„Barca. Złota dekada” – recenzja

Czas czytania: 6 m.

Jako ostatnią w kolejności recenzuję pierwszą część „hiszpańskiego pięcioksięgu” Leszka Orłowskiego. „Barca. Złota dekada. Fenomen najlepszej drużyny świata” ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN w 2016 r.

Od tej książki wszystko się zaczęło. O autorze już pisałem przy okazji czterech poprzednich recenzji. Przypomnę tylko, że Leszek Orłowski od 1997 r. pisze dla „Piłki Nożnej”, a od 2003 r. komentuje w Canal+ Sport. Specjalizacja – liga hiszpańska. Miał to szczęście, że w swojej pracy zawodowej trafił na być może najwspanialszy okres w dziejach FC Barcelona, a do jej wielkiego poziomu równał odwieczny rywal Real Madryt. A w końcu nawet ten poziom przebił.

Nie dziwię się w ogóle, że Leszek Orłowski uznał tę historię za wartą opisania przez polskiego autora. Książek o tej tematyce ukazało się u nas już sporo (także przed 2016 rokiem), więc zadanie nie było łatwe. Jak opisać coś opisywanego już na tysiąc sposobów przez dziennikarzy z całego świata?

Barca. Złota dekada” to zapis fascynujących sukcesów i pięknej gry „Dumy Katalonii” w latach 2005-2015. Początkiem był oczywiście sezon 2005/2006, zakończony długo wyczekiwanym triumfem w Lidze Mistrzów. Opisywany okres kończy się na kolejnym zwycięstwie w tych rozgrywkach w 2015 r. Była to już zupełnie inna drużyna, a triumfy te zostały przedzielone jeszcze dwoma w 2009 r. i 2011 r. I wieloma innymi sukcesami.

Zaczyna się od zwrócenia, co cesarskie, Frankowi Rijkaardowi. Wszelkie jego dokonania przyćmił potem Pep Guardiola, a i w pamięci kibiców tkwiła mocno kiepska końcówka pobytu Holendra na Camp Nou, ale wykonał on świetną pracę w Barcelonie. Leszek Orłowski udowadnia, że triumf w 2006 r. to nie był tylko efekt geniuszu Ronaldinho i Leo Messiego (który jeszcze wtedy odgrywał w zespole dość marginalną rolę), ale też mądrych decyzji taktycznych trenera. Kiedy Guardiola w 2008 r. przejmował stery Barcelony, musiał wyrzucić kilka przysłowiowych „zgniłych jabłek”, ale nie była to na pewno orka na ugorze.

Leszek Orłowski bardzo ciekawie opisał zaniechania „późnego” Rijkaarda i sposób leczenia zaordynowany przez Guardiolę. A potem brniemy dalej w niezwykle ciekawą narrację o kolejnych niesamowitych osiągnięciach. Jest dużo o taktyce i „czystym futbolu”, ale jest też wiele smaczków wokół piłki. Autor często „wierci” głębiej i np. w przypadku niepowodzenia Ibrahimovica w stolicy Katalonii nie tłumaczy tego wyświechtanym, że „nie pasował do koncepcji Guardioli”. Gdyby nie pasował, to zapewne Guardiola by go nie kupił. Sprawy miały trochę inne podłoże:

Dlaczego zatem Pep podjął taką decyzję, skoro Barca z oboma gwiazdorami w składzie spisywała się wprost znakomicie i nie przegrała, po raz pierwszy w swej historii, żadnego meczu w całej pierwszej rundzie Primera Division? Trudno uwierzyć, by nie rozpoznał dokładnie zagadnienia taktycznego umieszczenia Szweda w zespole przed jego transferem. Otóż nie ma innego wytłumaczenia, jak takie, że uczynił to pod wpływem szantażu ze strony Messiego.

Jeśli bowiem Zlatan darzył Leo podziwem i sympatią, to uczucia te nie były odwzajemniane. Balague opisuje incydent z meczu z Mallorcą, w dziesiątej kolejce, kiedy to Ibra wywalczył karnego i chciał go strzelić, bo jeszcze nie miał gola, ale Messi, nie oglądając się na niego, wziął piłkę i wykonał jedenastkę, co Szweda rozjuszyło. W dniu El Clasico, będącego szczytowym momentem powodzenia Zlatana w Barcelonie i zarazem początkiem jego upadku, szwedzka telewizja doniosła, że Messi i Ibra w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Wtedy nikt temu nie dawał wiary, tymczasem była to szczera prawda. (s. 136-137)

Jak widzimy, nie jest to więc pean na cześć Guardioli i jego pupila Messiego, ale rzetelna opowieść o blaskach i cieniach tamtej drużyny. Podobnie w bardzo ciekawy i merytoryczny sposób autor wyjaśnia brak sukcesów w Barcelonie zawodnika, który wydawał się być stworzony do gry z Xavim, Iniestą i Messim:

Fabregas grał w Barcelonie przez trzy sezony, lecz nigdy nie wyszedł poza status ekskluzywnego rezerwowego. Co prawda bardzo często grał w składzie wyjściowym, ale kiedy wszyscy byli zdrowi i trzeba było ustalić jedenastkę na ważny mecz w sztandarowej taktyce 1+4+3+3, zawsze wybiegali w nim jako ofensywni pomocnicy Xavi i Andres Iniesta, zaś Cesc albo siadał na ławce, albo był ustawiany w ataku. Tragizm jego położenia polegał na tym, że będąc trzecim najlepszym playmakerem na świecie, grał w tym samym zespole, co dwaj wybitniejsi od niego. Zrozumiałe, że taka sytuacja wpędzała go w głęboką frustrację. Starał się ją w sobie tłumić, trenerzy i koledzy przekonywali go, że jest ważnym członkiem drużyny, jednak fakt pozostawał faktem. Wybitny piłkarz musi grać w podstawowej jedenastce w kluczowych spotkaniach, inaczej zawsze będzie nieszczęśliwy i nie ma na to żadnego lekarstwa. Zdołowany, przygnębiony, a przy tym przez wszystkich prawdziwie ceniony i lubiany (inaczej niż w swoich czasach Eto’o czy Ibrahimović) kolega kwasi atmosferę w szatni, bo nigdy nie cieszy się sukcesami tak samo jak inni. (s. 190-191)

Zarówno w przypadku Ibry, jak i Fabregasa, można by pewnie po latach powiedzieć: Trzeba było nie odchodzić z Interu/Arsenalu… Ale to oczywiście tylko wybrane przykłady. Leszek Orłowski świetnie łączy opowieść o poszczególnych piłkarzach z opowieścią o całej drużynie. Jestem też pod wrażeniem analiz taktycznych w jego wykonaniu. Widać, że obejrzał setki meczów Barcelony i dobrze wczuwał się w tok myślenia Pepa Guardioli. Bardzo trafnie wskazywał też momenty, w których wielki Katalończyk „przekombinował” – jak to miał potem jeszcze nie raz w zwyczaju podczas pracy w Monachium czy Manchesterze.

Pomijając bardzo wysoką wartość merytoryczną, książkę „Barca. Złota dekada” czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Leszek Orłowski proporcjonalnie rozkłada tematy taktyczne, obyczajowe, psychologiczne, kibicowskie, transferowe itp. Nie sięgnąłem po tę książkę zaraz po jej wydaniu, bo wtedy miałem lekki przesyt „wielką Barceloną” (podobnie zresztą miałem w przypadku książki tego autora o Realu Madryt). Tym ciekawiej powrócić do niej po ponad pięciu latach, w momencie, kiedy Barcelona jest bardzo daleko od niedawnej świetności.

Czy zatem „Barca. Złota dekada. Fenomen najlepszej drużyny świata” to książka idealna? Jest bardzo dobra i godna polecenia, choć zawsze można się do czegoś przyczepić. Może trochę za mało było wątków politycznych odnośnie dążeń niepodległościowych Katalonii. Temat dogłębnie opisuje choćby prof. Filip Kubiaczyk w swoich dwóch książkach („Historia, nacjonalizm i tożsamość. Rzecz o piłce nożnej w Hiszpanii” oraz „Historia, manipulacja i trauma. Przypadek Katalonii”), ale nie da się ukryć, że wielkie sukcesy Barcelony w złotej erze próbowali także wykorzystać politycznie przywódcy Katalonii. Także kilku piłkarzy „Dumy Katalonii” na czele z Pepem Guardiolą nie unikało kwestii uniezależnienia się od Hiszpanii.

Drugi zarzut wynika z mojego późnego sięgnięcia po tę publikację i jest jednocześnie prośbą skierowaną do Leszka Orłowskiego. Z informacji uzyskanych na Twitterze wiem, że pracuje on nad kolejną książką. Nie wiem, czy będzie to konkretnie o Barcelonie, ale zdecydowanie trzeba dopisać kilka rozdziałów do „Złotej Dekady”. W 2016 r. Leszek Orłowski narzekał, że jest za mały dystans do odpowiedniego opisania sezonu 2016/2016, ale jednocześnie wierzył, że kiedyś będzie mógł przypomnieć „złote piętnastolecie”.

Niestety: dziś nie da się jeszcze opisać sezonu 2015/16 w taki sposób, w jaki zostało to uczynione w odniesieniu do dziesięciu wcześniejszych, tworzących złotą dekadę. Trzeba poczekać, aż ktoś puści farbę, coś kiedyś powie, zdradzi, wyjaśni, choćby półsłówkami, jak zrobił to na przykład Tata Martino w odniesieniu do tajemniczych rozgrywek 2013/14 w rok po odejściu z klubu. Może tym razem będzie to jakiś fizjolog albo lekarz? Porównania z samolotem przelatującym przez strefę turbulencji, śpiewakiem tracącym głos, przerwami w dostawie prądu, nagłymi utratami przytomności można mnożyć bez końca. Niczego jednak one nie wyjaśniają, stanowią tylko retoryczne figury przykrywające niewiedzę. Bo coś musiało się przecież stać, zarówno jesienią, jak i wiosną, zespół musiała trawić jakaś choroba. I dwukrotnie musiało mu zostać podane dobre lekarstwo. Futbol ma bowiem to do siebie, że choć czasami o czymś decyduje strzał w światło bramki albo w słupek, to jednak nic naprawdę ważnego nie dzieje się bez głębszej przyczyny. Tylko że tym razem drzwi szatni pozostawały szczelnie zamknięte, nie wydobywało się spoza nich nic, co mogłoby zaburzyć wrażenie, że zawodnicy i trener stanowią grupę przyjaciół, między którymi nie dochodzi do żadnych konfliktów. Luis Enrique i jego ludzie zmówili się, by przekonać wszystkich, że w drużynie przez cały sezon nie wydarzyło się nic ciekawego albo złego, że Barca wygrała, co wygrała, a przegrała, co przegrała, bo taki jest sport, bo raz sama była lepsza, a raz lepszy okazał się rywal.

Nie, nie zamierzam tak tego zostawić na zawsze. Jeśli Barca nadal będzie, po zakończeniu swojej wspaniałej dekady, wygrywała – a przecież już wygrywa – to za kilka lat historia złotego piętnastolecia (na przykład) sama poprosi się o dopisanie czy też napisanie o początku, jeśli wyjdą na jaw nowe, istotne fakty dotyczącej świeżej jeszcze przeszłości.

(…)

Dlatego zakończę niniejsze opracowanie trzema najpiękniejszymi literkami na świecie: CDN! (s. 322-323)

Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi o wiedzę, że o „złotym piętnastoleciu” nie ma mowy, a począwszy od 2015 r. Barcelona znajdowała się na równi pochyłej. Z wielkiego tercetu Messi-Neymar-Suarez najpierw w 2017 r. odszedł Brazylijczyk, w 2020 r. Urugwajczyk, a epokę domknęło sensacyjne odejście Messiego latem 2021 r. Mamy więc do opisania niemal dwie dekady Barcelony, naznaczone przez jej największą gwiazdę w całej historii – Leo Messiego.

Dlaczego wielki Argentyńczyk nie został graczem jednego klubu i kto zmarnował wielkie dzieło Franka Riijkarda, Pepa Guardioli oraz Luisa Enrique? Mam wielką nadzieję, że odpowiedzi na te pytania znajdę w kolejne książce Leszka Orłowskiego – nieważne, czy to będzie drugie i poszerzone wydanie „Złotej Dekady” czy też coś zupełnie nowego.

NASZA OCENA: 8/10

Barca. Złota dekada. Fenomen najlepszej drużyny świata” to pierwsza książka Leszka Orłowskiego, ale już w niej mogliśmy ujrzeć w pełnej krasie fachowość i pisarski polot autora. Potem potwierdzał to w kolejnych czterech publikacjach, a doceniali to nie tylko miłośnicy hiszpańskiego futbolu. Polecam gorąco, bo jest to świetna dokumentacja losów jednej z najpiękniej grających drużyn w historii.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Barca. Złota dekada oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.
Bartosz Bolesławski
Bartosz Bolesławski
Psychofan i zaoczny bramkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Kultowe zdjęcia w historii piłki nożnej

Zdjęcie może zaciekawić równie mocno, co film. Zapraszamy do zestawienia kultowych piłkarskich fotografii.

Statystyki polskich piłkarzy w 2 i 3 lidze niemieckiej.

W tym artykule przedstawiamy zestawienie polskich piłkarzy, którzy kiedykolwiek występowali w 2 bądź 3 lidze niemieckiej.

Patryk Małecki – niepokorny piłkarz z Wisłą w sercu

Patryk Małecki to postać nietuzinkowa - w tym artykule opisujemy jego historię.