Al-Saadi Kaddafi – zapomniane dziecko Dżamahriji

Zawód: syn

Po tej krótkiej lekcji historii wróćmy do zasadniczego tematu, czyli życia i kariery Al-Saadiego. Syn dyktatora korzystał ze wszystkich dóbr tego świata i bawił się życiem za pieniądze swojego ojca. W pewnym momencie zapragnął zostać piłkarzem. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że Al-Saadi miał wtedy 27 lat. Był rok 2000, Władimir Putin obejmował urząd prezydenta Federacji Rosyjskiej, w Polsce powstało Gadu-Gadu, Francuzi zdobywali mistrzostwo Europy i chodziliśmy do kin na Chłopaki nie płaczą czy Straszny film.

Dzięki pozycji ojca Al-Saadi mógł bez przeszkód spełnić swoją zachciankę. Wyglądało to trochę tak, jak we wspomnianym już filmie Olafa Lubaszenki – jak Bolec coś nagra, to Silnoręki ma załatwić, żeby to było pierwsze miejsce na liście przebojów, a skoro decydują o tym ludzie, to trzeba dowiedzieć się, jacy ludzie i porozmawiać z nimi.

Trzeci syn Muammara Kaddafiego trafił do Al-Ahly Trypolis. Nigdy wcześniej nie grał zawodowo w piłkę nożną, choć wcale nie oznaczało to, że nie zetknął się z wielkim futbolem. Ojciec opłacił mu wyjazd na testy do rzymskiego Lazio, w ich czasie Al-Saadi miał okazję trenować choćby z Paulem Gascoigne’em. Poza tym postanowił wziąć prywatne lekcje futbolu, dzięki czemu osobistym trenerem Libijczyka został sam Diego Armando Maradona.

To wszystko wciąż nie zaspokajało ambicji młodego Kaddafiego, który postanowił sprawdzić się też w roli piłkarskiego działacza. Został prezesem Libijskiego Związku Piłki Nożnej, sam siebie powoływał do reprezentacji i przyznawał sobie opaskę kapitańską. Jeżeli któryś selekcjoner miał z tym problem, to nie pozostawało mu nic innego, niż pożegnanie się z posadą. Jeszcze w 1999 r. rodzina Kaddafich zdołała przekonać do objęcia stanowiska selekcjonera libijskiej reprezentacji Carlosa Bilardo, który w 1986 r. doprowadził Argentynę do tytułu mistrza świata.

Al-Saadi zdecydował, że chce być napastnikiem i grać z dziesiątką na plecach. Był jedynym zawodnikiem w lidze, na którego koszulce poza numerem widniało też nazwisko. Wszystko po to, aby sędziowie i przeciwnicy mieli stuprocentową pewność, kto gra przeciwko nim. W razie zbyt ostrego wejścia w nogi najważniejszego piłkarza w Dżamahriji czy ukarania go kartką piłkarzy i arbitrów czekały znacznie gorsze konsekwencje niż zawieszenie bądź kary finansowe.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…