Wywiad: Maciej Tarnogrodzki

Na tym też polegał sukces reprezentacji Jacka Chartlona – ściągano z Anglii piłkarzy o irlandzkich korzeniach, a trener wprost mówił, że na bazie rodzimych graczy nie jest w stanie zagwarantować sukcesów.

Dlatego powinni się cieszyć, że teraz trenerem reprezentacji Irlandii został Stephen Kenny, szkoleniowiec z ligi irlandzkiej, prowadzący wcześniej Dundalk. Obserwuję go od lat, to naprawdę dobry trener. Jest szansa, żeby wiele zmieniło się na lepsze, ale czas pokaże, jak to będzie.

Liga irlandzka w końcu wznowiła rozgrywki, ale przerwa spowodowana koronawirusem trwała bardzo długo. Jak pandemia wpłynęła na futbol w Irlandii? Czy mecze bez kibiców to będzie duży problem dla tutejszych klubów?

Liga irlandzka ma niesamowity problem, jeśli chodzi o fundusze. Poziom nie jest aż tak zły, ale nie za dużo płacą i niełatwo się tutaj pracuje z tej perspektywy. Przez te 20 lat właściwie nigdy trenowanie nie było moją pracą na cały etat, musiałem normalnie pracować poza piłką w biznesie. A trzeba pamiętać, że treningi często odbywały się tak jak piłce profesjonalnej, wiele razy w tygodniu. Musiałem więc pracować na dwa pełne etaty i kosztowało mnie to dużo wyrzeczeń, czasami po nocach przygotowywałem taktykę, treningi itd. Do tego życie rodzinne, więc ogólnie grafik był zawsze bardzo napięty. Tylko te najlepsze kluby, jak Shamrock Rovers czy Dundalk, dają ten komfort, że trenerzy i piłkarze mogą w pełni skupić się na futbolu. W Premier Division przed wybuchem pandemii było chyba 8 klubów, które zatrudniały zawodników i trenerów full time. Nie są to jednak aż tak wielkie fundusze, dlatego tak długo trwały negocjacje na temat wznowienia – liga chciała po prostu jak najwięcej pieniędzy od rządu. W końcu doszli do porozumienia, rząd przeznaczył duży pakiet pomocowy [40 mln Euro – przyp. BB] do podziału na piłkę nożną, rugby i sporty gaelickie. Tutaj cała liga ma budżet porównywalny do Legii Warszawa, a przecież Legia w skali europejskiej jest raczej średniakiem. W Irlandii są małe pieniądze, ale mimo wszystko ciężko jest się przebić. Poziom, jak na fundusze, jest całkiem dobry.

Czyli jeśli nie gra się w Shamrock Rovers albo Dundalk, ciężko wyżyć z piłki nożnej w Irlandii?

Oczywiście, te porównania wypadają zdecydowanie na niekorzyść w odniesieniu choćby do polskiej ligi. W Shamrock Rovers czy Dundalk faktycznie zarabia się w miarę przyzwoicie, ale nie wiem dokładnie ile, bo nie znam detali. Ale jeśli stracisz pracę w zespole ze środka tabeli, to nie masz tego komfortu, że przez kilka miesięcy możesz zastanawiać się nad przyszłością. Portfel bardzo szybko pustoszeje i niemal od razu trzeba czegoś szukać.

W sezonie 2020 tytuł mistrza Irlandii rozstrzygnie się między Shamrock i Dundalk?

Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Ale głównie te dwie drużyny będą się liczyć. Zainwestowano tam naprawdę niezłe pieniądze (jak na Irlandię oczywiście), w Rovers dobrze pracują z młodzieżą, poczynili umiejętne inwestycje – chyba właśnie Dublińczycy to główny faworyt ligi. Ale szans Dundalk nie przekreślam.

Deszcz, błoto, pot i krew – czyli liga irlandzka.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…