Kijów, Oslo, Chorzów, Busan. Piękny sen przerwany przez Hwanga

4 czerwca 2020 roku mija dokładnie 18 lat od jednego z największych rozczarowań polskiego futbolu. 4 czerwca 2002 roku Biało-Czerwoni rozegrali słynny mundialowy mecz z Koreą Południową. Azjatom ulegliśmy gładko 0:2, a nasz koszmar rozpoczął piłkarz nazwiskiem Hwang Sun-hong.

By młodsi czytelnicy mogli zrozumieć, jakim dramatem dla Polaków był gol Hwanga i cały ten mecz, musimy się cofnąć do jesieni 2001 roku. W październiku zakończyliśmy eliminacje do mistrzostw świata. W ostatnim spotkaniu kwalifikacyjnym zremisowaliśmy z Ukraińcami.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Wynikiem ani stylem gry nikt specjalnie się nie przejmował, bo awans zapewniliśmy sobie już 1 września po efektownej wygranej w Chorzowie z Norwegią. Zdecydowanie bardziej niż pojedynkiem z Szewczenką i jego kolegami cała piłkarska Polska interesowała się tym, z kim zagramy w mundialowej grupie. Zwłaszcza że losowanie zbliżało się wielkimi krokami…

Obowiązek

Losowanie odbyło się 1 grudnia w koreańskim Busan. Trafiliśmy do grupy D, razem ze współgospodarzami turnieju Koreą Południową, Portugalią i Stanami Zjednoczonymi. Stało się jasne, że imprezę rozpoczniemy spotkaniem z Azjatami, potem czeka nas Portugalia, a na zakończenie Stany Zjednoczone.

Choć grupa była niełatwa, w Polsce zapanował optymizm. Najbardziej obawialiśmy się Portugalii, czyli półfinalisty Euro 2000. Zdecydowanie większe nadzieje wiązaliśmy z meczem z Amerykanami, którzy mieli być naszym głównym rywalem w walce o drugie miejsce w grupie.

Natomiast za obowiązek narodowy przyjęliśmy pokonanie Koreańczyków. Kilku Parków, kilku Kimów, jeden gość z Perugii i jeden z Anderlechtu – cóż to dla Dudka, Hajty czy Olisadebe. Nutką niepewności był tylko fakt, że gramy z gospodarzami, a im często pomagają ściany.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…