Euro 2012. 10 pamiętnych momentów

2. Irlandzcy kibice

Dla reprezentacji Irlandii Euro 2012 było pierwszym dużym turniejem od dekady. W pamięci piłkarzy oraz fanów wciąż tkwiło świeże wspomnienie skandalu związanego z barażowym meczem o awans do mundialu w RPA. W listopadzie 2009 roku Irlandczycy byli o krok od awansu do mistrzostw świata, lecz w dogrywce rewanżowego spotkania barażowego Thierry Henry ręką opanował sobie piłkę, odegrał ją do Williama Gallasa, a ten zapewnił awans Francji.

Piłkarze z Zielonej Wyspy mieli zatem dodatkową motywację do pokazania Europie, że stać ich na dobrą grę. W grupie eliminacyjnej do Euro 2012 zajęli drugie miejsce za Rosją, ale w barażach łatwo uporali się z Estończykami. Tak prosto miało nie być w fazie grupowej turnieju. Irlandia trafiła do grupy C z Hiszpanią, Włochami i Chorwacją.

Przygotowania trwały nie tylko na boisku. Piosenka Rocky road to Poland będąca adaptacją irlandzkiego utworu ludowego Rocky road to Dublin została oficjalnym hymnem reprezentacji Irlandii na mistrzostwa Europy i w maju dotarła na szczyt tamtejszych list przebojów. W tym czasie analogicznym hymnem reprezentacji Polski zostało zapomniane już nieco Koko Euro spoko.

Sportowo podopieczni Giovanniego Trapattoniego zawiedli na całej linii. W pierwszym spotkaniu przegrali w Poznaniu z Chorwacją 1:3, tracąc pierwszego gola już w trzeciej minucie. Drugi mecz rozgrywali w Gdańsku z Hiszpanią. Choć znów przegrali, to po spotkaniu o irlandzkich kibicach mówił cały świat.

Ówcześni mistrzowie świata i Europy kontrolowali spotkanie od początku do końca i wygrali 4:0, pieczętując wynik w 83. minucie. Właśnie wtedy rozpoczęła się najbardziej magiczna część widowiska. Dwie porażki oznaczały, że Irlandia wróci do domu po fazie grupowej. Wtedy właśnie kibice z Zielonej Wyspy zaczęli wspierać swój zespół w sposób, który zachwycił świat. Piętnaście tysięcy irlandzkich gardeł śpiewało The Fields of Athenry, folkową balladę napisaną w 1970 roku. Opisuje ona historię mężczyzny imieniem Michael, który za kradzież jedzenia w czasie wielkiego głodu, najczarniejszego epizodu w historii Zielonej Wyspy zostaje karnie zesłany do Australii. W 1990 roku utwór został hymnem irlandzkich kibiców.

Kibice Hiszpanii i Irlandii wspólnie dopingowali swoje drużyny

Chóralny śpiew fanów ubranych w zielone koszulki rozpoczął się w chwili strzelenia czwartego gola i trwał do końcowego gwizdka arbitra. Wielu komentatorów zamilkło na kilka minut, aby dać widzom szansę usłyszenia tego, co się działo na trybunach gdańskiego stadionu. Hiszpańscy fani również wstrzymali się z celebracją zwycięstwa, szanując w ten sposób postawę kibiców drużyny przeciwnej.

To był najlepszy możliwy przykład tego, że prawdziwy kibic jest ze swoją drużyną na dobre i na złe, a właśnie wielką sztuką jest okazać takie wsparcie w tak trudnym sportowo momencie. Futbol łączy ludzi i można stwierdzić z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że w ten czwartkowy wieczór 14 czerwca 2012 roku każdy, kto oglądał tamto spotkanie nie mógł nie docenić tej postawy.

Na marginesie dodam, że oczarowani nią działacze Polskiego Związku Piłki Nożnej wkrótce zaczęli rozmowy z przedstawicielami irlandzkiej federacji w sprawie dogadania terminu meczu towarzyskiego obu reprezentacji. Do spotkania doszło w lutym 2013 roku. Przegraliśmy 0:2.

1. Wielki mecz Super Mario

Wielki niespełniony talent włoskiej piłki. Kariera zmarnowana właściwie na własne życzenie, lecz któż z nas oglądających półfinałowe spotkanie Niemcy – Włochy przypuszczałby wtedy, że właśnie ogląda prawdopodobnie najlepszy mecz 22-letniego Mario Balotellego w jego karierze? Tego Mario, który debiutował w Serie A jako 17-latek, mając zaledwie 20 lat zgarnął potrójną koronę z Interem Jose Mourinho i trzy miesiące po triumfie w Champions League przeniósł się do Manchesteru City.

W reprezentacji Italii debiutował w 2010 roku. Na pierwsze trafienie musiał poczekać do 11 listopada 2011 roku – tego dnia otworzył wynik meczu towarzyskiego Polska – Włochy we Wrocławiu, który Squadra Azzurra wygrała 2:0. W Polsce sam wynik meczu zszedł na dalszy plan z powodu tzw. Afery orzełkowej – Biało-Czerwoni zagrali w nowych strojach dostarczonych przez sponsora technicznego i okazało się, że na koszulkach zamiast orła widnieje logo PZPNu.

Już wtedy było głośno o Balotellim, bynajmniej nie z powodów sportowych. Pod koniec października 2011r. brytyjskie media rozpisywały się o wybryku Włocha, który odpalił fajerwerki w łazience swojego domu. Sam zainteresowany odniósł się do tego podczas derbów Manchesteru. Jego City rozbiło United aż 6:1, a po strzeleniu pierwszego gola Balotelli uniósł koszulkę, pod którą miał drugą, na której widniało pytanie: Dlaczego zawsze ja?

W fazie grupowej polsko-ukraińskich mistrzostw Europy Mario nie odgrywał pierwszoplanowej roli w reprezentacji Włoch. Przeciwko Hiszpanii zagrał 56 minut, w meczu z Chorwacją został zdjęty na 21 minut przed końcem spotkania. Dopiero w ostatnim spotkaniu w grupie C zagrał pełne 90 minut i tuż przed finalnym gwizdkiem wpisał się na listę strzelców. W ćwierćfinale przeciwko Anglii przebywał na boisku przez 120 minut i wykorzystał swoją jedenastkę w pierwszej serii rzutów karnych.

 Półfinałowe spotkanie Włochy – Niemcy rozgrywane w Warszawie było okazją dla tych drugich do wzięcia rewanżu za porażkę w półfinale mistrzostw świata sprzed sześciu lat. To właśnie Niemcy uchodzili za faworytów, mieli w końcu znakomitą passę – w trzech poprzednich imprezach mistrzowskich wywalczyli dwa brązowe medale mistrzostw świata i wicemistrzostwo Starego Kontynentu.

Włochom od czasu zdobycia pucharu świata szło coraz słabiej. Przygodę z Euro 2008 skończyli na ćwierćfinale, a z mistrzostw świata w RPA wrócili już po fazie grupowej, w której zremisowali z Paragwajem i Nową Zelandią oraz przegrali ze Słowacją.

Historia historią, ale 28 czerwca 2012 roku to Cesare Prandelii miał najlepszego zawodnika spotkania w swoich szeregach. Mario Balotelli strzelił dwa gole w odstępie szesnastu minut. Pierwsze trafienie zanotował po strzale głową, wykorzystując dośrodkowanie Antonio Cassano. Podwyższył wynik niewiarygodnie mocnym uderzeniem z linii pola karnego pod poprzeczkę. Tego nie obroniłby żaden bramkarz na świecie. Manuel Neuer padł na kolana, Niemcy byli rozbici i musieli myśleć o odrabianiu strat. Sam Balotelli uczcił drugie trafienie jedną z najbardziej ikonicznych cieszynek w najnowszej historii piłki nożnej. Reprezentant Italii ściągnął koszulkę i zastygł w pozie eksponującej jego muskulaturę. Zdjęcia uwieczniające ten moment obiegły cały świat, a wśród internautów stały się wdzięcznym motywem najróżniejszych przeróbek. W finale Włochy przegrały z Hiszpanią, lecz Balotelli i Andrea Pirlo znaleźli się w jedenastce turnieju.

Mario Balotelli – wielki, niespełniony talent włoskiej piłki

Od tego czasu kariera Super Mario coraz mocniej wyhamowywała. Rok po polsko-ukraińskim czempionacie opuścił Manchester City i powrócił do Mediolanu, tym razem do czerwono-czarnej części stolicy Lombardii. Tam wytrzymał rok i trafił do Liverpoolu, z którego po kolejnych 12 miesiącach wypożyczono go z powrotem do Milanu. W 2016 roku podpisał trzyletni kontrakt z OGC Nice, gdzie zdołał odbudować dobrą formę. Sezon 2017/18 zakończył z dorobkiem 18 ligowych trafień, dostał także powołanie do reprezentacji po czterech latach przerwy.

W 2019 trafił na pół roku do Marsylii, po czym powrócił do Włoch. Przez chwilę grał w Brescii, a w momencie pisania tych słów jest zawodnikiem występującej w Serie B Monzy. Niestety za wielkimi możliwościami nie nadążyła psychika piłkarza i jego lekkie podejście do życia.

Autor: Przemysław Płatkowski

Absolwent europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim, na co dzień pracuję w finansach. Wielki fan niższych lig i piłki amatorskiej. Wychowany na meczach Zidane'a, Ronaldinho i brazylijskiego Ronaldo. Interesuję się piłką polską i europejską z przełomu wieków. Kibic Wisły Kraków.

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Przemysław Płatkowski.