Euro 2012. 10 pamiętnych momentów

4. Hiszpania po raz trzeci

Bez wątpienia reprezentacja Hiszpanii z okresu 2008-2012 była jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą drużyną narodową w XXI wieku. A przecież wszyscy pamiętamy słynne powiedzenie, podsumowujące kolejne występy Hiszpanów na wielkich turniejach. Popatrzmy zresztą na wyniki. Mundial 2006 – 1/8 finału, Euro 2004 – faza grupowa, mundial 2002 – ćwierćfinał, Euro 2000 – ćwierćfinał, mundial 1998 – faza grupowa.

Przełamanie nadeszło w 2008 roku. Na boiskach Austrii i Szwajcarii La Furia Roja pod wodą Luisa Aragonesa zaprezentowała widowiskowy, efektowny futbol i sięgnęła po mistrzostwo Starego Kontynentu – pierwsze od 1964 roku. Dwa lata później, już prowadzeni przez Vicente del Bosque Hiszpanie zostali najlepszą drużyną globu.

Byli tacy, którzy wieszczyli koniec dominacji zespołu z Półwyspu Iberyjskiego, choć piłkarze potwierdzili swoją klasę w eliminacjach. Osiem spotkań, osiem zwycięstw, bilans bramkowy 26:6 i 13 punktów przewagi nad drugimi w tabeli Czechami. Hiszpania, obok Francji, Włoch i Niemiec była głównym faworytem do sięgnięcia po tytuł.

Ten triumf Hiszpanów był dla nich o tyle cenny, że nie został wywalczony dzięki postawie rzucającej na kolana. Imponowała szczególnie defensywa – jedyną bramkę stracili w pierwszym spotkaniu grupowym z Włochami, zremisowanym 1:1. Później wygrali 4:0 z Irlandią i 1:0 z Chorwacją. Zwycięstwo w tym ostatnim spotkaniu hiszpańscy piłkarze zapewnili sobie dopiero na dwie minuty przed końcem spotkania. Ewentualna porażka pozbawiłaby ich awansu do kolejnej rundy. W ćwierćfinale Hiszpania wygrała z Francją 2:0, a awans do finału zapewniła sobie dopiero po zwycięstwie w serii rzutów karnych nad Portugalią. Dopiero w finale zaprezentowali futbol, którym zachwycali cały piłkarski świat. Włosi nie mieli żadnych szans i zostali kompletnie rozbici. Wynik 4:0 to najwyższe zwycięstwo w finale mistrzostw Europy w historii.

Hiszpania to jedyna drużyna, która obroniła tytuł mistrza Europy

Vicente del Bosque zaskakiwał ustawieniem drużyny na boisku. W obu meczach z Włochami, a także w spotkaniach przeciwko Francji i Irlandii Hiszpanie wychodzili na plac gry w systemie 1-4-6-0, bez nominalnego napastnika. W całym turnieju strzelili 12 goli, z czego Fernando Torres – jedyny hiszpański napastnik, który wpisał się na listę strzelców – trzy.

Do tej taktyki odnosił się również…Franciszek Smuda. Dzień po porażce z Czechami, która dla Polski oznaczała koniec walki o mistrzostwo Europy selekcjoner odpowiadał na pytania Jacka Kurowskiego z TVP. Zapytany o grę tylko jednym napastnikiem Franz odpowiedział, że to z pewnością nie miało wpływu na wyniki polskiej reprezentacji, bo przecież Hiszpanie wychodzą na mecze bez napastnika i sobie radzą. Panie trenerze, gdzie Rzym, a gdzie Krym!

W jedenastce turnieju wybranej przez Europejską Unię Piłkarską znalazło się pięciu reprezentantów mistrzowskiej drużyny: Iker Casillas, Sergio Ramos, Jordi Alba, Andres Iniesta i Xavi Hernandez.

3. Bohater Tytoń

Jeden z nielicznych wygranych w polskiej reprezentacji. Powołany do turniejowej kadry jako bramkarz numer trzy w hierarchii Franciszka Smudy, za Wojciechem Szczęsnym i Łukaszem Fabiańskim. Kontuzja tego drugiego sprawiła, że wychowanek Hetmana Zamość został drugim bramkarzem, choć wciąż bez wielkich szans na grę. Po meczu z Grecją nazwisko Przemysława Tytonia odmieniano przez wszystkie przypadki.

Trudno powiedzieć, żeby przed Euro 2012 był piłkarzem kompletnie anonimowym. W wieku 20 lat miał już na koncie pół setki spotkań w ekstraklasie w barwach Górnika Łęczna. W 2007 roku klub z Lubelszczyzny został karnie zdegradowany o dwie klasy rozgrywkowe za korupcję i wówczas 20-letni bramkarz przeniósł się do holenderskiej Rody Kerkrade. Dobre występy w Eredivisie zaowocowały transferem do PSV Eindhoven w 2011 roku.

Uraz Fabiańskiego nie wpływał zbytnio na przewidywania dziennikarzy i ekspertów – we wszystkich meczach bronić ma Szczęsny. Futbol po raz kolejny udowodnił, że wszelkie predykcje to jedno, a życie może przynieść zupełnie coś innego.

8 czerwca 2012 roku w Warszawie od rana czuć było atmosferę wielkiego święta. Od wczesnych godzin przedpołudniowych w stolicy można było napotkać wiele grup kibiców – ja sam, wówczas student I roku europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim wyściskałem się z pewnym starszym Grekiem na Krakowskim Przedmieściu po uprzednim wzajemnym przekonywaniu się, która z drużyn odniesie zwycięstwo.

Na trybunach Stadionu Narodowego zasiadło 56 tysięcy widzów, a kilkaset tysięcy kibiców – w tym również niżej podpisany – dopingowało Biało-Czerwonych w strefach kibica w całej Polsce. Samo spotkanie z Grecją też zaczęło się znakomicie, bo do przerwy Polska prowadziła 1:0, a rywale grali w osłabieniu po czerwonej kartce dla Sokratisa Papastathopoulosa.

Sytuacja zaczęła odwracać się po zmianie stron. Sześć minut po przerwie Dimitris Salpingidis doprowadził do remisu, a w 68. minucie zrobiło się zupełnie źle. Wojciech Szczęsny otrzymał czerwoną kartkę za faul na strzelcu gola dla Greków. Tytoń w ekspresowym tempie musiał przygotować się do szóstego występu w reprezentacji, a oponenci cieszyli się tak, jakby już prowadzili.

Golkiper PSV stanął naprzeciwko Giorgiosa Karangounisa i z oczywistych względów nie mógł słyszeć słów Dariusza Szpakowskiego Tytoń i Karangounis, a za Tytoniem ściana naszych pragnień, ale chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że tę jedenastkę wraz z Tytoniem broniła cała Polska. Mistrz Europy z 2004 roku posłał piłkę w swoją prawą stronę, reprezentant Polski rzucił się w kierunku swojego lewego słupka i obronił rzut karny. Ryk milionów polskich gardeł sprawił, że poziom decybeli w całym kraju z pewnością wskazywał niebezpiecznie wysokie wyniki. Zawodnik, który jeszcze dwa tygodnie wcześniej był tylko bramkarzem numer trzy nagle został bohaterem narodowym i uratował remis w meczu otwarcia, który wg Smudy mieliśmy łatwo wygrać. Słowa selekcjonera opisujące grę Greków pewnie wielu z naszych Czytelników zna, niestety nie nadają się do zacytowania.

Interwencja, dzięki której Tytoń zapisał się w historii polskiej piłki nożnej

Czy w historii piłki nożnej jakikolwiek inny bramkarz obronił rzut karny przy swoim pierwszym kontakcie z piłką? Prawdopodobnie nie, lecz tylko prawdopodobnie, bo nie sposób znaleźć źródeł, które by to potwierdziły. Podczas Euro 2012 Tytoń wystąpił jeszcze w meczach z Rosją i Czechami, choć w tym ostatnim Szczęsny mógł wrócić już do bramki.

Co ciekawe, sam zawodnik przewidział taki obrót wypadków. Dzień przed spotkaniem z Grecją kadrowiczów odwiedził Jerzy Dudek. Były bramkarz Feyenoordu przysiadł się do grupki zawodników, wśród których był również Tytoń. Dudek wspominał słowa młodszego kolegi, który tak przewidywał rozwój sytuacji w meczu:

Wiadomo, że Szczęśniak będzie bronił, bo na niego trener postawi. Raczej się tutaj nie zawaha. No, ale nic. Ja spokojnie siedzę na ławce, czekam na rozwój sytuacji. Będzie jakaś akcja, w której ktoś wyjdzie ze Szczęśniakiem sam na sam. Sfauluje gościa w polu karnym, dostanie czerwoną kartkę. Czyli wchodzę i oczywiście bronię tego karnego. Tak to widzę.

Dobra gra w mistrzostwach Europy pozwoliła Tytoniowi wskoczyć do reprezentacyjnej bramki na pierwsze mecze w eliminacjach do brazylijskiego mundialu, lecz od końca 2012 roku jego kariera znajdowała się niemal wyłącznie na równi pochyłej. Jego bilans w kadrze zamknął się w 14 występach. W chwili pisania tych słów jest zawodnikiem amerykańskiego FC Cincinnati.

Autor: Przemysław Płatkowski

Absolwent europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim, na co dzień pracuję w finansach. Wielki fan niższych lig i piłki amatorskiej. Wychowany na meczach Zidane'a, Ronaldinho i brazylijskiego Ronaldo. Interesuję się piłką polską i europejską z przełomu wieków. Kibic Wisły Kraków.

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Przemysław Płatkowski.