Tomislav Ivić -mentor Mourinho i rewolucjonista

Ta jedna noc w Palermo

Jego pierwszym przystankiem był Anderlecht. Tam zdobył swoje drugie zagraniczne mistrzostwo, oczywiście już w debiutanckim sezonie. Fiołki ten tytuł odzyskały po siedmiu latach. Kolejne niepowodzenia w Europie zmusiły go jednak do dalszej tułaczki.

Kiedy zabierał głos, wszyscy milkli. To mówi o nim wszystko. – Vlatko Marković, były prezes Chorwackiego Związku Piłki Nożnej.

Niemal co roku zmieniał drużyny. Taki styl pracy pozwolił mu nie tylko na zobaczeniu wielu ciekawych miejsc, lecz także na wygraniu paru lig. Do dziś pozostaje jedynym trenerem, którego zespoły okazywały się najlepsze aż w pięciu krajach! Oprócz wspomnianych wcześniej klubów, ta sztuka udawała mu się jeszcze w Panathinaikosie oraz FC Porto.

To właśnie w Portugalii odnosił swoje największe sukcesy – Smoki pod jego batutą triumfowały także w krajowym pucharze, Pucharze Interkontynentalnym oraz Superpucharze Europy (w dwumeczu pokonały Ajax 2:0). Tam też, w czasie swojej drugiej przygody z Porto (1993-94), spotkał Jose Mourinho, asystenta i tłumacza Bobby’ego Robsona, który na ławce zastąpił Chorwata.

Ivić wyjawił kiedyś, że Portugalczyk często przychodził i podglądał jego treningi. Nie ma wątpliwości, że Tomislav był wielką inspiracją dla obecnego menedżera Tottenhamu – widać to chociażby po skłonności do krótkoterminowego prowadzenia drużyn.

Kiedy obaj panowie ponad dekadę później spotkali się w Londynie przy okazji meczu Chelsea z Barceloną (Ivić znalazł się tam jako ekspert chorwackiej telewizji), The Special One obdarował mentora swoją biografią, a na jej pierwszej stronie napisał: „Największemu z trenerów – mam nadzieję, że pewnego dnia osiągnę tyle, co ty”. Na razie Mourinho wygrywał mistrzostwa w czterech krajach…

Jedna z wielu lekcji taktyki. Źródło: futbolgrad.com

Chociaż lista prowadzonych przez Tomislava klubów jest dłuższa niż paragon z niedzielnych zakupów w Tesco, to największe znaczenie zapewne miał dla niego jeden, szczególny mecz… w roli zastępcy selekcjonera (Anglicy napisaliby o nim: caretaker) reprezentacji Chorwacji.

Tak, to jest naprawdę niesamowite, że najwybitniejszy trener w historii bałkańskiego futbolu nigdy nie dostał nigdy szansy poprowadzenia swojego rodzimego kraju. Miroslav Blażević, pełniący funkcję szkoleniowca kadry, został zawieszony przez UEFA na jeden mecz. Oznaczało to, że w wyjazdowym spotkaniu z Włochami na ławce zasiądzie właśnie Ivić. Ustawił zespół bardzo defensywnie, posyłając do gry pięciu obrońców i zagęszczając mocno środek pola.

Chorwaci swoich szans mieli szukać w szybkich atakach. Italia, prowadzona przez Arrgio Sacchiego, dostała piłkę, ale nie potrafiła z niej skorzystać. Goście zadali dwa śmiertelne ciosy, oba za sprawą Davora Sukera. Włosi odpowiedzieli tylko jednym trafieniem w końcówce meczu. Był to wielki triumf Ivicia, który jednak nie był do końca zadowolony z gry, ponieważ musiał ustawić zespół trochę wbrew własnej filozofii. Nie zmienia to faktu, że dla Chorwatów był to ogromny sukces i do dziś uważa się, że tamtej nocy w Palermo narodził się ich futbol…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*