Wywiad: Maciej Tarnogrodzki

Pytanie od kibica Sligo Rovers: czy utrzymanie standardowych zasad awansu i spadków w sezonie skróconym o połowę jest sprawiedliwe?

Każdy patrzy na swój interes i rozumiem, że kibice zespołów z dołu tabeli woleliby, aby spadków w tym sezonie nie było. Dla mnie jednak gra w piłkę musi być o coś, bo gdyby nie było spadków, reszta meczów dla drużyn poza „wielką dwójką” przypominałaby sparingi. W Holandii, Hiszpanii, Portugalii – poza rezultatem również sam styl gry jest niezwykle istotny przy ocenie, ale w Irlandii (zresztą tak w wielu innych krajach) liczy się praktycznie tylko rezultat i rywalizacja. Gdybym ja prowadził drużynę z dołu tabeli, miałbym 3 punkty straty do miejsca dającego utrzymanie i kilkanaście meczów do rozegrania, to bym nie narzekał. Trzeba po prostu trenować, grać i walczyć o punkty w każdym meczu.

Dyskutuje się sporo o połączeniu dwóch irlandzkich lig w All Island League. Co pan o tym sądzi?

Nigdy nie mów nigdy, ale ja osobiście tego nie widzę. Głównie z powodów organizacyjnych. Oni tutaj zawsze ciężko się dogadują, było to widać chociażby w kwestii wznowienia rozgrywek. Zawsze jest dużo improwizacji, a mało profesjonalizmu. Liga Irlandii Północnej jest słabsza niż ta w Republice, więc żeby nie obniżyć poziomu, musieliby wziąć pięć najlepszych klubów z północy (przede wszystkim Linfield oraz kilka innych) i resztę z League of Ireland. Z ostatnich wiadomości, które przeczytałem, to widzę, że są jakieś pozytywne informacje, ale czas pokaże, czy do tego faktycznie dojdzie.

Czemu tak mało Polaków gra w lidze irlandzkiej? Przecież w Irlandii jest bardzo duża Polonia, nawet pod względem marketingowym byłby to dobry ruch, gdyby jakiś klub ściągnął do siebie polskiego zawodnika.

Też właśnie o tym myślałem pod względem marketingowym. Polaków faktycznie mieszka tutaj dużo i tacy piłkarze mogliby ich ściągnąć na stadiony. Generalnie jest kilka rzeczy. Pierwsza sprawa – pieniądze. Do Shamrock Rovers i Dundalk mogliby przyjechać polscy piłkarze, ale musieliby już prezentować w miarę niezły poziom, ale jeśli już taki prezentują, to wolą wybrać inny kierunek lub grac w Polsce, gdzie mogą zarobić lepsze pieniądze i się potencjalnie lepiej rozwinąć. Nie ma po prostu wśród polskich piłkarzy apetytu na ligę irlandzką. Druga sprawa to planowanie swojej ścieżki kariery. Czasem jak się podejmie jedną nietrafioną decyzję, to cała kariera może się źle potoczyć. Polscy piłkarze nie traktują ligi irlandzkiej jako dobrego miejsca do promocji, dużo bardziej wolą np. wyjechać do drugiej ligi belgijskiej czy niemieckiej, gdzie często płacą więcej niż w Irlandii. Niby z ligi irlandzkiej jest się łatwo wybić do angielskiej, ale mało który polski piłkarz postrzega grę tutaj jako krok do przodu w swojej karierze.

Inna sprawa, że wielu młodych Polaków zaczyna się pojawiać w juniorskich drużynach irlandzkich. To dzieci Polaków, którzy wyemigrowali na Zieloną Wyspę po 2004 r. Sam kilku takich trenowałem, widziałem też polskie nazwiska w innych klubach. Ale na razie ciężko wskazać jakiś wielki polski talent, który za kilka lat wybije się w lidze irlandzkiej. Muszę panu powiedzieć jedną rzecz – tutaj jest trochę inna kultura niż w Polsce. Dużo bardziej pasjonują się walką fizyczną, lubią rugby i GAA, piłka nożna też zawsze szła w tę stronę: walka, pot i krew, choć w ostatnich latach trochę się to zmieniło.

Dobrze ilustruje to Roy Keane, który dość często wypowiada się w angielskiej telewizji na temat zniewieścienia dzisiejszej piłki. Widać po nim tęsknotę za typowo fizyczną grą.

Takich „Royów Keanów” miałem wielu w swoich drużynach, mam na myśli zaangażowanie i walkę. Oczywiście Roy Keane był bardzo dobrym piłkarzem, grał futbol prosty, ale bardzo mądry i ja go zawsze niezwykle ceniłem. Chodzi mi o jego podejście, takich właśnie chłopaków poznawałem już na samym początku mojej przygody trenerskiej w Irlandii. Prowadziłem drużyny U15 i U17 w Shelbourne, przychodzili do mnie chłopcy z robotniczych dzielnic północnego Dublina. Oni potrafili przyjść na trening z zapaleniem płuc – nie z przeziębieniem czy katarem, ale z prawdziwym zapaleniem płuc, na które lekarz im przepisał antybiotyki i różne leki. Irlandzki styczeń, pięć stopni na plusie i przenikliwie zimny wiatr, a tutaj chłopak z zapaleniem płuc w samym sweterku przychodzi mi na trening. A jego ojciec stoi z boku i się przygląda. Takie przypadki miałem. Roy Keane to jest właśnie taka szkoła – nie wolno wymiękać, żeby nie wiem co się działo.

Czy irlandzkie kluby stać na to, żeby regularnie występować w fazie grupowej Ligi Europy? Czy dojście tam Shamrock Rovers w sezonie 2011/2012 i Dundalk w sezonie 2016/2017 to były jedynie swego rodzaju „wypadki” przy pracy?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba popatrzeć dokładnie na ligę irlandzką. Wspominałem już, że możliwości finansowe są tutaj dużo mniejsze niż w naszej ekstraklasie, a i tak te dwa razy udało się zagrać w fazie grupowej Ligi Europy. Ile razy polskie kluby w ostatniej dekadzie docierały do fazy grupowej? Niewiele więcej. W tym wspomnianym sezonie 2016/2017 Dundalk było w stanie wyeliminować BATE Borysów, które przecież miało za sobą wielokrotne występy w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Irlandczycy wygrali 3:0 u siebie, to nie było przypadkowe zwycięstwo. To dowodzi, że nawet z tak małymi budżetami można osiągać sukcesy w Europie. Jeśli Dundalk i Shamrock Rovers będą miały odwagę grać piłkę ofensywną i taktyczną, a w dodatku poszczęści im się w losowaniu, to wszystko jest możliwe.

Maciej Tarnogrodzki po meczu w lidze irlandzkiej.

Gdyby jeden z pana podopiecznych w Irlandii dostał ofertę z Polski i chciał pana zapytać o radę – iść czy nie iść do polskiej ligi – co by mu pan poradził?

Tak jak wspomniałem, piłkarze tutaj są przede wszystkim zaprogramowani na Anglię i prawie każdy młody zawodnik marzy o grze w Premier League. Wyjeżdża tam większość zdolnych juniorów, wielu niestety wraca z podkulonym ogonem. Także wielu zawodników, których trenowałem, trafiło do Anglii i z niej wrócili. Oczywiście tam mają dużo łatwiej, choćby ze względu na język – czują się bardziej jak u siebie, mogą porozmawiać z każdym. Ale odpowiadając na pytanie: jak najbardziej polecałbym wyjazd do Polski. U nas liga stoi na wyższym poziomie, nieporównywalne są stadiony, oprawa, transmisje telewizyjne; całe opakowanie polskiej ligi jest dużo lepsze i polecałbym wielu młodym piłkarzom z ligi irlandzkiej, żeby spróbowali, jeśli tylko będzie okazja.

Czego można życzyć trenerowi Maciejowi Tarnogrodzkiemu na drugą połowię roku 2020?

Chcę kontynuować pracę trenerską i dostać pracę w klubie, gdzie są odpowiednie struktury i ma się plan na przyszłość. Bardzo lubię trenować i liczę, że przez wiele lat będę mógł to robić.

ROZMAWIAŁ: BARTOSZ BOLESŁAWSKI