Kanada i jej debiut na mundialu

Marsz do Meksyku

Swoja drogę na meksykańskie mistrzostwa Kanadyjczycy rozpoczęli od mistrzostw strefy CONCACAF. Na imprezę awansowali, nie rozgrywając żadnego meczu, gdyż Jamajka, która miała być ich rywalem, wycofała się z rozgrywek. W pierwszej rundzie trafili do grupy 2, gdzie ich przeciwnikami były Gwatemala i Haiti. Bój o bilety na mundial rozpoczęli w kwietniu 1985 r. od dwóch meczów na własnym terenie w mieście Victoria w Kolumbii Brytyjskiej. Przyzwyczajeni do wysokich temperatur rywale nie potrafili się odnaleźć w chłodnym kanadyjskim klimacie i już na starcie musieli przełknąć gorycz porażki. Najpierw 13 kwietnia Kanada bez większych problemów pokonała 2:0 Haiti. Wynik po pół godziny gry otworzył Igor Vrablic, a na kilka minut przed przerwą drugie trafienie dołożył Mike Sweeney. Tydzień później z chłodem i rywalami mierzyć się musieli gracze z Gwatemali. Kanadyjczycy losy meczu znowu rozstrzygnęli jeszcze przed przerwą. Prowadzili po dwóch golach Dale’a Mitchella, na co przeciwnicy odpowiedzieli w drugiej połowie tylko jednym trafieniem.

5 maja Kanada gościła w Gwatemali. Wynik znowu otworzył Mitchell, który wpisał się na listę strzelców w 39. minucie. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było jednak długo czekać, bo już trzy minuty później wyrównał Byron Pérez. Gwatemala, żeby zachować realne szanse na awans, musiała wygrać. Kanada z kolei mogła zadowolić się remisem. I to właśnie na zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki i kontrolowaniu przebiegu spotkania w drugiej połowie skupili się Kanadyjczycy. Piłkarze z Gwatemali nie byli w stanie rozerwać szyków dobrze zorganizowanej kanadyjskiej obrony i ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 1:1. Trzy dni późnej w Port-au-Prince na Haiti wystarczyło już tylko postawić kropkę nad i. Najpierw w 14. minucie rywali napoczął niezawodny Mitchell, a po jedenastu minutach drugiej połowy złudzeń pozbawił ich Vrablic. Kanada po trzech wygranych i jednym remisie pewnie awansowała do rundy finałowej. Wysokie zwycięstwo Gwatemali 4:0 nad Haiti nie miało już wpływu na końcową klasyfikację.

W finałowej fazie oprócz Kanady zameldowały się też Honduras, który wcześniej uporał się z Panamą (w eliminacjach) oraz Salwadorem i Surinamem, a także Kostaryka, która nieznacznie wyprzedziła Stany Zjednoczone oraz Trynidad i Tobago. Meksyk jako gospodarz miał grę w finałach zapewnioną automatycznie i dlatego też awans na mistrzostwa uzyskiwała tylko najlepsza ekipa z całej trójki.

Zmagania rozpoczęły się 11 sierpnia meczem Kostaryki z Hondurasem w San José. Goście długo prowadzili 2:1, ale ostatecznie na dziewięć minut przed końcem gospodarze zdołali wyrównać. Z wyniku 2:2 najbardziej zadowoleni mogli być chyba Kanadyjczycy, pod warunkiem, że sami wykorzystają szansę na własnym boisku. 17 sierpnia w Toronto to jednak Kostaryka jako pierwsza wyszła na prowadzenie i utrzymała je do końca pierwszej połowy. W przerwie trener Waiters potrafił jednak w odpowiedni sposób dotrzeć do swoich zawodników i w drugiej części gry The Canucks wzięli się do odrabiania strat. Ich wysiłki przyniosły skutek w 58. minucie, a strzelcem wyrównującego gola był Paul James. Do końca meczu więcej bramek jednak nie padło i trzeba było się zadowolić jednym punktem.

Następnie Kanadyjczyków czekała podróż do Ameryki Środkowej. Najpierw 25 sierpnia mierzyli się w Tegucigalpie z Hondurasem, a potem 1 września w San José z Kostaryką. Honduras był jedną z czołowych drużyn na kontynencie. W 1982 r. debiutowali na mundialu w Hiszpanii i już w pierwszym swoim meczu napędzili gospodarzom solidnego stracha. Długo prowadzili 1:0 i Hiszpanom udało się wyrównać dopiero po rzucie karnym. Oprócz tego mocno postawili się Irlandii Północnej również remisując 1:1 i tylko minimalnie 0:1 ulegli Jugosławii po golu z karnego w samej końcówce. Wstydu więc nie przynieśli i zamierzali potwierdzić swoją klasę na boiskach Meksyku.

Najpierw jednak musieli pokonać Kanadę, a to wcale nie musiało być takie proste. Za gospodarzami przemawiał atut własnego boiska, gorący i duszny klimat oraz wsparcie rozkochanych w futbolu kibiców. Nieoczekiwanie jednak 37 tys. fanów zgromadzonych na Estadio Tiburcio Carías Andino nie doczekało się bramek swoich ulubieńców. 25 sierpnia gole strzelali tylko Kanadyjczycy. A ściślej jeden Kanadyjczyk. Jednego gola. W 58. minucie bramkarza gospodarzy pokonał George Pakos, czym znacząco zwiększył szanse Kanady na wyjazd do Meksyku. Pakos po pierwszej rundzie eliminacji początkowo został odsunięty od zespołu, ale po tym jak Mitchell doznał urazu więzadeł krzyżowych, syn polskich imigrantów wrócił do kadry.

W meczu Kostaryki z Kanadą kibice nie zobaczyli bramek. Kanadyjczykom pozostawał do rozegrania rewanżowy pojedynek z Hondurasem i mieli wszystko w swoich rękach. Podrażniony nieoczekiwaną porażką na własnym terenie Honduras zrehabilitował się kibicom, wygrywając u siebie z Kostaryką 3:1. Ciągle jednak tracił jeden punkt do Kanadyjczyków i przed decydującym meczem wcale nie był już faworytem.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…