Tomislav Ivić -mentor Mourinho i rewolucjonista

Pechowiec

W 1976 roku Ivić na dobre rozpoczął swoją wielką podróż po świecie. Pierwszy zagraniczny przystanek był niebyle jaki, ponieważ zgłosił się po niego sam Ajax Amsterdam, czyniąc z niego następcę Rinusa Michelsa.

Chorwat twierdzi, że to właśnie legendarny holenderski szkoleniowiec wybrał go na spadkobiercę jego tronu, a powodem było ustawienie 4-3-3, w jakim grał Hajduk. W tamtym czasie w Ajaksie brakowało już tak wybitnych indywidualności, jak za jego złotego okresu, przez co drużyna nie grała w tak porywający sposób. Ivić, kochający automatyzmy i preferujący defensywne ustawienie, postawił na bardziej siłowy futbol.

Początkowo „grupie trzymającej władzę” nie podobał się nowy styl grania – rozpętali nawet niewielki bunt, a przewodniczył mu Ruud Krol, grający na środku obrony. W swoim debiutanckim sezonie Tomislav poprowadził amsterdamczyków do ligowego mistrzostwa, pierwszego od czterech lat. Co być może ważniejsze: po raz pierwszy bez Johana Cruyffa w składzie. Pim van Dord, członek tamtego zespołu, wspominał:

Starsi zawodnicy, jak choćby Krol, mieli pewne zastrzeżenia na początku, ale później bardzo chwalili jego metody treningowe. Wyjątkowe było to, jak często powtarzał poszczególne rzeczy. Po pewnym czasie zaczęliśmy wierzyć w jego podejście.

Ligowy tytuł w Holandii był dla Ivicia pierwszym zagranicznym mistrzostwem. Chorwat bez wątpienia odniósł sukces w Amsterdamie, ale czuł, że w swoim rodzimym mieście pozostawił niedokończone sprawy. Odszedł w 1978 roku i wrócił do Hajduka, z którym, po owocnej nauce na obczyźnie, chciał ruszyć na podbój Europy. Czy gdyby został dłużej, Ajax nawiązałby do swojej złotej ery? Możemy tylko gdybać, ale oddajmy ponownie głos van Dordowi:

W jego drugim sezonie zaczęliśmy coraz częściej i śmielej wdrażać jego pomysł na grę kontrpressingiem. Nasza gra znacznie zbliżyła się do jego wizji, ale niestety oznajmił nam, że odchodzi po zakończeniu rozgrywek. Był przygnębiony, kiedy nas zostawiał, ponieważ czuł, iż wchodzimy już na optymalny poziom.

Jego powrót do Splitu naznaczony jest obsesją pressingu i fascynacją biomechaniką. Chciał, żeby drużyna broniła na bardzo zawężonym polu, które miała stopniowo rozszerzać w fazie atakowania. Pressing określił „bijącym sercem” jego zespołu. Jak łatwo się domyślić, już w pierwszym sezonie wygrał z Hajdukiem mistrzostwo kraju.

Miał jednak znacznie większe ambicje – chciał sprowadzić do gabloty europejskie trofeum. Mimo że na własnym podwórku Split był hegemonem, to poza granicami państwa zawsze czegoś im brakowało. Pokonali St. Etienne 4:1, żeby w rewanżu przegrać 1:5; u siebie wygrali 2:0 z PSV, a w Eindhoven dali sobie wbić trzy bramki, nie strzelając przy tym żadnej. Wyjazdy wyraźnie im nie służyły.

Czarę goryczy przelała porażka w dwumeczu z Arsenalem w Pucharze UEFA – londyńczycy na wyjeździe praktycznie nie wychodzili z własnego pola karnego, ale udało im się zdobyć gola i przegrać tylko 1:2. Na Highbury z kolei trafili do siatki dziesięć minut przed ostatnim gwizdkiem i przeszli dalej dzięki bramkom wyjazdowym… Ta zasada chyba nie zostanie nazwana imieniem bohatera tego tekstu.

Ivić na treningu Ajaksu Amsterdam. Źródło: futbolgrad.com

W kolejnym sezonie Hajduk dostał szansę na poprawę, gdy w walce ćwierćfinałowej mierzył się z niemieckim HSV. Ivić, ze względu na przerwy w grach ligowych, miał cztery miesiące na przygotowanie się do tego dwumeczu. A co tyle czasu może oznaczać dla kogoś z obsesją na punkcie organizacji?

Postanowił przyszykować się do tego zadania perfekcyjnie. Inspiracji szukał w takich sportach jak piłka ręczna czy wyścigi konne. W jednym wywiadzie przyznał się nawet, że korzystał z artykułu znalezionego w gazecie, poświęconemu… przygotowaniu mentalnemu w pięciosetowym meczu w tenisa. Ivić naprawdę wyprzedził swój czas.

W Splicie gospodarze rozegrali fantastyczne zawody, naznaczone morderczym pressingiem i efektowną dla oka grą. Smutnym epilogiem jest jednak to, że Hajduk ostatecznie ten dwumecz przegrał, mimo zwycięstwa na własnym obiekcie. Tak, tak, dobrze myślicie – znowu przez bramki na wyjeździe…

W 1980 roku Ivić po raz drugi opuścił Jugosławię i ruszył w kolejną europejską podróż.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*