Rzeźnik z Bilbao

Historia zna wielu piłkarskich brutali, zawodników tracących rozum w mgnieniu oka, gdy tylko wejdą na boisko. Dziś za takich uważani są Joey Barton, David Navarro, czy – swego czasu – Pepe. Niemniej, spora część zawodników, choć gra twardo, to dostaje łatkę bestii wskutek jednego, bardzo groźnego, faulu, zapadającego w pamięć kibicom. W takich przypadkach pojedynczy incydent potrafi ciągnąć się za piłkarzem nawet po zakończeniu przez niego kariery. Idealnym przykładem jest tu Andoni Goikoetxea, były obrońca baskijskiego Athleticu i reprezentacji Hiszpanii.

Andoni Goikoetxea Olaskoaga, bo tak brzmi pełne imię i nazwisko baskijskiego defensora, urodził się 23 maja 1956 roku w Alonsotegi, pod Bilbao, z którym w głównej mierze związał swą zawodniczą karierę. Ze względu na potężną sylwetkę i wzrost przylgnął do niego przydomek „Gigant z Alonsotegi”. Pierwsze szlify w futbolu zbierał jako junior w maleńkim klubie z gminy, w której przyszedł na świat. Marzenie Goikoetxei o dołączeniu do Athleticu, sztandarowego zespołu w Kraju Basków, mającego też uznaną markę w skali całego kraju spełniło się, gdy Andoni miał 17 lat. Przed sezonem 1973/74 włączono go do młodzieżowych drużyn Lwów. Rok później przeszedł do rezerw, w których pokazał się z wystarczająco dobrej strony, by w końcu trafić do Primera Division. Na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii zadebiutował 7 września 1975 roku przeciwko Salamance, wcześniej miał na koncie dwa mecze w pucharze kraju. Niestety, nie mógł tego meczu zaliczyć do udanych, gdyż Baskowie na wyjeździe doznali porażki 2:1.

W premierowym roku nie odgrywał wielkiej roli w drużynie. W lidze wystąpił 27 razy, w Pucharze Generała (w czasie reżimu Francisco Franco tak nazywano dzisiejszy Puchar Króla) tylko raz. Z rywalizacji pucharowej Athletic odpadł zadziwiająco szybko, bo już w drugiej rundzie błaźniąc się z prowincjonalnym CD Pegaso, które rozgromiło Lwy aż 5:1.

Los w najbliższej przyszłości nadal nie był okazał się zbyt łaskawy dla Goiko, ponieważ z różnych powodów pomiędzy rokiem 1976 a 1979 miał okazję wybiec na murawę w trykocie w biało-czerwone pionowe pasy tylko 26 razy.

Później było już znacznie lepiej. Przez kolejne 8 lat tworzył silny kręgosłup Athleticu wraz z Andonim Zubizarretą, Danim Ruizem czy Jose Ramonem Gallego. Baskowie nawiązali równorzędną walkę z Realem Madryt i FC Barceloną. Patrząc na to wszystko w szerszej perspektywie, lata 80. upływały pod znakiem zachwiania tej, pozornie, twardej jak skała, hierarchii. W pierwszej połowie dekady aż cztery z pięciu tytułów ligowych zgarnęły ekipy z Baskonii po dwa razy z rzędu mistrzostwo zdobywały Real Sociedad (1980-82) i właśnie Athletic (1982-84), który okrasił obronę prymatu w kraju triumfem w Copa del Rey, w związku z czym automatycznie przyznano Lwom też Superpuchar Hiszpanii. Tylko w sezonie 1984/85 triumfowała Duma Katalonii.

Grą w Bilbao zasłużył na powołanie do reprezentacji. W kadrze La Roja zadebiutował 16 lutego 1983 spotkaniem z Holandią. Hiszpania wygrała tamten mecz 1:0. Łącznie Andoni Goikoetxea reprezentował swój kraj 39-krotnie. Czterokrotnie zdołał w tym okresie trafić do bramki rywali. Nieoficjalnie zagrał oprócz tego 2 mecze dla Kraju Basków, drużyny niezrzeszonej w FIFA.

GOikoetxea

Po zawieszeniu butów na kołku postanowił odpocząć kilka lat nim zajął się trenerką. Jako, że historia kołem się toczy, to 21 lat debiucie piłkarskim z 1975 roku, przyjął posadę trenera Salamanki, zespołu, przeciwko któremu zagrał swój pierwszy mecz w lidze. Szkolił też futbolistów Composteli, Numancii , ponownie Salamanki i Numancii, Herculesa Alicante i Ceuty. Nigdzie w trenerskiej karierze klubowej nie zagrzał posady na dłużej niż sezon, za wyjątkiem pierwszej pracy i powrotu do Numancii. W końcówce lutego 2013 r., po prawie 2 latach bez pracy, odkurzyli go Afrykanie, otrzymał bowiem szansę prowadzenia kadry Gwinei Równikowej i tym zajmuje się do dziś.

Wydaje się jednak, że wszystkie osiągnięcia i sukcesy pozostają w cieniu wobec najgłośniejszego epizodu z kariery Goiko – faulu na Boskim Diego.

Wieczór 24 września 1983 roku. Mecz ligowy na Camp Nou pomiędzy FC Barceloną a Athletikiem Bilbao. Kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy, w kierunku bramki gości drybluje Maradona… Nagle, ku niemu biegnie Goikoetxea, już wówczas znany z twardego stylu gry. Wtedy stało się to, czego nikt nie mógł się spodziewać. Brutalny, bandycki wręcz atak Baska na lewą kostkę napastnika gospodarzy. Skończyło się najgorzej jak mogło: więzadła w opłakanym stanie, naderwany Achilles i noga złamana z przemieszczeniami.

Jedna sekunda, a Argentyńczyk mógł przypłacić ją końcem kariery, zanim jeszcze osiągnął wszystko to, co dziś zapewnia mu sakralny wręcz status w ojczyźnie. Nie byłoby mistrzostwa świata, ręki Boga i przedrylowania całej angielskiej defensywy podczas tego samego meczu. Napoli nie przeżyłoby swych lat chwały z triem Ma-Gi-Ca, którego członkami obok „Pelusy” zostali Bruno Giordano i Careca. Legenda Diego pozostałaby w sferze niespełnionych nadziei.

Sanchez-Victor-Schuster-Carras_54389924939_54115221152_960_640

Ostatecznie Maradona powrócił na boisko nadspodziewanie szybko, bo już w pierwszych dniach roku 1984. Potworny uraz nie zostawił wyraźniejszego piętna w psychice ówczesnego gracza Dumy Katalonii. Zadziwiać może również to, że na boisku sprawca faulu, Goikoetxea, obejrzał wyłącznie żółty kartonik. Poturbowanie przyszłego idola całego świata nie uszło jednak Andoniemu na sucho. Komisja dyscyplinarna uznała faul za przekraczający wszelkie standardy, dyskwalifikując baskijskiego defensora na 18 meczów.

Można powiedzieć, że Goiko miał wyjątkowego pecha, ponieważ sfaulował jednego z najlepszych piłkarzy w historii futbolu: Diego Maradonę. Od tego czasu ciąży na Andonim piętno „Rzeźnika z Bilbao”. O faul na Boskim Diego pytany jest w praktycznie każdym wywiadzie. Dlatego właśnie trzeba zauważyć, że Bask osiągnął w swojej karierze niemało, na pewno więcej niż przeciętny futbolista. Poprzez swoje sukcesy stał się legendą Los Leones. Starsi kibice największego klubu Kraju Basków bez dwóch zdań pamiętają Andoniego nie tylko, a nawet pewnie nie przede wszystkim z uwagi na starcie z Maradoną.

Trzy lata po skoszeniu na krajowym podwórku wszystkiego, co się dało twardo grający obrońca opuścił Kraj Basków, przechodząc do Atletico Madryt. Niemniej nie wyszło to krewkiemu defensorowi na dobre, gdyż w barwach Los Colchoneros nie udało mu się powiększyć swej kolekcji trofeów.

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl