Kanada i jej debiut na mundialu

Pech z Węgrami

Drugim przeciwnikiem Kanadyjczyków na meksykańskim turnieju byli Węgrzy. Węgierski futbol zaczynał wówczas coraz wyraźniej tracić na znaczeniu i pojawiły się pierwsze oznaki kryzysu. Do dzisiaj występ w Meksyku jest dla Węgrów ostatnim turniejem o mistrzostwo świata, w którym wzięli udział. W swoim meczu otwarcia zostali znokautowani przez znakomicie poukładaną reprezentację ZSRR. Sowieci już po pięciu minutach prowadzili 2:0, a całe spotkanie ostatecznie wygrali aż 6:0. Taki wynik dla większości obserwatorów był szokiem, a Węgrzy za wszelką cenę chcieli zmazać tę plamę na honorze i udowodnić, że nie trafili na mistrzostwa przypadkiem.

Kanadyjczycy byli przed spotkaniem raczej w dobrych humorach. Minimalna porażka z Francją ujmy im nie przynosiła, ale ciągle marzyli o strzeleniu pierwszej bramki w mistrzostwach. Jeśli mieli to zrobić w starciu z którymś z grupowych rywali, to najprędzej właśnie w pojedynku z Węgrami. Z gorącego i dusznego Léon przenieśli się do leżącego niemal 70 km na południowy wschód równie gorącego i dusznego, położonego na podobnej wysokości nad poziomem morza miasta Iraputo.

Pojedynek zaplanowano 6 czerwca w samo południe czasu miejscowego. Waiters dokonał paru korekt w wyjściowym ustawieniu. W bramce dał szansę Tino Letteriemu, a w środku pola obok Ragana zagrał Gerry Gray. Na lewe skrzydło powędrował David Norman, a na prawym zastąpił go przesunięty ze środka Paul James. Mike Sweeney tym razem zaczął mecz na ławce.

Po klęsce z ZSRR węgierski zespół zaczął mecz z Kanadą bardzo skoncentrowany. Tej koncentracji zabrakło Kanadyjczykom i to już na samym początku. W 2. minucie długim przerzutem na prawą stronę pod pole karne Kanady popisał się Lajos Détári. Piłkę opanował József Kiprich i płasko posłał ją w szesnastkę, ale po drodze odbiła się jeszcze od nóg obrońcy i zmieniła kierunek. Najszybciej dopadł do niej Márton Esterházy i pewnym strzałem tuż obok słupka dał Węgrom prowadzenie.

Szybko stracony gol nie podciął jednak Kanadyjczykom skrzydeł. Nie zamierzali rezygnować i raz po raz gościli pod bramką Węgrów. Sporo zamieszania w szykach obronnych rywali robił swoimi rajdami Carl Valentine. Z dystansu z kolei szczęścia próbował Gerry Gray. Przewaga Kanady była coraz wyraźniejsza, a postawa węgierskiej defensywy pozostawiała wiele do życzenia. Bramkarz József Szendrei kilkukrotnie był w opałach, ale szczęśliwie udało mu się dotrwać do przerwy z czystym kontem.

Jeszcze w pierwszej połowie na murawie zameldował się Mark Sweeney, który w 40. minucie zmienił Bruce’a Wilsona. Druga odsłona rozpoczęła się od oblężenia węgierskiej bramki, ale Kanadzie brakowało skuteczności. W 54. minucie boisko opuścił Paul James, a zastąpił go Branko Šegota. To właśnie ten urodzony w Rijece zawodnik był bliski szczęścia po potężnym uderzeniu z rzutu wolnego, ale golkiper zdołał jakimś cudem odbić piłkę, nie tracąc przy tym ręki. Dogodną okazję zmarnował też David Norman, a chwilę po nim niepilnowany Šegota próbował zaskoczyć rywali strzałem głową po dograniu Sweeneya, ale posłał piłkę z dala od bramki. Swoją szansę miał też Igor Vrablic, ale nie potrafił poradzić sobie z obrońcą i strzałem z szesnastego metra posłał piłkę w trybuny.

Węgrzy nie bardzo byli w stanie odpowiedzieć na ataki Kanadyjczyków, które stawały się coraz groźniejsze. Nieco ożywienia w ich grę wniósł wprowadzony w 62. minucie László Dajka. Po paru węgierskich kontrach znów nastąpił okres dominacji Kanady. Kiedy wydawało się już, że szczęście wreszcie uśmiechnie się do Kanadyjczyków i uda im się wyrównać, nadziali się na kontratak. W 75. minucie Détári zagrał na wolne pole do Kipricha, który znalazł się sam na sam z Lettierim. Bramkarz wyszedł jednak z tej sytuacji obronną ręką i odbił piłkę. Zrobił to jednak na tyle niefortunnie, że ta trafiła pod nogi nadbiegającego z głębi pola niepilnowanego Détáriego, który pewnym strzałem z linii pola karnego posłał ją do pustej bramki.

Po stracie gola Kanadyjczycy wyraźnie spuścili z tonu, a Węgrzy spróbowali pójść za ciosem. Raz jednak Kanadę uratował słupek, a chwilę później kolejną sytuację sam na sam zmarnował Kiprich. Pięć minut przed końcem na prawej flance na wolną pozycję wychodził György Bognár. Został jednak nieprzepisowo powstrzymany przez mającego już na koncie żółtą kartkę Sweeney’a. Prowadzący to spotkanie syryjski arbiter Jamal Al Sharif długo się nie zastanawiał i pokazując Kanadyjczykowi drugą żółtą kartkę i po chwili czerwoną, odesłał go do szatni. Był to pierwszy czerwony kartonik pokazany na tych mistrzostwach.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się wygraną Węgrów 2:0, ale powinni się oni cieszyć, że Kanadyjczykom nie udało się doprowadzić do wyrównania. Raz za razem zagrażali oni bowiem węgierskiej bramce i kto wie, czy nie zgarnęliby pełnej puli. W kluczowych sytuacjach zabrakło im jednak doświadczenia i opanowania. Grali momentami zbyt lekkomyślnie, a ich strzałom brakowało precyzji. Dążąc do wyrównania, podjęli ryzyko, ale jak to często bywa, kontratak przeciwników pozbawił ich złudzeń.

Wiedzieliśmy, że Węgrzy zrobią wszystko by szybko strzelić gola. Przygotowaliśmy się na to, lecz nasz plan zawiódł. W drugiej połowie zaryzykowaliśmy, co pozwoliło rywalom zdobyć bramkę z kontrataku – mówił Tony Waiters na pomeczowej konferencji.

Węgierski selekcjoner György Mezey przyznał, że z trudem wytrzymał ten mecz nerwowo. Twierdził też, że w jego zawodnikach ciągle siedziała jeszcze porażka z ZSRR i że zmagali się nie tyle z przeciwnikiem, ile z własną słabością.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…