Wywiad: Maciej Tarnogrodzki

Czyli możemy napisać, że czeka pan na propozycje z polskich klubów?

W tej chwili jeszcze nie szukam pracy, ponieważ jesteśmy w trakcie tej zmiany. Mamy dużo spraw do zamknięcia w Dublinie, nie mógłbym tak z dnia na dzień zostawić żony z synkiem i polecieć do Polski. Jak już będziemy w kraju, wtedy zacznę szukać. Kocham piłkę nożną i chcę się rozwijać w zawodzie trenera, nawet teraz to trenowanie chłopaków z Blue Magic Dublin sprawia mi radość. Planujemy osiedlić się w Krakowie, mimo że to nie są nasze rodzinne strony. Ale to też ze względu na futbol, bo przecież w tym mieście jest sporo drużyn, a blisko jest Śląsk z wielkimi piłkarskimi tradycjami.

A jak pan w ogóle trafił do Irlandii? Czy ten wyjazd 20 lat temu był związany z piłką nożną?

Nie. Kolega z Poznania wyjechał i dostał pracę, ja go odwiedziłem i spodobało mi się jego życie w Irlandii. Po pewnym czasie do niego dołączyłem, gdy skończyłem studia. W Polsce grałem w juniorach Lecha Poznań, potem także w Sokole Pniewy, ale byłem podatny na kontuzje, musiałem przejść kilka operacji, więc o poważniejszym graniu musiałem zapomnieć. Ale ja bardzo kocham piłkę i zawsze chciałem być z nią związany, dlatego szukałem jej od samego początku pobytu w Irlandii. Najpierw trochę pograłem, potem zrobiłem kursy trenerskie i zacząłem od prowadzenia zespołów U15. Zacząłem się kształcić na trenera na początku w Irlandii, ale zrobiłem tylko te podstawowe kursy, później edukację kontynuowałem w Wielkiej Brytanii. Udało mi się przejść wszystkie szczeble trenerskie od piłki juniorskiej do pierwszej ligi, a także ukończyć kwalifikacje trenerskie dwa lata temu certyfikatem UEFA Pro License.

W jakich klubach pan grał w Irlandii?

Na początku byłem w Bray Wanderers. Grałem tam pół roku w rezerwach, bo nie mogłem grać w pierwszej drużynie. Był jakiś problem z certyfikatem, Sokół Pniewy nie chciał go wysłać do Irlandiim, bo chcieli chyba pieniądze i nie mogłem wystąpić w pierwszej drużynie w Premier Division. Ale to były stare czasy. Potem grałem jeszcze na trzecim poziomie rozgrywkowym, czyli odpowiedniku polskiej II ligi i skończylem w wieku 33 lat. Wtedy zacząłem z trenowaniem.

Co można powiedzieć o poziomie ligi irlandzkiej?

Troszkę się to zmienia na plus, szczególnie jeśli chodzi o Shamrock Rovers i Dundalk. Mają dobrych zawodników, w Shamrock gra reprezentant Irlandii Jack Byrne – nie powiodło mu się w Anglii, ale to bardzo dobry zawodnik. Jest tam też zawodnik, z którym pracowałem w UCD AFC U19, Neil Faruggia, piłkarz o dużym potencjale. Ekipa z Dundalk też jest groźna, nie tak dawno Legia miała z nimi duże kłopoty, a to przecież w tej chwili najlepszy polski klub. Śledzę teraz dokładniej ligę polską i mogę powiedzieć, że te dwie irlandzkie drużyny mogłyby być nawet w pierwszej piątce naszej ekstraklasy. Pozostałe kluby pewnie byłyby o wiele niżej i mogłyby mieć problemy. Preferowana jest przeważnie piłka bardziej toporna, defensywna gra oparta o stałe fragmenty gry. Jest kilka wyjątków, gdzie drużyny grają bardziej piłkę ofensywną i kreatywną. Ja jestem zdecydowanie po stronie tej piłki kreatywnej i ogólnie bazującej bardziej na ofensywie.

Jack Byrne, lider Shamrock Rovers.

Dlatego też ta zmiana i planowany wyjazd, bo chciałbym coś osiągnąć w profesjonalnej piłce, a liga irlandzka niestety ma w Europie ten stereotyp bardzo fizycznej i defensywnej. Irlandczycy częściej nastawiają się na dectructive niż creative, głównym celem jest powstrzymanie przeciwnika. Ja bardziej chcę wygrać mecz, niż go nie przegrać i to będzie zawsze moja filozofia gry. Trzeba być oczywiście elastycznym, ale to jest mój styl.

Może takie podejście u Irlandczyków wynika z kompleksów? Oni nigdy nie słynęli z „produkcji” futbolowych wirtuozów.

Talenty rodzą się w każdym kraju, Irlandczycy też mogą grać finezyjną i techniczną piłkę, jednak nie jest to w ich kulturze, poczynając od bardzo młodych piłkarzy. Zawodnicy graja tak, jaki mają talent plus jak są szkoleni w akademiach, ale także wpływ ma na to, ile czasu sami spędzają na grze na przysłowiowej ulicy czy boisku szkolnym. Mówię tu o wczesnym dzieciństwie.

W marcu 2019 r. z funkcji szefa Irlandzkiego Związku Piłki Nożnej (FAI) odszedł John Delaney, który „zasłynął” z korupcji i wielu afer. Czy teraz jest większa szansa na to, aby szkolenie w Irlandii wróciło na właściwe tory?

Faktycznie w FAI jest nowe rozdanie i będą jakieś zmiany. Sytuacja po Delaneyu była fatalna, z tego co czytałem: kolosalne długi (ok. 45 milionów euro), zaczęto pisać o różnych niewyjaśnionych sprawach w prasie. Musi trochę potrwać, zanim nowe władze wyprostują to wszystko. Zmiany powinny być wprowadzane dużo wcześniej, ale jakoś nikomu nie zależało, żeby liga irlandzka się rozwijała. Trzeba tutaj trochę pomieszkać, żeby zrozumieć pewne mechanizmy społeczne i kulturowe. Irlandczycy przez 800 lat byli zależni od Anglii i cały czas patrzą na ligę angielską jak na lepszy świat. Młodzi chłopcy marzą przede wszystkim o Anglii, wyjeżdżają przy pierwszej możliwej okazji, nawet jak nie są na to gotowi. Z tego co mi wiadomo FAI też nie koncentrował się za bardzo na rozwoju rodzimej ligi – powoli się to zmienia, ale ciągle jest dużo do zrobienia.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…