Precedens gonił precedens. Kilka zdań o tym, jak prawo europejskie zmieniło futbol

Piłkarze spoza UE na kursie kolizyjnym

Dzisiejszy rynek transferowy nie został ukształtowany tylko przez te dwa bardziej znane przypadki. Kolejnych dwóch piłkarzy równie mocno zapisało się w historii futbolu, właśnie dzięki walce w Trybunale. Być może ich kojarzycie.

Pierwszy z nich – Igor Simutenkov – był rosyjskim piłkarzem, który w latach 1999-2002 występował w CD Tenerife. By grać na terenie kraju członkowskiego Unii Europejskiej musiał posiadać wszystkie niezbędne zezwolenia, szczególnie, że pochodził spoza obszaru Europejskiego Obszaru Gospodarczego (UE + Norwegia, Islandia i Liechtenstein).

Zgodnie z ówczesnymi przepisami Królewskiego Hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej, jednocześnie na boisku mogło przebywać dwóch lub trzech zawodników (zależnie od sezonu i poziomu rozgrywek), którzy nie są obywatelami UE i EOG. Rosjanin (lub jego prawnicy) słusznie zauważyli, że koliduje to z art. 23 ust. 1 umowy o partnerstwie i współpracy Unii Europejskiej z Rosją:

z zastrzeżeniem przepisów, warunków i procedur stosowanych w każdym państwie członkowskim, Wspólnota oraz jej państwa członkowskie zapewniają, że traktowanie przyznawane obywatelom rosyjskim legalnie zatrudnionym na terytorium państwa członkowskiego będzie wolne od jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na obywatelstwo w odniesieniu do warunków pracy, wynagrodzenia lub zwalniania w porównaniu z jego własnymi obywatelami.”

Igor Simutenkov w reprezentacji Rosji

Simutenkov, w obliczu tego artykułu, wystąpił o przyznanie mu identycznego statusu co unijni zawodnicy. Dzięki temu nie będzie musiał być pomijany podczas ustalania składu. W sprawę został zaangażowany TSUE, gdyż hiszpański rząd oraz Królewski Hiszpański Związek Piłki Nożnej uważali, że sporny przepis z regulaminu hiszpańskich rozgrywek dotyczy kwestii organizatorskich. Simutenkov uważał, że odnosi się także do warunków pracy. Podobnego zdania była opiniująca sprawę Komisja Europejska i  12 kwietnia 2005 roku Trybunał uznał, że Simuntenkov ma rację.

Drugi piłkarz – Nihat Kahveci – był tureckim zawodnikiem, który z powodzeniem również występował na hiszpańskich boiskach. W latach 2002-2006 grał dla Realu Sociedad, a następnie między 2006 a 2009 rokiem był zawodnikiem Villarrealu. Wyrok w sprawie Igora Simutenkova doprowadził Kahveciego do podobnych działań i również on złożył wniosek o przyznanie identycznego statusu co piłkarze unijni.

Różnica była jednak taka, że Turcja zawarła z UE inny charakter porozumienia – umowę stowarzyszeniową. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w 25 lipca 2008 roku potwierdził to, co 3 lata wcześniej w sprawie Rosjanina. Problemem było także stosowanie się władz hiszpańskiej piłki do wyroków, gdyż od 2005 roku nie wprowadzono nowych wytycznych do regulaminu rozgrywek. Gdyby nie opieszałość w tej sprawie, prawdopodobnie sprawa Kahveciego nie trafiła by na wokandę TSUE.

Nihat Kahveci w barwach Realu Sociedad

Sprawy Simutenkov oraz Kahveci oznaczały bardzo ważną rzecz. Zawodnicy z wszystkich krajów związanych umową stowarzyszeniową lub o partnerstwie i współpracy z UE stali się równi statusem co piłkarze z państw członkowskich UE. Biorąc pod uwagę z iloma krajami na świecie Unia Europejska posiada takie umowy, to zrozumieć można boom transferowy na przykład z państw Afryki czy Ameryki Południowej do klubów europejskich.

Ten potencjalny nagły napływ olbrzymiej liczby zawodników zmusił włodarzy lig europejskich do znalezienia nowego rozwiązania. Jest to dzisiejszy znany przepis, w którym kluby mogą zatrudnić ograniczoną liczbą zawodników, którzy nie są obywatelami Unii Europejskiej. Teraz np. sama umowa stowarzyszeniowa nie wystarcza. Np. w La Liga limit takich piłkarzy wynosi 3 zawodników na drużynę, więc kluby kombinują na wszystkie sposoby, by korzystać z utalentowanych zawodników z Azji czy Afryki. Jak?

– ściągając ich do swoich szkółek w młodym wieku;

– lub wypożyczając do innych drużyn z tej samej ligi.

W ten sposób nie zajmują miejsc dla gwiazd spoza UE, które nie mają obywatelstwa unijnego, a licznik pobytu na terenie Unii nabija im potrzebne lata do osiągnięcia pułapu, który pozwoli im otrzymać obywatelstwo. Proste? Gdyby nie Simutenkov i Kahveci i ich sprawy w pierwszej dekadzie XXI wieku, kluby na pewno nie funkcjonowałyby w ten sposób.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…