koniec Miami Fusion i Tampa Bay Mutiny.

REKLAMA 2
Tampa Bay Mutiny, czyli przykład na to, jak Beckham nie może budować klubu 8

Południowa Floryda to bardzo trudny rynek. W ostatnich latach drużyny otwierały drzwi i zamykały w ciągu roku. Nawet Marlins, Heat i Panthers [drużyny z MLB, NBA i NHL – red.] cierpią – tłumaczył fiasko swojego projektu Ken Horowitz. – Baza fanów jest tutaj bardzo zróżnicowana. Wiele osób po prostu nie jest związanych z tym obszarem i ma problemy z identyfikacją z lokalnymi drużynami sportowymi. Zazwyczaj bardziej identyfikują się z zespołami ze stanów i krajów, z których pochodzą – dodał.

Nie jestem zaskoczony. Klub potrzebował inwestora, żeby odnieść sukces. Mieliśmy nadzieje, że rozmowy z rodziną Glazerów przyniosą skutek. Niestety, tak się nie stało – to z kolei komentarz Billa Manninga, generalnego menedżera Mutiny.

Głos wtedy zabrał też Dan Garber, komisarz MLS. – Mogę zapewnić wszystkich naszych fanów, że pracowaliśmy niestrudzenie, aby oba kluby mogły pozostać na rynku. Po prostu nie mogliśmy znaleźć rozwiązania, które byłoby w tym czasie ekonomicznie wykonalne. Mamy nadzieję wrócić na Florydę, kiedy liga zostanie w przyszłości rozszerzona – mówił. – Wiem, że wielu uważa, iż to koniec MLS. Ale jest to dalekie od prawdy. W przyszłości będziemy znacznie silniejszą, bardziej opłacalną ligą – zapowiadał Garber.

Jak się później okazało, Garber miał rację. MLS wyszło z tarapatów i jest dziś znacznie silniejszą organizacją niż prawie dwie dekady temu. Gra w niej 26 drużyn, a w ciągu dwóch najbliższych lat liczba uczestników ma wzrosnąć do 30.

Sukces Orlando

MLS wróciło na Florydę 13 lat później, kiedy do rozgrywek dołączyła drużyna Orlando City FC. W odróżnieniu od Mutiny i Fusion nie miała problemów z przyciągnięciem ludzi na stadion. W inauguracyjnym sezonie jej mecze domowe, rozgrywane na potężnym Citrus Bowl, oglądało średnio ponad 60 tys. widzów. Dziś frekwencja podczas spotkań Orlando jest znacznie mniejsza, ale pamiętajmy, że w 2017 roku ekipa przeprowadziła się na typowo piłkarski Exploria Stadium, mogący pomieścić 25,5 tys. kibiców.

Z kolei 1 marca 2020 roku w MLS zadebiutował zespół Inter Miami FC. Temu wydarzeniu towarzyszyły oczywiście spekulacje i porównania do Fusion. Tym bardziej, że drużyna Beckhama swoje domowe mecze ma na razie rozgrywać – tak jak ich poprzednicy – w Fort Lauderdale, na Lockhart Stadium, który niedawno przemianowano na Inter Miami CF Stadium. Inwestorzy planują jednak wybudować nowy typowo piłkarski obiekt w Miami.

Na otwarcie ekipa Interu Miami musiała uznać wyższość Los Angeles FC. Kilka dni później znów przegrali, tym razem z Dallas FC. Oba te mecze Florydczycy rozegrali na wyjeździe. Potem rozgrywki przerwano z powodu epidemii koronawirusa.

Po wznowieniu sezonu poprawy nie było. 9 lipca ekipa Beckhama przegrała derbowy mecz z Orlando. Pięć dni później musiała uznać wyższość Philadelphii Union (dla drużyny z Pensylwanii trafił Kacper Przybyłko). A 20 lipca, w pierwszym, historycznym meczu na własnym boisku w Fort Lauderdale, Inter Miami przegrało z New York City FC. Z powodu zagrożenia epidemicznego spotkanie rozegrano przy pustych trybunach.

DOMINIK GÓRECKI

Źródła
  • https://funwhileitlasted.net/2013/12/01/1996-2001-tampa-bay-mutiny/
  • https://www.brotherlygame.com/2014/2/5/5380052/the-forgotten-story-of-the-tampa-bay-mutiny
  • https://funwhileitlasted.net/2017/03/04/1998-2001-miami-fusion/
  • https://www.ourmidland.com/news/article/MLS-Folds-Teams-in-Miami-and-Tampa-7084114.php
Dominik Górecki
Dominik Górecki

Samorządowiec, dziennikarz, sadownik, miłośnik podróży i fan futbolu. Entuzjasta Serie A, Bundesligi i piłki afrykańskiej. Od dzieciństwa zakochany w Juventusie.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Jan Woś – Legenda Odry Wodzisław

Przez ekstraklasę prześlizgnęło się w przeszłości wielu zawodników, którzy pozostali kompletnie anonimowi, niczym się nie wyróżniając. Nieraz narzekamy na brak dobrego poziomu, ale także...

Puchar Mistrzów 1964-65 – statystycznie

Zapraszamy do kolejnej części serii statystycznego podsumowania kolejnych edycji Pucharu Mistrzów. Tym razem sprawdzamy statystyki i ciekawostki związane z szóstą edycją tych rozgrywek, czyli sezonem 1964/64. Puchar Mistrzów...

Kultowe zdjęcia w historii piłki nożnej

Zdjęcie może zaciekawić równie mocno, co film. Zapraszamy do zestawienia kultowych piłkarskich fotografii.