Stanisław Curyło – z Rzeszowa na Śląsk

Czas czytania: 7 m.
5
(5)

30 lipca 2023 roku na Stadionie Miejskim w Rzeszowie Stal podejmowała GKS Tychy. Była to druga kolejka rozgrywek Fortuna 1. Ligi. Jak zawsze przy okazji naszych wizyt na meczu, znaleźliśmy okazję do przeniesienia się w przeszłość.

Stanisław Curyło – biogram

  • Pełne imię i nazwisko: Stanisław Jan Curyło
  • Data urodzenia i miejsce urodzenia: 31 marca 1954 w Krakowie
  • Wzrost: 179 cm
  • Pozycja: pomocnik

Kluby i reprezentacja:

Kariera juniorska:

  • Cracovia (1962 – 1970)

Kariera seniorska:

  • Cracovia (1970 – 1973)
  • Stal Rzeszów (1973 – 1977) – 82 występy, 11 bramek
  • Górnik Zabrze (1977 – 1981) – 75 występów, 10 bramek
  • Ruch Chorzów (1981 – 1983) – 17 występów, 0 bramek
  • Igloopol Dębica (1983 – 1985)
  • Unia Tarnów (1985 – 1987)
  • Jadowniczanka Jadowniki (1987 – 1988)
  • Wisłoka Dębica (1988 – 1990)
  • Czarnovia Czarna
  • Polska B (1979) – 1 występ, 0 bramek

Sukcesy:

  • Stal Rzeszów:

1 x Puchar Polski (1975)

Przed meczem

Rzeszowska Stal przystępowała do tego meczu podrażniona porażką poniesioną kilka dni wcześniej na własnym stadionie. Drużyna Marka Zuba przegrała 2:5 z Odrą Opole. Tyszanie zaś przyjechali do stolicy Podkarpacia opromienieni wyjazdowym zwycięstwem nad Polonią Warszawa 3:2.

Do meczu Stali z GKS jeszcze wrócimy. Najpierw opowiemy historię Stanisława Curyły – piłkarza, który w barwach rzeszowskiego klubu zdobył Puchar Polski i grał w europejskich pucharach.

Pierwsze kroki w Krakowie

Stanisław Curyło urodził się w marcu 1954 roku w Krakowie i to właśnie w tym mieście stawiał pierwsze piłkarskie kroki. Przygodę z futbolem rozpoczął już w wieku ośmiu lat w  Cracovii. Sięgnął z „Pasami” po mistrzostwo Krakowa juniorów, a w roku 1970 – w wieku zaledwie szesnastu lat – zadebiutował w pierwszej drużynie, grając przeciwko Warcie Poznań. Debiut ten został uświetniony przez bohatera naszego tekstu asystą. Tak Stanisław Curyło wspominał początki w wywiadzie udzielonym stronie internetowej klubu Czarnovia Czarna:

Miałem 8 lat, gdy zasłużony działacz Cracovii – pan Książek – namówił mnie do podjęcia treningów. Jego metoda wyszukiwania talentów była dość nietypowa. Chodził po całym Krakowie po różnych osiedlowych boiskach z dużą torbą cukierków i dotąd nakłaniał do gry w Cracovii, dopóki nie osiągnął sukcesu. Mnie długo namawiać nie musiał. Zawsze chciałem być piłkarzem.

Przenosiny do Rzeszowa

W 1973 roku Curyło odszedł z Cracovii. Początkowo był blisko przenosin do Wisłoki Dębica, rozpoczął tam nawet treningi. Jednak po sparingu przeciwko Stali Rzeszów, to właśnie rzeszowski klub postanowił sprowadzić krakowianina.

W barwach Żurawi Curyło spędził pięć lat i był to świetny czas w jego karierze. W sezonie 1974/1975 pomocnik zdobył ze Stalą Puchar Polski (chociaż nie wystąpił w finale), co było dużą niespodzianką, gdyż rzeszowska drużyna występowała wówczas w drugiej klasie rozgrywkowej. Triumf w Pucharze Tysiąca Drużyn nie był jedynym sukcesem Stalowców we wspomnianej kampanii, bowiem w dramatycznych okolicznościach wywalczyli oni także awans do ligowej elity. Najbardziej pamiętnym meczem z tamtej edycji krajowego pucharu był dla naszego bohatera półfinał z Pogonią Szczecin:

Pamiętnym dla mnie meczem był półfinał. Ludzi było multum. Kibice siedzieli na balkonach bloków, na drzewach wokół stadionu – wspominał piłkarz w programie „Biało-niebieska historia”.

Zdobycie Pucharu Polski dało rzeszowianom prawo gry w europejskich pucharach. Stanisław Curyło był jednym z tych zawodników, którzy pokazali się w Europie z bardzo dobrej strony. Występom Stali Rzeszów w Pucharze Zdobywców Pucharów w sezonie 1975/1976 poświęciliśmy oddzielny tekst. W tym miejscu przypomnijmy, że drużyna prowadzona przez Zenona Książka zaczęła rozgrywki od 1/16 finału. Rywalem w tej fazie był norweski Skeid Oslo. Pierwsze spotkanie zostało rozegrane na stadionie Ullevaal i zakończyło się zwycięstwem polskiego zespołu 4:1. Jedną z bramek zdobył Stanisław Curyło.

U siebie Stal wygrała 4:0. Bohater naszego tekstu tym razem nie strzelił gola, ale wyszedł na murawę w podstawowym składzie. Został zmieniony w drugiej połowie, ale miał wkład w awans rzeszowskiej ekipy.

Niestety w 1/8 finału zbyt mocny okazał się walijski Wrexham FC. Na Wyspach gospodarze wygrali 2:0, w Rzeszowie padł remis 1:1. Curyło w obu spotkaniach zagrał od pierwszej do ostatniej minuty. Po meczu w Oslo miał propozycję gry w Norwegii, jednak czasy były takie, że polskim piłkarzom nie było łatwo o wyjazd na Zachód.

Śląski gwiazdozbiór

W 1977 roku Stanisław Curyło został graczem Górnika Zabrze, który w tamtych czasach miał markę klubu uznanego na europejskiej arenie. Grali w nim takie sławy polskiego piłkarstwa jak Jerzy Gorgoń, Zygfryd Szołtysik, Andrzej Pałasz, Waldemar Matysik czy Henryk Wieczorek.

Początki okazały się trudne. Górnik spadł do drugiej klasy rozgrywkowej, lecz już po sezonie wrócił do elity. Pobyt w Zabrzu był dla pomocnika urodzonego w Krakowie całkiem udany, ale w 1981 roku przyszło mu rozstać się z tym zespołem. Curyło przeniósł się do innego śląskiego klubu, odwiecznego rywala zabrzan – Ruchu Chorzów.

Byłem pierwszym w historii zawodnikiem, który powędrował z Zabrza do Chorzowa! A w sumie tych transferów przez dziesiątki lat było dosłownie kilka. Ruch był w tamtym okresie ligowym średniakiem mimo że było tam kilku świetnych piłkarzy jak chociażby Józef Wandzik, czy rozpoczynający swą wspaniała karierę Krzysztof „Gucio” Warzycha. Nie wspominam tego okresu jednak zbyt dobrze. Kiepskie relacje z trenerem Lenczykiem, który miał chyba problem z zaakceptowaniem tego, że wcześniej grałem w Górniku Zabrze, spowodowały, że postanowiłem poszukać czegoś bliżej domu – wspominał piłkarz.

Powrót na Podkarpacie

W 1983 roku udało się znaleźć klub bliżej domu. Curyło trafił do Igloopolu Dębica – ówczesnego beniaminka drugiej klasy rozgrywkowej. Został sprowadzony tam przez trenera Jana Złomańczuka i pograł przez dwa sezony.

Igloopol to był w tamtym okresie świetnie zorganizowany klub. Zawodnikom nie brakowało niczego i mogli skupić się wyłącznie na grze. W pierwszym sezonie w drugiej lidze mieliśmy grać o utrzymanie, a sezon zakończyliśmy na czwartym miejscu. Drugi sezon był jeszcze lepszy i tylko jednym punktem przegraliśmy walkę ze Stalą Mielec o ekstraklasę. Igloopol wtedy to była mieszanka rutyny z młodością. Obok doświadczonych zawodników jak ja, Stanek, Polak czy Krupa byli zdolni, młodzi zawodnicy z naszego regionu tacy jak Kaczówka, Strojek czy Szybist. Pierwsze szlify w profesjonalnej piłce zdobywał przy moim boku również Leszek Pisz – późniejszy znakomity piłkarz m.in. Legii Warszawa – opowiadał Curyło.

Później w karierze zdobywcy Pucharu Polski pojawiały się już tylko kluby z niższych lig. Były to Unia Tarnów, Jadowniczanka Jadowniki, Wisłoka Dębica i Czarnovia Czarna. Nasz bohater pracował później jako trener, m.in. w ostatnim ze wspomnianych klubów, gdzie szkolił juniorów.

Reprezentacja

Stanisław Curyło nigdy nie miał okazji zagrać w pierwszej reprezentacji Polski. Wiemy wszak, jak wielka w tamtych czasach była rywalizacja i jak wieloma świetnymi zawodnikami mógł poszczycić się nasz futbol.

Były piłkarz Stali Rzeszów bywał wprawdzie powoływany do narodowej drużyny, ale w niej nie zagrał. Znalazł się choćby w szerokiej kadrze na tournee po Argentynie. Jednak ostatecznie nie pojechał do Ameryki Południowej.

W końcu jednak Curyło wybiegł na boisko w koszulce z Orzełkiem. Stało się to w 1979 roku, lecz nie chodzi tu o pierwszą reprezentację, a o kadrę B, która mierzyła się w Radomiu z Węgrami. Polacy wygrali 2:1, a krakowianin zaliczył asystę.

Mecz w Rzeszowie

Pora opowiedzieć jak poradził sobie w drugim ligowym meczu w sezonie 2023/2024 były klub naszego bohatera. Chyba nikt nie spodziewał się, że mecz z GKS Tychy zacznie się dla Stali tak źle. Już w pierwszej minucie goście objęli prowadzenie. Strzał Przemysława Mystkowskiego obronił Jakub Wrąbel, ale piłkę odbitą przez bramkarza gospodarzy do bramki swojej drużyny skierował Cesar Pena.

Dwadzieścia minut później zespół Marka Zuba stworzył okazję do wyrównania, ale Krzysztof Danielewicz chybił, oddając strzał z kilkunastu metrów. Rzeszowianie na tym nie poprzestali, lecz dobrze spisujący się między słupkami tyskiej bramki Maciej Kikolski obronił strzały Andreji Prokicia i Manolo.

W drugiej połowie świetną szansę dla zespołu ze Śląska zmarnował Kacper Skibicki. Później znów przyjezdnych ratował Kikolski, najpierw broniąc strzał Kamila Kościelnego, a później odbijając piłkę po groźnej próbie Patryka Warczaka. GKS odpowiedział sytuacją Daniela Rumina, ale wynik nadal się nie zmieniał.

Było tak do 89. minuty. Wówczas prowadzenie drużyny Dariusza Banasika podwyższył wprowadzony na boisko w drugiej połowie Wiktor Niewiarowski. Stalowcy walczyli do końca. W doliczonym czasie kontaktową bramkę zdobył Kamil Kościelny, dla którego ten mecz był debiutem w rzeszowskiej drużynie.

Stal Rzeszów przegrała z GKS Tychy 1:2. To druga w tym sezonie porażka drużyny ze stolicy Podkarpacia. Na pomeczowej konferencji prasowej trener Żurawi Marek Zub nie krył rozczarowania, lecz w jego wypowiedziach można było usłyszeć nadzieję:

Przegraliśmy drugi mecz, to fakt oczywisty. Początek sezonu nie wygląda najlepiej. Natomiast ten drugi mecz był zdecydowanie inny w naszym wykonaniu. Było wiele pozytywnych aspektów. Dużo więcej ich było niż poprzednio, ale najważniejszy jest wynik. Straciliśmy gola na początku, dążyliśmy do wyrównania. Później przytrafił nam się błąd, straciliśmy drugiego gola i było po meczu. Chociaż mimo tego ambicja i zaangażowanie pozwoliły nam zdobyć gola honorowego.

Zapytany o pozytywy, szkoleniowiec Stali odpowiedział:

Zdecydowanie więcej było płynności w grze zespołu. Była większa współpraca między zawodnikami. Piłkarze z zagranicy lepiej dziś wyglądali. Mieliśmy więcej agresji w dążeniu do zmiany wyniku, a tego nam w pierwszym meczu wyraźnie brakowało. Próbowaliśmy to tłumaczyć nowym składem i nowymi okolicznościami, pierwszym meczem i tak dalej. Myślę, że pod tym względem było dużo lepiej, ale brakuje nam skuteczności i wykończenia akcji. Trzeba pracować nad tym, żeby pozytywów w kolejnym meczu było jeszcze więcej.

Trener rzeszowian otrzymał również pytanie o to, czy po nieudanym początku rozgrywek ligowych wciąż celem drużyny jest awans do ekstraklasy. Zdaniem Marka Zuba po spotkaniu z GKS Tychy nie dojdzie do weryfikacji planów:

Założenie klubu jest takie, aby walczyć o awans. Ten sezon mamy do dyspozycji i w tym sezonie walczymy. Start mamy fatalny i ja się też pod tym podpiszę, bo chciałbym mieć przynajmniej 2-3 punkty po tych dwóch meczach. Potwierdzam, że myślimy o wzmocnieniu zespołu. Jeśli nawiązujemy do kwestii awansu i postawionych celów, to nie widzę innego celu niż awans. W pierwszej lidze nie da się inaczej powiedzieć z mojego punktu widzenia. Nie muszę mówić, że ktoś z tej ligi spadnie. Natomiast postawienie celu jest jasne. Stal Rzeszów, miasto i środowisko, biorąc pod uwagę aspekt właścicielski, musi mieć jak najszybciej Ekstraklasę. Każdy kolejny sezon jest ku temu szansą. Różne są początki, nikt nie zakładał aż takiego słabego dorobku.

Trener gości, Dariusz Banasik miał powody do zadowolenia, zwłaszcza że zwycięstwo odniesione w Rzeszowie było już drugą wygraną jego drużyny w tym sezonie, ale zwrócił także uwagę na mankamenty:

Najważniejsze, że mamy trzy punkty. Wiedzieliśmy, że zespół Stali po pierwszej porażce będzie chciał się zrehabilitować przed własną publicznością. Plan był taki, żeby mocno wejść w ten mecz. Pierwsza sytuacja przyniosła nam bramkę, z czego się oczywiście bardzo cieszyliśmy. Wydaje mi się, że po tej bramce był taki moment, że graliśmy tak, jak powinniśmy i wydawało nam się, że nawet możemy podwyższyć wynik, ale potem pierwsza połowa już nie była taka, jak sobie wyobrażałem i miałem bardzo dużo zastrzeżeń do naszej gry. Przede wszystkim nie utrzymywaliśmy się przy piłce, słabo budowaliśmy grę, nie kontrowaliśmy. Zespół Stali miał sporo stałych fragmentów i pachniało bramką wyrównującą. Mam zastrzeżenia, że wcześniej nie zamknęliśmy tego meczu.  

Zakończenie

Oglądając mecze i śledząc to, co obecnie dzieje się w piłkarskim świecie, warto pamiętać o dawnych zawodnikach, którzy w przeszłości dawali emocje kibicom. Stanisław Curyło był jednym z najważniejszych piłkarzy rzeszowskiej Stali w jej najlepszych czasach, dlatego warto było przypomnieć tę postać. Następne wizyty Retro Futbol na meczach w Rzeszowie będą okazją do przedstawienia kolejnych zawodników z ciekawą futbolową przeszłością.

Źródła, z których korzystałem:

  • Grzegorz Ignatowski, Andrzej Potocki, Mariusz Świerczyński (pod redakcją) – „Polskie kluby w europejskich pucharach”
  • Wywiad ze Stanisławem Curyłą – https://www.wikipasy.pl/Stanis%C5%82aw_Cury%C5%82o
  • Biało-niebieska historia – Stanisław Curyło – wywiad Miłosza Bieniaszewskiego – https://www.youtube.com/watch?v=G0YD6ANoojQ
  • „Przegląd Sportowy”
  • „Piłka Nożna”

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 5 / 5. Licznik głosów 5

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Grzegorz Zimny
Grzegorz Zimny
Absolwent pedagogiki na Uniwersytecie Rzeszowskim. Fan historii sportu, ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Pisał teksty dla portalu pubsport.pl. Od 2017 roku autor artykułów na portalu Retro Futbol, gdzie zajmuje się zarówno światową piłką nożną, jak i historiami z lokalnego, podkarpackiego podwórka, najbliższego sercu. Fan muzyki rockowej i książek.

Więcej tego autora

Najnowsze

Resovia vs. Stal – reminiscencje po derbach Rzeszowa

12 kwietnia 2024 roku Retro Futbol gościło na wyjątkowym wydarzeniu. Były nim 92. derby Rzeszowa rozegrane w ramach 27. kolejki Fortuna 1. Ligi. Całe...

„Przewodnik Kibica MLS 2024” – recenzja

Przewodnik Kibica MLS już po raz czwarty ukazał się wersji drukowanej. Postanowiliśmy go dokładnie przeczytać i sprawdzić, czy warto po niego sięgnąć.

Mário Coluna – Święta Bestia

Mozambik dał światu nie tylko świetnego Eusébio. Z tego afrykańskiego kraju pochodzi też Mário Coluna, który przez lata był motorem napędowym Benfiki i razem ze swoim sławniejszym rodakiem decydował o obliczy drużyny w jej najlepszych czasach. Obaj zapisali też piękną kartę występami w reprezentacji.