PRL dezerterzy

W komunistycznej Polsce wyjazd za granicę nie był tak prosty, jak ma to miejsce dziś. Paszporty wszystkich obywateli leżały bowiem w szufladach biur urzędników państwowych. By je czasowo otrzymać należało z pokorą i szacunkiem odnosić się do partii i całego systemu politycznego. Piłkarze nie byli traktowani dużo lepiej w kwestii emigracji. Toteż młodym zawodnikom zdarzały się nielegalne ucieczki na Zachód, a najczęstszym kierunkiem dezercji była sąsiednia Republika Federalna Niemiec, ale przewijały się także inne kraje, nie tylko europejskie. Zawsze wiązało się to z ryzykiem, a więc traktować to należy jako akt sporej odwagi. Nie wszystkim również owa decyzja się opłaciła.

Szlak przetarli pod koniec 1957 roku gracze dwóch najznamienitszych śląskich klubów: młody bramkarz Herbert Pohl i dobiegający trzydziestki pomocnik Eryk Nowara. Przypadki te zostały w polskich mediach przemilczane, a służby ochrzciły wymieniony duet „zdrajcami ojczyzny”, choć Nowara po kilkunastomiesięcznej walce uzyskał pozwolenie na grę w TUS Lintfort, o czym dowiedzieć się można było jednak wyłącznie z niemieckiego „Kickera”.

Cwany ojciec z odzysku

Dekadę później z bytomskiej Polonii zdezerterował Jan Banaś, ale nie powodowały nim względy polityczno-finansowe. Historia Banasia dowodzi, że nawet rodzina może wpędzić w tarapaty, które ciągnąć będą się przez lata. Ojciec urodzonego w Berlinie reprezentacyjnego obrońcy był czystej krwi Niemcem, z Polską defensora związało pochodzenie matki. Jeszcze zanim mały Hans-Dieter (bo pod takim imieniem figurował przez całą młodość Jan) przyszedł na świat, tata okazał się bigamistą i rzekomo poniósł śmierć w czasie II wojny światowej. Gdy Banaś stał się szerzej znany i dostał do kadry narodowej, po jednym z meczów, transmitowanych także w Niemczech zgłosił się do niego „martwy” od ponad dwóch dekad ojciec. Nagabywał syna, aż ten w końcu dał się namówić na odłączenie od drużyny w Goeteborgu przy okazji meczu z tamtejszym Norrkoeping w 1967 roku.

Kazimierz Górski, Jacek Gmoch i Jan Banaś podczas tournee reprezentacji Polski po USA. Rok 1973  PRL
Kazimierz Górski, Jacek Gmoch i Jan Banaś podczas tournee reprezentacji Polski po USA. Rok 1973

Uciekinierami zostali również Norbert Pogrzeba i Konrad Bajgier. Azyl znaleźli w miejscowości Hof. Pobyt Hansa-Dietera w Niemczech trwał kilka miesięcy, w których trakcie dały o sobie znać prawdziwe intencje odnalezionego cudownie po latach ojca piłkarza. On właśnie wszedł w buty agenta reprezentanta Polski i dogadywał się z klubami niejako w imieniu Banasia. Kiedy podobno dopiął już (nieznane po dziś dzień) szczegóły, wręczył synowi dokument, nazywany dziś przez samego zainteresowanego „cyrografem”. Szkopuł w tym, że zgodnie z treścią pisma samozwańczemu przedstawicielowi defensora należało się 10% zysków jako „ekwiwalent za wychowanie”. W zestawieniu z prawdą wygląda to nadzwyczaj groteskowo. I tamto wydarzenie otrzeźwiło Jana, który porozumiał się z kolegami oraz prezesem klubu, w którym trenował. We czwórkę wsiedli do auta i pomknęli w kierunku Kolonii, gdzie trio z Bytomia przeszło testy. Mimo pozytywnych odczuć władz FC Koeln przepisy okazały się nie do obejścia i chcący grać w piłkę, a nie poprzestawać na treningach Banaś zmuszony został do powrotu na łono ojczyzny. Dziś przyczyny emigracji komentuje:

Miałem ojca Niemca, który to wszystko wymyślił, przyjechał, zabrał mnie. Obiecywał mi złote góry i tak to się skończyło.

Wisiało nad obrońcą widmo zwyczajowej w takich sytuacjach dwuletniej karencji, której jednak za wstawiennictwem gen. Jerzego Ziętka, „syn marnotrawny Polonii Bytom” uniknął. Najdotkliwszą konsekwencją, która zaważyła na reprezentacyjnym niespełnieniu Banasia, stał się zakaz wyjazdów za zachodnią granicę Polski. Odebrał on atakującemu szansę przyłożenia ręki lub raczej nogi do największych sukcesów Orłów Górskiego: złota olimpijskiego w Monachium i srebrnego krążka przywiezionego z mundialu w RFN. Sam Banaś do dziś żałuje porzucenia ojczyzny, a za główny powód żalu uważa powyższą sankcję. Zdrowie nie pozwala mu na dalszą działalność w świecie futbolu, ale jeszcze nie tak dawno szkolił młodzież w Gwarku Zabrze. O losach 73-latka nakręcono film „Gwiazdy”, który ma w niedługim czasie ma wejść na ekrany kin.

Nie najlepiej wyszli na zatrzaśnięciu za sobą drzwi samochodu odjeżdżającego z bawarskiego miasteczka inni pasażerowie. Bajgier z opuszczoną głową zawitał do Polonii, a Pogrzeba podążył zupełnie odmienną drogą. Zamiast pożegnać się z marzeniami o grze poza granicami ojczyzny, wylądował w amerykańskiej NASL. Szatnię St. Louis Stars dzielił przez rok m.in. z Dragoslavem Sekularacem – znanym reprezentantem Jugosławii. Nim zawiesił buty na kołku, grał jeszcze przez 4 lata w Europie, a konkretnie holenderskim NAC Breda. Co ciekawe oficjalna wersja losów napastnika z Bytomia sugerowała, że miał on zachorować, co poskutkowało utratą pracy. Celem rozpowszechniania owej kłamliwej wiadomości zapewne była przestroga dla prawdopodobnych następców bytomskiej trójki.

Pierwszy Polak z pucharem

Ostrzeżenie nie przyniosło skutku i z PRL-u zwiewali kolejni: Waldemar Słomiany (ledwie tydzień po Banasiu),Helmut Dudek, Henryk Broja. Pierwszego z wymienionych pod koniec lat 60. śledziła bezpieka korzystając z informacji TW „Freda”, który oskarżył dawnego defensora Górnika Zabrze o pośrednictwo w wysyłce paczek do Polski. Kontroli poddano więc osobistą korespondencję gracza Schalke, która dowodziła o godnych apanażach Słomianego.

Wartą odświeżenia postacią jest Helmut Dudek. Zapomniany, acz wcale nie słaby piłkarz niegdyś grający w Szombierkach Bytom. Jako 19-latek udał się z wycieczką do Jugosławii. Odnalazł się dopiero po dwóch latach, gdy dołączył do bardzo silnej w owym czasie Borussii Moenchengladbach. W jej barwach rozegrał niewiele meczów, ale w sezonie 1978/79 zapisał na swoim koncie jako pierwszy Polak europejskie trofeum – Puchar UEFA. Nie dane mu było wystąpić w finale, ale w trakcie wcześniejszych faz czterokrotnie wchodził na boisko (w tym 3 mecze w pełnym wymiarze, raz zmienił kolegę w drugiej połowie).

Stan Stamenkovic (czwarty z lewej) i Helmut Dudek (piąty z lewej) podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych.
Stan Stamenkovic (czwarty z lewej) i Helmut Dudek (piąty z lewej) podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych.

Na początku lat 80. w pył rozpadł się skład zabrzańskiego Górnika przetrzebionego kolejną falą ucieczek. W krótkim czasie po lepsze życie wyemigrowało sześciu ważnych członków ekipy: Niemcy jako miejsce dalszego życia wybrali broniący bramki Waldemar Cimander, Zbigniew Rolnik oraz Joachim Hutka. Ostatni z wymienionych przejawiał wielki talent, więc jego strata szczególnie mocno zabolała klub z Zabrza. Francję z marnym efektem podbić chcieli Ireneusz Lazurowicz wraz z Bernardem Jarziną, a w Szwajcarii zakotwiczył doświadczony piłkarz drugiej linii Emil Szymura.

 

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strona: 1 2

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl