“Arabski klejnot” i wysokie loty “Zielonych Jastrzębi”

R eprezentacja Arabii Saudyjskiej. Osoby wychowane, tak jak ja, na piłce nożnej przełomu wieków, zapewne utożsamiają ekipę „Zielonych Jastrzębi” z tą egzotyczną drużyną, która notorycznie pojawia się na Mundialach, by odebrać srogą lekcję futbolu od drużyn z Europy. 0-8 z Niemcami w 2002 roku, 0-5 z Rosją na ostatnim czempionacie. Te wyniki mocno zapadły w pamięć kibiców. W naszych głowach pozostał głównie obrazek długowiecznego Mohammeda Al-Deayea wyciągającego po raz kolejny piłkę „z sieci”. Saudyjczycy mieli jednak w swoich szeregach piłkarza, który w ojczyźnie otoczony jest czcią godną największych gwiazd piłki nożnej. Na Mundial pojechał raz i chociaż nie strzelił na nim gola, to „Zielone Jastrzębie” w 1994 roku po raz jedyny w swojej historii wyszły z grupy. Posłuchajcie historii Majeda Abdullaha.

Social media ninja

Umówmy się. Jeśli ktoś tworzy swoje twitterowe konto i w przeciągu zaledwie dwóch godzin, zyskuje ponad 200 tysięcy followersów, to znaczy, że musi być niekwestionowaną gwiazdą. Szczególnie gdy nie mówimy o popowej gwiazdce, ani żadnym jutuberze wrzucającym do sieci filmiki, na których zjada papryczki chilli. Mowa o 56-letnim, statecznym mężczyźnie. Tak właśnie zaczął swoją przygodę z „ćwierkającą” platformą Majed Abdullah. Sęk w tym, że ten starszy facet to najlepszy strzelec w historii reprezentacji Arabii Saudyjskiej. Najskuteczniejszy snajper w historii tamtejszej ligi. Były piłkarz, który trzy razy z rzędu był wybierany graczem roku w Azji. Całą swoją piłkarską karierę spędził w klubie Al-Nassr, dla którego strzelił ponad trzysta goli. Mimo to wielu europejskich kibiców słysząc jego imię i nazwisko podrapałoby się tylko po głowie i z pełnym zdumienia głosem zapytało: ‘Kto?’.

Spieszę z odpowiedzią. Chłopak urodzony w 1958 roku w Dżuddzie. Drugim największym mieście Arabii Saudyjskiej. Jednak w tym portowym mieście Majed mieszkał tylko do czwartego roku życia. Następnie wraz z rodziną udali się do stolicy kraju Rijadu. Powodem przeprowadzki było przyjęcie przez jego ojca oferty bycia trenerem wspomnianego wcześniej zespołu Al-Nassr. Wówczas nikt nie sądził jeszcze, że czterolatek w przyszłości również zwiąże swój los z tym nie dawno powstałym klubem. Tymczasem ekipa, u której steru stanął ojciec Majeda, snuła wielkie plany. Plany o zwycięstwie, jak zresztą tłumaczy się na język polski nazwę Al-Nassr. Szczególnie że patronat nad nim objął książę Abdulrahman Al-Saud, jeden z 45 synów ówczesnego króla Arabii Saudyjskiej (który miał też ponad 50 córek). Taki klubowy „ojciec chrzestny” gwarantował, że drużyna w krótkim czasie stanie się jedną z potęg saudyjskiej piłki nożnej.

W barwach Zielonych Jastrzębi. Źródło: vannizagnoli.it

Napastnik z przypadku

Panu Ahmiedowi Abdullahowi udało się wprowadzić Rycerzy Nadżdy do najwyższej klasy rozgrywkowej. Po trzech latach zakończył on jednak swoją przygodę w roli trenera stołecznego zespołu.  Mały Majed, co naturalne mając takiego ojca, również zaczął uprawiać futbol. Już jako dziecko uwielbiał kopać prowizoryczną piłkę z powiązanych szmat, co wydaje się być cechą charakterystyczną dla wielkich gwiazd, które wychowywały się w ubogich dzielnicach. Początkowo reprezentował barwy Al-Ittifaq, gdzie występował na pozycji bramkarza. Jak często w takich przypadkach bywa, o zmianie roli na boisku zadecydowało zrządzenie losu. Pewnego dnia na treningu zabrakło kolegi z zespołu, który grał w formacjach ofensywnych. Powstałą lukę miał zapełnić Majed. Młodzian wypadł w wewnętrznej gierce tak dobrze, że trener na stałe postanowił przesunąć go do ataku. Gra „na szpicy” wydawała się być przeznaczeniem Abdullaha. Zdobywanie kolejnych goli przychodziło mu z łatwością i wieści o utalentowanym napastniku szybko rozeszły się po stolicy. Pewnego dnia na treningu Al-Ittifaq zagościł Ljubisa Brocic. Jugosłowiański trener Rycerzy Nadżdy. Mamiony propozycją gry w zespole, który niegdyś był prowadzony przez jego ojca, Abdullah przystał na propozycję zmiany barw klubowych. Od tego momentu miał on zakładać żółtą koszulkę Al-Nassr, symbolizującą piaski pustyni, okalające saudyjski naród.

„Pele pustynii”

Majed zadebiutował w seniorskim zespole w wieku 17 lat. Mało który kibic na trybunach stadionu w Rijadzie spodziewał się wówczas, że ma sposobność oglądać narodziny klubowej legendy, która będzie bronić honoru Rycerzy Nadżdy przez ponad dwie kolejne dekady. Gdyby jednak przenieść się w przyszłość o zaledwie cztery lata, ci sami kibice, słysząc tę samą informację, nie popukaliby się już wymownie w czoło. W 1981 roku, czyli w wieku zaledwie 21 lat Majed Abdullah był trzykrotnym królem strzelców ligi saudyjskiej. W przyszłości dorzuci do tego dorobku następne trzy takie wyróżnienia. Zacznie również śrubować swój rekord strzelecki w narodowej kadrze, aplikując m.in. po pięć goli Irakijczykom oraz Indonezji

Jako reprezentacyjny lider doprowadził Saudyjczyków do awansu na Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles, spędzając cały sezon 1983/84 na zgrupowaniu kadry. Na boiskach w Stanach Zjednoczonych Zielone Jastrzębie odegrały  już jednak marginalną rolę, będąc dostarczycielem punktów dla silniejszych ekip z Maroka, Brazylii i RFN. Arabski klejnot jak zaczęto wkrótce nazywać Majeda, strzelił na pocieszenie honorową bramkę w meczu z Canarihnos. W tamtym roku  imprezą docelową Saudyjczyków był jednak Puchar Azji, na który drużyna z Półwyspu Arabskiego zakwalifikowała się po raz pierwszy w swojej historii. Zapewne mało kto spodziewał się, że ekipa debiutantów pod wodzą wysokiego napastnika w ciemnych lokach, opadających mu na ramiona włączy się do wyścigu o końcowy triumf. Tak się jednak stało. Arabowie dotarli do finału, w którym pokonali 2-0 Chińczyków. Gola pieczętującego zaskakujące zwycięstwo, zdobył Abdullah. 

I w piaskowej koszulce Al Nassr. Źródło: stepfeed.com

Piekielne przyspieszenie, umiejętność zastawiania piłki i perfekcyjne panowanie nad futbolówką to pakiet cech, które wyróżniały Arabski klejnot. Kilka lat później w reprezentacji Nigerii pojawił się inny napastnik, bardzo przypominający stylem gry Abdullaha. Nwankwo Kanu trafił później do Arsenalu i czarował swoją grą kibiców Premier League. Majed nigdy nie zweryfikował swoich umiejętności, grając w Europie. Na zawsze pozostał jedną z tych ciekawostek, które czarowały swoją grą w egzotycznych ligach. Na tle azjatyckich rywali wyglądał jak piłkarski półbóg. Z tego powodu otrzymał nowy przydomek, który widnieje w podtytule. Pele był dziecięcym idolem Saudyjczyka. Sam Majed sceptycznie odnosił się do pseudonimu Desert Pele.

„Mój ulubiony przydomek, to Majed Abdullah. Tamten pseudonim nadał mi dziennikarz. Uważam za niesprawiedliwe porównywanie mnie z nim.”

Siatki w bramce rywali dziurawił jednak niczym snajper wyborowy tarcze strzelnicze. W kadrze ustrzelił łącznie jedenaście hat-tricków. W całej karierze uzbierał ich 28. Trzeba jednak pamiętać, że piłka nożna w Azji nie stała wówczas na zbyt wysokim poziomie. Był on na pewno niższy niż obecnie, a nawet teraz drużyny z tego kontynentu zazwyczaj odgrywają drugoplanowe role w czasie Mistrzostw Świata.

Klejnot traci blask

Tezę mówiącą o tym, że Majed Abdullah poradziłby sobie w europejskiej piłce, można by bronić na podstawie tego, jak piłkarz spisywał się w meczach międzypaństwowych z silniejszymi reprezentacjami. Szczególnie owocny był dla niego rok 1988. Wówczas przygotowujące się do obrony tytułu najlepszej drużyny narodowej Azji „Zielone Jastrzębie” mierzyły się, chociażby z takimi ekipami jak: Szkocja, Anglia, Argentyna i Brazylia. Golkiper każdego z tych zespołów skapitulował po strzałach Pelego pustyni. Ze swoją gwiazdą, będącą w takim gazie, Saudyjczycy pojechali na turniej do Kataru pełni optymizmu i wiary w ponowne sięgnięcie po trofeum. Było jeszcze trudniej niż cztery lata wcześniej w Singapurze, ale najpierw Majed zdobył decydującego gola w starciu półfinałowym z Iranem. W finale doszło do potyczki z Koreą Południową. O tytule zadecydował konkurs rzutów karnych. Abdullah okazał się być pewnym egzekutorem, podobnie jak jego pozostali koledzy. Mistrzostwo zostało obronione. Tym samym Arabia Saudyjska udowodniła, że była wówczas kontynentalną potęgą.  To poczucie scementowała w 1992 i 1996 roku. Cztery finały z rzędu i trzy razy końcowa victoria. Zawsze z Abdullahem w składzie.

Niestety w latach 90. Majed coraz częściej łapał kontuzje, przez co jego kariera zaczynała powoli pikować. Pomógł jednak swojej kadrze w jeszcze jednym, ważnym wydarzeniu. Pierwszym awansie Zielonych Jastrzębi na turniej World Cup. W eliminacyjnym meczu z Kuwejtem po raz ostatni wpisał się na listę strzelców. Licznik zatrzymał się na liczbie 71 goli. Arabia Saudyjska przybyła do USA jako pierwsza z przyjezdnych reprezentacji. Na miesiąc przed początkiem turnieju.

Nie jesteśmy tu tylko po to, żeby wziąć udział. Jesteśmy tu, by zaprezentować dobre imię Arabii Saudyjskiej.”

Majed Abdullah w wywiadzie dla Washington Post

W zasadzie na światowym czempionacie 34-letni już Pele pustyni piastował bardziej funkcję mentora dla młodszych kolegów z zespołu. Ci zaś odnieśli w rozgrywkach grupowych zwycięstwa nad Marokiem i Belgią. Szczególnie triumf nad mocnym zespołem z Europy, uwieńczony pamiętnym golem Saeeda Al Owairana, przeszedł do historii saudyjskiej piłki jako jedna z najważniejszych wygranych w dziejach tamtejszej kadry. Chociaż w fazie play-off Zielone Jastrzębie musiały już uznać wyższość Szwedów, to amerykański mundial wspominany jest na Półwyspie Arabskim z olbrzymim sentymentem.

Bramka Al Owairana z meczu z Belgią

Bajkowe upamiętnienie

Majed Abdullah ostatecznie zawiesił buty na kołku w wieku 40 lat. To w czasie jego kariery saudyjski futbol przeżywał swój renesans formy. To on poprowadził swoich rodaków do pierwszych awansów na wielkie turnieje i stworzył z Zielonych Jastrzębi hegemona azjatyckiej piłki. Służył za wzór wierności, będąc związanym z ukochanym Al-Nassr jako piłkarz przez ponad 20 sezonów i doprowadzając ich do czterech tytułów mistrza kraju. Za jego sprawą futbol stał się sportem narodowym, spychając z piedestału takie dyscypliny jak sokolnictwo czy wyścigi wielbłądów. Gdy w 2008 roku postanowiono oficjalnie pożegnać saudyjską legendę, do Rijadu przyjechał Real Madryt. Al-Nassr zwyciężyło Królewskich 4-1. Bramkę pocieszenia dla madrytczyków zdobył Arjen Robben.

Raul przekazuje Abdullahowi trykot Realu. Źródło: football-tribe.com

Sam Desert Pele nie chciał wyjechać na „Stary kontynent”, więc Europa przyjechała do niego. Czy jednak można mu się dziwić? W ojczyźnie miał wszystko. Członkowie rodziny królewskiej obsypywali go złotem i wszelkimi dobrami materialnymi, tłum go ubóstwiał. Po co więc mu było ryzyko odbicia się od jakiegoś średniaka Serie A czy Premiera Division jak w przypadku innych egzotycznych gwiazd pokroju Kazu Miury?

Majed Abdullah otrzymał jeszcze jedno, bardzo ważne wyróżnienie. Gdy saudyjska telewizja pokazywała serial Kapitan Tsubasa, główny bohater anime nie nosił tytułowego imienia. Na Półwyspie Arabskim nadano mu imię Majed. Czy można sobie wyobrazić piękniejszą laurkę? Olać wszystkie Złote Piłki. To jest prawdziwe ukoronowanie kariery!

RAFAŁ GAŁĄZKA

Źródła
  • Majed Abdullah: Arabski klejnot. Artykuł ze strony worldsoccer.com
  • Pustynny Pele już z fanami. Artykuł ze strony washingtonpost.com
O Rafał Gałązka 32 artykuły
Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcin. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.