„Historia Mundiali. Tom 2. 1978-2022” – recenzja

Czas czytania: 6 m.
3.7
(6)

Bez mała 800 stron o najważniejszej piłkarskiej imprezie na świecie! W minionym tygodniu nakładem Wydawnictwa SQN ukazał się drugi tom „Historii Mundiali”. Autorem jest dziennikarz TVP Sport Leszek Jarosz.

Wydawać by się mogło, że o historii mistrzostw świata w piłce nożnej napisano już wszystko. Co cztery lata ukazują różnego rodzaju publikacje czy dodatki do gazet, gdzie opisywana jest historia wszystkich turniejów. Powstało na ten temat wiele lepszych i gorszych książek. Za swoje publikacje o historii mistrzostw świata śp. Andrzej Gowarzewski otrzymywał podziękowania i gratulacje od prezydenta FIFA Josepha Blattera. Okazuje się jednak, że wciąż można opowiedzieć nowe rzeczy i podważyć dotychczas istniejące dogmaty.

Book Sale Instagram Post 17

Ot, choćby pierwszy z brzegu – cztery gole Ernesta Wilimowskiego w meczu z Brazylią na MŚ w 1938 r. Jest bardzo prawdopodobne, że „Ezi” strzelił wtedy jednak „tylko” trzy gole, a całą tę sprawę Leszek Jarosz wyjaśnił szczegółowo w tomie 5.Kopalni. Sztuki Futbolu”. Od 2013 r. prowadzi on na Facebooku stronę „Historia Mundiali”, gdzie prezentuje ciekawostki, jakich nie da się znaleźć nigdzie indziej.

Wnikliwość, jaką przy badaniu źródeł i sprawdzaniu absolutnie wszystkiego stosuje Leszek Jarosz, mogłaby sprawić, że nigdy nie uznałby się za gotowego do napisania książki. Na szczęście namówił go do tego dyrektor marketingu SQN i autor bloga „Książki Sportowe” Piotr Stokłosa. Dzięki temu mamy prawie 1400 stron kapitalnej opowieści o historii mundiali!

Tom 1.Historii Mundiali” opisał już szczegółowo Adrian Kleć, więc tutaj skupię się na części drugiej. Leszek Jarosz opisuje w niej mundiale w latach 1978-2022. Czytanie nowszej historii walki o mistrzostwo świata w piłce nożnej wiąże się dla mnie z większymi emocjami, bo większość z tych turniejów oglądałem i lepiej bądź gorzej pamiętam (począwszy od 1994 r.). Tym chętniej chciałem się więc dowiedzieć o tym, o czym nie wiedziałem na bieżąco.

Układ treści jest identyczny jak w tomie pierwszym. Najpierw mamy część „szarą”, gdzie są głównie statystyki i ciekawostki. Potem jest część „biała”, czyli esej o danym turnieju. Autor w tych esejach opisuje wszystko, co najważniejsze, ale zawsze też przedstawia drugie czy nawet trzecie dno. Zazwyczaj po jego publikacje sięgają kibice znający już dobrze historię mistrzostw świata, ale zawsze będą czymś zaskoczeni.

Leszek Jarosz charakteryzuje się przede wszystkim niezwykle krytycznym podejściem do źródeł i swego rodzaju nieufnością. Nawet jeśli jakieś informacje są podane w oficjalnych wydawnictwach FIFA, zawsze stara się je weryfikować i niejednokrotnie prostuje błędy powielane od lat przez autorów na całym świecie. A na nowe źródła wciąż można trafić, choćby na stronach internetowych mało znanych klubów.

Przede wszystkim jednak autor pisze z pasją i niezwykle wciągająco. Nie ogranicza się do samych turniejów, ale także najciekawszych wydarzeń w eliminacjach – w końcu eliminacje też są walką o mistrzostwo świata. Z wielką erudycją kreśli tło polityczne, społeczne, kulturalne, zauważa czynniki nieoczywiste i często przeoczane. Jego opisy kolejnych meczów udowadniają, że niemal od zarania swoich dziejów futbol to nie tylko gra 11 na 11, ale „coś dużo poważniejszego” – parafrazując słynne powiedzenie Billa Shankly’ego.

Kiedy ma się tak ogromną wiedzę i tak wiele do powiedzenia, bardzo łatwo zapętlić się w dygresjach. Na szczęście Leszek Jarosz potrafił tego uniknąć i mimo kapitalnych opowiastek „dookoła” czy „w tle”, absolutnie nie pominął tego, co najważniejsze. Tak jak przy opisie turniejów od 1958 r. do 1970 r. wybrzmiała „królewskość” Pelego, tak i w drugim tomie nie mogło zabraknąć wyczerpujących opisów dokonań dwóch wielkich, tak często ze sobą porównywanych Argentyńczyków:

Maradona schudł wiosną 1994 roku z 90 do 77 kilogramów. A przecież jeszcze wcześniej, po powrocie z Sewilli, ważył podobno ponad 100 kilogramów (przy wzroście 168 centymetrów). Na mistrzostwach wyglądał szczupło, ostre rysy twarzy świadczyły, że dieta była rygorystyczna, koks zaś mocny. „Diego szybował” – mówił trener Basile. O ile efedryna rzeczywiście jest składnikiem leków na infekcje dróg oddechowych, to przyjmowana w dużym stężeniu staje się stymulantem, a sportowcy używają jej do szybkiego zrzucania wagi. „New York Times” pisał: „Jeśli rzeczywiście zażył stymulującą efedrynę, to zrobił to z zamiarem oszukania ostatniej dla sportowca bariery: wieku. Mając 33 lata, próbował doprowadzić swoje zmęczone, często chore i często odurzone ciało do szczytowej formy na ostatni turniej”.

Gdy oszustwo wyszło na jaw, Maradona nie skrytykował Cerriniego. Mówił tylko o błędzie w zakupie odżywki: „Nie uznaję tej sytuacji jako największej głupoty swojego życia. Uznaję to jako błąd innego człowieka”.

Błąd człowieka? Wyglądało raczej na to, że wszyscy – nie tylko Maradona i Cerrini, ale też działacze i sztab reprezentacji, lekarze i trenerzy – postanowili zamknąć oczy i jechać po bandzie. W istocie była to argentyńska autodestrukcja. Wewnątrz kadry nie sprawowano należytej kontroli – kłopoty z kokainą miał także Caniggia, który dyskwalifikację skończył krótko przed mundialem. Nikt się jednak nie wtrącał, bo Diego miał znowu zdobyć tytuł. A Maradona jak ćma leciał do Pucharu Świata i liczył, że skrzydła mu nie spłoną. Zamykał oczy i leciał. A potem płakał. (s. 240)

Oczywiście mamy dokładne opisy mundiali Maradony, w tym tego najwspanialszego w 1986 r. Ale o „Ręce Boga” napisano już tysiąc razy. I tysiąc razy wypomniano Messiemu, że chociaż wygrałby Ligę Mistrzów jeszcze 10 razy i grał jeszcze dłużej w być może najlepszej drużynie w historii (FC Barcelona 2006-2015), to i tak będzie poniżej Maradony, jeśli nie da Argentynie Pucharu Świata. I dokonał tego w wieku 35 lat – będąc dwa lata starszy, niż Maradona w USA, kiedy gasła w atmosferze skandalu jego gwiazda.

Umarł król, niech żyje król! – słynne powiedzenie można by odnieść do Maradony i Messiego. Wyniszczony przez narkotyki i wszelakie inne używki Diego Armando Maradona zmarł chwilę po swoich 60. urodzinach w 2020 r. Był wielkim nieobecnym w 1978 roku, cztery lata później zderzył się ze ścianą, a w 1986 r. i 1990 r. był wielki. W 1994 r. miał zaprezentować swój ostatni taniec (choć wtedy jeszcze nie używało się tego określenia), ale skończyło się to wielką porażką. Leszek Jarosz poświęcił wiele stron na opisanie tego dramatu (powyżej zaledwie cząstka), ale wciąż mamy tam sporo niejasności. Na pewno nie musiało się to tak skończyć, nawet po pozytywnym wyniku testu dopingowego „Boskiego Diego”.

W wieku niespełna 34 lat Diego Maradona był już piłkarsko skończony. Dlatego też niewielu wierzyło, że Messi w wieku 35 lat (choć wiadomo, że prowadzi się o niebo lepiej od wielkiego poprzednika) wreszcie dorówna Maradonie. Skoro nie udało się w latach 2006, 2010, 2014 i 2018, dlaczego nagle coś miałoby się zmienić w 2022 roku? A jednak tego dokonał!

Argentyna wygrała karne 4:2, w pierwszej kolejce trafili zarówno Mbappe, jak i Messi, już nic od nich nie zależało. Ostatnia próba należała do Gonzalo Montiela i był w tym jednocześnie ostatni suspens: zawodnik, który w dogrywce zagraniem ręką podarował Francji rzut karny na 3:3, został bohaterem narodowym. Niesamowite, że żadnego z zawodników Salonety nie było na świecie, gdy Argentyna wygrywała mundial poprzednio, w 1986 roku. Jedynie rezerwowy bramkarz Franco Armani urodził się właśnie tego roku, ale w październiku, kilka miesięcy po mundialu w Meksyku. Po 36 latach doszło do koronacji Messiego. Angielski „The Sun” umieścił na okładce zdjęcie Leo z Pucharem Świata i nawiązując do Maradony, dał tytuł „W ręku Boga”. (s. 788-789)

Od tych porównań nie da się uciec. Umarł Maradona, niech żyje Messi! Pięknie to wszystko opisał Leszek Jarosz, ale nie zabrakło mu miejsca także na inne wspaniałe – czy to wesołe, czy też smutne – historie. Analogii jest mnóstwo: na mundialu, podczas którego umierał Pele, wreszcie mistrzem został Messi. Można też to odnieść do wielkiej rywalizacji Messi kontra Cristiano Ronaldo – kiedy jeden zdobył wreszcie swojego Świętego Graala, drugi rzewnie płakał: bo odszedł w niesławie z Manchesteru United, bo był tylko rezerwowym w meczu ćwierćfinałowym, który Portugalia przegrała z Marokiem, bo już nikt z Europy go nie chciał i musiał podpisać kontrakt w Arabii Saudyjskiej. I mimo że te łzy może sobie ocierać dolarami, to jestem pewien, że oddałby je wszystkie za to, aby zamienić się w Katarze miejscami z Messim.

Mundiale od początku swego istnienia rozpalają wyobraźnię kibiców piłki nożnej na całym świecie, a Leszek Jarosz opisał ten fenomen w kapitalny sposób. W jego książce wszystko jest wspaniale udokumentowane i wyjaśnione. Proporcje są dobrane idealnie – jest narracja podstawowa, bez której nie można się obejść (Maradona, Messi i wielu innych największych), ale i też wspaniałe didaskalia. Erudycja, polot, pasja – to wszystko składa się na książkę idealną. I jeszcze ten prawdziwy Ronaldo z Brazylii na okładce, zdjęcie z MŚ z 1998 r. (choć przecież triumfował cztery lata później), z najpiękniejszych dla mnie mistrzostw świata…

NASZA OCENA: 10/10

Książka Leszka Jarosza „Historia Mundiali. Tom 2. 1978-2022” to dzieło wybitne. Postanowiłem sobie, że ocenę 10 na 10 dla książki będę dawał w sytuacjach absolutnie wyjątkowych – do tej pory oceniłem tak tylko „Odwróconą Piramidę” Jonathana Wilsona. Z wielką przyjemnością oceniam też tak pracę Leszka Jarosza.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Historia mundiali. Tom 2. 1978-2022 oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 3.7 / 5. Licznik głosów 6

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Bartosz Bolesławski
Bartosz Bolesławski
Psychofan i zaoczny bramkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie.

Więcej tego autora

Najnowsze

Alfred Hajos – sportowy człowiek renesansu

Zbliżają się Letnie Igrzyska Olimpijskie. Już wkrótce w Paryżu o medale rywalizować będą zawodnicy z całego świata. Z tej okazji warto poznać sylwetkę wyjątkowego...

Japońscy sportowcy w Białogardzie – historia olimpijskiego zgrupowania

Mało kto wie, że w mieście Białogard w województwie zachodniopomorskim, znanym do tej pory przede wszystkim jako miejsce urodzenia prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, przebywała ekipa...

„Ja, kibic” – recenzja

Pozycja „Ja, Kibic”, która pojawia się w Polsce ponownie nakładem SQN Polska to powrót do przeszłości – do lat 80, kiedy w Anglii kultura...