„Futbol ponad wszystko” – recenzja

Wojenne dzieje Górnego Śląska to temat skomplikowany, pełen niuansów i niemożliwy do zrozumienia bez poznania specyfiki tego regionu. Wiele wydarzeń ocenianych jest w bardzo zróżnicowany sposób przez historyków zajmujących się tym zagadnieniem. Nie inaczej sytuacja wygląda z górnośląską piłką nożną w czasie II wojny światowej. Próbę przybliżenia pogmatwanych losów piłkarzy i klubów sportowych z Katowic, Zabrza, Bytomia, Gliwic i okolic podjął Mariusz Kowoll w książce „Futbol ponad wszystko. Historia piłki kopanej na Górnym Śląsku 1939-1945”.

Na początek przyjrzyjmy się kilku technicznym szczegółom. Publikacja ukazała się w 2019 roku nakładem wydawnictwa Fusbal-mk – autorskiej oficyny Mariusza Kowolla. Na okładce pracy w oczy rzucają się złowrogie, ciemne chmury i samolot unoszący się wysoko na piłkarskim boiskiem. Patrząc na ten obraz, nikt nie powinien mieć wątpliwości, że opisywane wydarzenia miały miejsce w trudnych, wojennych czasach. Ponad 400 gęsto zapisanych (ale bogato ilustrowanych) stron pokazuje, że autor naprawdę miał wiele do powiedzenia w przedstawianym temacie.

Uznanie musi budzić fakt korzystania z bardzo bogatej bazy źródłowej: dokumenty z kilku archiwów, artykuły z kilkudziesięciu (!) tytułów prasowych, głównie niemieckojęzycznych, artykuły z wydawnictw zwartych i ciągłych, wielopunktowa literatura przedmiotu, strony WWW, rozmowy, listy… Wielu autorów książek sportowych powinno brać przykład z Mariusza Kowolla w tej kwestii. Podobnie jak w sprawie indeksu osobowego – szczegółowo opracowana lista nazwisk występujących w publikacji zawsze budzi szacunek i pomaga w szybkim odnajdywaniu informacji o konkretnych osobach. Dużym atutem jest jakość zdjęć. Niektóre (oczywiście poddane cyfrowemu odnowieniu) prezentują się na tyle wyraźnie, że ciężko uwierzyć, iż zostały zrobione prawie osiemdziesiąt lat temu.

Przejdźmy teraz do tego, co czytelników interesuje najbardziej, czyli do treści książki. Wiedza autora o śląskim futbolu wydaje się być niczym nieograniczona. Liczba nazwisk i pseudonimów piłkarzy, trenerów i działaczy, nazw klubów i klubików, szczegółów z życiorysów bohaterów śląskich boisk wzbudza szczery podziw. Ilu z Was, Drodzy Czytelnicy, wie, kim byli Reinhard Schaletzki albo Richard Malik? A jeśli nawet o nich słyszeliście, to czy wiedzieliście, w jakich grali klubach? Co charakteryzowało ich grę? Jakie były ich mocne i słabe strony? Jak potoczyły się ich wojenne losy? Kowoll zdobył odpowiedzi na większość tych pytań i umiejętnie wplótł je w dość ciekawie prowadzoną narrację. Oczywiście nie tylko o tych dwóch futbolistach, ale o całej masie innych piłkarzy.

W książce przeczytamy o naprawdę wielu piłkarskich wydarzeniach na Górnym Śląsku. Dowiemy się np. którzy piłkarze podpisali volkslistę i dlaczego to zrobili. Przeczytamy o nieustannych problemach kadrowych i organizacyjnych klubów, wynikających m.in. z powoływania piłkarzy do wojska i wysyłania na front. Dowiemy się, kim byli „Gastspielerzy” (str. 267-268, 271-272), kogo obserwował słynny „Sepp” Herberger i kto trafił do jego owianego sławą notesu (str. 69), ile razy na Górnym Śląsku gościła reprezentacja Niemiec i jak radziły sobie śląskie drużyny w konfrontacji z zespołami z innych części III Rzeszy.

Jednym z tematów, który od razu może budzić pewne zdziwienie i otrzeźwienie czytelnika to losy przedwojennych reprezentantów Polski, pochodzących z Górnego Śląska. Na pierwszy plan wysuwa się tu oczywiście Ernest Wilimowski, ale o nim nieco później. Często zapomina się, że piłkarze, którzy, przykładowo, brali udział w słynnym meczu Polska – Brazylia w 1938 roku, wraz z wybuchem wojny nie rozpłynęli się w powietrzu i nie porzucili piłkarskich boisk. Niektórym może się wydawać, że wszyscy ochoczo i patriotycznie ruszyli do walki z okupantem. Na Górnym Śląsku, gdzie polskość i niemieckość przenikały się wzajemnie, często zupełnie inaczej podchodzono do tematu. Piłkarze, wychowani w śląskiej kulturze zwykle nie mieli problemów, żeby zasilić szeregi nowych niemieckich klubów. A nawet jeśli kręciliby nosem, często nie mieli wyboru, szczególnie gdy innymi opcjami były utrata środków do życia lub zesłanie na front.

Autor ze znawstwem i delikatnością stara się wyjaśnić decyzje bohaterów ligowych boisk. Edward Nyc stał się na powrót Erwinem Nytzem i występował 1. FC Katowice, LSV Markersdorf, czy LSV Furstenwalde. Gwiazdy Naprzodu Lipiny, bracia Ryszard i Wilhelm Piec stali się braćmi Pietz i grali w tej samej miejscowości, tyle że w niemieckim TuS 1883 Lipine. Leonard Piątek wrócił do nazwiska, pod którym się urodził – Piontek – i był jedną z największych gwiazd Germanii Königshütte, jednego z najlepszych górnośląskich klubów czasów wojny.

Na łamach książki Kowolla przeczytamy całkiem sporo o przebiegu ligowych i pucharowych rozgrywek na Górnym Śląsku. Niemieckojęzyczne nazwy klubów często niewiele mówią współczesnemu kibicowi, podobnie jak nazwiska mniej znanych zawodników. Autor stara się w ciekawy sposób opisać sekwencję wydarzeń w najbardziej pamiętnych meczach tamtego okresu i sprawić, żeby wspomniane nazwy zaczęły czytelnikowi z czymś się kojarzyć. Kowollowi udaje się  odtworzyć przebieg spotkań często w bardzo dokładnych szczegółach, takich jak nastroje w zespołach w trakcie meczu, decyzje trenerów podejmowane w przerwie itp. Nawet jeśli nieco ubarwia opisy piłkarskich pojedynków, to robi to w sposób umiejętny. Wyjątkowo interesujące są relacje z meczów śląskich drużyn w mistrzostwach Niemiec. Losy Germanii Königshütte czy Vorwärts-Rasensport Gleiwitz w pojedynkach z czołowymi klubami Rzeszy czyta się z zapartym tchem, choć nieco przeszkadzają przydługie dygresje na różne tematy związane z tymi pojedynkami.

Najważniejszymi piłkarskimi wydarzeniami, o których przeczytamy w „Futbolu ponad wszystko”, są wizyty „Nationalmannschaft” w górnośląskich miastach. Reprezentacja pod wodzą, wspomnianego już tutaj Herbergera, kilkukrotnie przyjeżdżała w czasie II wojny światowej na Górny Śląsk, aby rozegrać mecze towarzyskie czy to z najlepszymi drużynami klubowymi, czy to reprezentacją regionu. Wszystkie te mecze cieszyły się ogromnym zainteresowaniem publiczności, a miasta rywalizowały o to, aby być gospodarzem takiego wydarzenia. Raz tylko zdarzyło się (o czym informuje nas autor już w blurbie książki), że kadra Niemiec przyjechała na Górny Śląsk rozegrać międzynarodowy mecz w roli gospodarza. W sierpniu 1942 w Beuthen, czyli dzisiejszym Bytomiu Niemcy zmierzyli się z Rumunią.

Autor długo (być może nieco za długo) utrzymuje nas w napięciu przed tym spotkaniem. Stopniowo poznajemy szczegóły przygotowań do tego pojedynku i wydarzeń poprzedzających mecz. Kiedy już wydaje się, że za chwilkę przeczytamy o przebiegu spotkania, pojawia się następna dygresja. Wreszcie w rozdziale szóstym czytelnik doczeka się opisu meczu.

Spotkanie to można nazwać punktem kulminacyjnym książki. Ostatnią bramkę w tym pojedynku zdobył Ernest Wilimowski. Gol ten jest wprowadzeniem do przedstawienia nam wojennych losów tego wybitnego piłkarza. Można bez cienia wątpliwości stwierdzić, że właśnie „Ezi” jest najważniejszym bohaterem omawianej książki. Autor poświęca mu kilkadziesiąt stron i aneks, w którym zaprezentował pełną listę meczów rozegranych przez Ernesta Wilimowskiego w czasie II wojny. Nie da na poważnie dyskutować o Wilimowskim bez przeczytania książki „Futbol ponad wszystko”.

Długo można byłoby jeszcze wymieniać tematy poruszone przez Kowolla, od losów klubu LSV Adler Tarnowitz, który przemknął jak efemeryda przez górnośląskie rozgrywki, przez tragiczne dzieje uzdolnionego Adolfa Obstoja, aż po postać wpływowego szefa piłki nożnej na Śląsku Urbainczyka. Nie warto jednak wszystkiego zdradzać czytelnikom w recenzji – niech sięgną po książkę.

Czy jest jednak to publikacja dla każdego? Raczej nie, ale odpowiedź taka nie wynika z braków merytorycznych książki. Autor, jak już było napisane, posiada przeogromną wiedzę na temat, którego opisania się podjął. Myślę, że każdy z nas chciałby mieć choć jedną dziedzinę, w której dysponowałby takim zakresem informacji, jaki posiada Mariusz Kowoll na temat piłki nożnej na Górnym Śląsku. Nie każdy jednak będzie w stanie przebrnąć przez tę książkę. Zalew nazwisk i nazw klubów, w większości niemieckojęzycznych, może okazać się przeszkodą nie do pokonania. Czytelnik spoza Górnego Śląska może mieć też problemy z rozeznaniem się w nazwach geograficznych. Te zarzuty akurat ciężko kierować bezpośrednio do autora, bo wynikają one po prostu ze skomplikowanej historii tych ludzi i tych terenów.

Problemem, za który można bardziej winić autora, jest nieco chaotyczny układ książki. Wydarzenia opisywane są często bez zachowania chronologii i momentami można się pogubić, czy jesteśmy w roku 1939, czy też 1942. Drugą wadą stylu autora jest (wspomniana wcześniej) dygresyjność. Nierzadko przed opisem ważnego meczu otrzymujemy omówienie dziejów któregoś z klubów lub losów konkretnego piłkarza. Tworzy to momentami piętrowe historie, po których ciężko wrócić do punktu wyjścia. W kontrze do tego trzeba pochwalić barwne i bogate słownictwo oraz niebanalne porównania i określenia. O jednym z bramkarzy przeczytamy, że był „cerberem strzegącym wrocławskiej świątyni”, a o jednym z boiskowych wydarzeń, że było rzadkie niczym „albinizm w przyrodzie”.

Kto zatem powinien sięgnąć po książkę „Futbol ponad wszystko”? W pierwszej kolejności kibice z Górnego Śląsku. Po drugie ci, którzy cenią książki niepisane na kolanie, ale posiadające bogatą bazę źródłową (oczywiście mogą to być również czytelnicy z tej pierwszej grupy). I wreszcie wszyscy ci, których historia piłki nożnej interesuje bardziej niż przeciętnie – ci, którzy zamiast po nową autobiografię gwiazdy Barcelony czy Realu wolą sięgnąć po monografię lokalnego klubu. Ta, chyba całkiem spora, grupa czytelników nie powinna się zawieść. Mimo wymienionych tu wad mamy do czynienia bowiem z prawdziwą – nomen omen – kopalnią wiedzy o górnośląskim futbolu. Gratulacje dla autora.

JAKUB TARANTOWICZ

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Futbol ponad wszystko oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz