Tomislav Ivić -mentor Mourinho i rewolucjonista

Pracował w czternastu różnych krajach, a w pięciu z nich wygrywał mistrzostwa. Do tego prowadził cztery drużyny narodowe. W sumie w swojej karierze trenował aż dwadzieścia trzy zespoły. Był wielkim piłkarskim podróżnikiem, ale jak mało kto przyczynił się do rozwoju futbolu. Wielu uważa, że Tomislav Ivić jest jedną z tych osób, które odpowiedzialne są za współczesny wygląd piłki nożnej… a mimo to pozostaje jakby na uboczu historii. Czas to zmienić!

Trener industrialny

Urodził się 30 czerwca 1933 roku w Splicie. Z tym miastem, drugim co do wielkości w Chorwacji, związał też swoją piłkarską karierę, trwającą zaledwie dziesięć lat – jako pomocnik reprezentował barwy miejscowych RNK oraz Hajduka.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Grę w tym pierwszym zespole łączył z pracą w stoczni, z której zazwyczaj pozwalano mu wychodzić nieco wcześniej, ponieważ był ważnym graczem dla klubu. Codziennie jednak na trasie zakład – dom – boisko treningowe pokonywał jakieś dziesięć kilometrów. W RNK jego trenerem był Luka Kaliterna, który „Czerwonych” wyprowadził z niższych lig aż do jugosłowiańskiej ekstraklasy.

Tam też później trzydziestoczteroletni Tomislav rozpoczął swoją przygodę szkoleniową. Miejsce jego pochodzenia i etos pracy, zdaniem Juricy Pavicicia, odbiły znaczące piętno na futbolu, jaki później prezentowały wszystkie prowadzone przez Ivicia drużyny:

Split z lat 70. nie różnił się za bardzo od miast z północnej Anglii. To była miejscowość robotników i kominów fabryk, gdzie ludzi do pracy zawoziły autobusy tej samej firmy, do której należały wszystkie domy w okolicy. Split przeżywał okres wzrostu przemysłowego i industrialnego. Piłka była tego żywym odzwierciedleniem, czymś o czym mówił każdy. Nie ma przypadku w tym, że Hajduk z tamtych lat wyrobił sobie markę poprzez styl gry, który ludzie zwykle nazywają futbolem „przemysłowym”.

W 1973 roku został szkoleniowcem Hajduka i już w pierwszym sezonie doprowadził ten zespół do mistrzowskiego tytułu. Kilkanaście miesięcy później… zrobił to ponownie, dokładając w międzyczasie dwa krajowe puchary. Słowem, które najlepiej oddaje jego filozofię trenerską jest: powtarzalność.

Nie robił skomplikowanych treningów, tylko skupiał się na tym, żeby konkretne ćwiczenia były ciągle powielane – tak, żeby boiskowe zachowania stały się dla jego podopiecznych automatyczne i instynktowne. Przykład? Wprowadzał piłkarza na niewielki plac otoczony ścianami. Zadaniem zawodnika było uderzyć piłką o jedną z nich, następnie to odbicie opanować, zmienić kierunek i skierować się na kolejną.

Potem znowu. I znowu. Dziś takie ćwiczenia, ulepszone nieco dzięki rozwojowi technologii, stosowane są w każdym klubie. Sami gracze niezbyt chętnie podchodzili do metod Ivicia, ale kiedy je już opanowywali, to efekty były widoczne gołym okiem. Drażen Mużinić, ważny członek zespołu Hajduka z lat 70., wspomina, że przez to ciągłe trenowanie boiskowych zachowań zaczął… łapać w pułapki ofsajdowe ludzi, z którymi rozmawiał na ulicy.

„Nie mogłem na to nic poradzić, to był dla mnie odruch” – tłumaczył się kiedyś w wywiadzie. Przyglądając się metodom Tomislava, nie mogą dziwić słowa, jakie wypowiedział w 2005 roku w czasie swojego wykładu w Czarnogórze :

Nawyk jest drugą naturą człowieka. Musimy tworzyć nawyki – i nie chodzi o fizyczne czy techniczne, a o mentalne. A robimy to poprzez nieustanne powtarzanie. Potrzebna jest zmiana w nastawieniu psychicznym. Musisz przygotować swoich zawodników psychologicznie do innego rozumowania, aby z biegiem czasu zaczęli chętniej je przyswajać.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz