„Manchester City Pepa Guardioli. Budowa superdrużyny” – recenzja

Pep Guardiola jest już jedną z najwybitniejszych postaci w historii światowego futbolu. Nie dziwi więc, że kibice na całym świecie chcą o nim czytać, a wydawnictwa chętnie wydają książki o Katalończyku. 11 marca 2020 r. miała miejsce premiera kolejnej książki o Guardioli, pierwszej o nim w roli trenera angielskiej drużyny. Wypuściło je na rynek niezrównane w książkach sportowych wydawnictwo Sine Qua Non.

Trzeba zacząć od tego, że książka „Manchester City Pepa Giardioli. Budowa superdrużyny”  to dzieło tworzone pod pełną kontrolą działu marketingu klubu Etihad Stadium. Pisali je zaufani autorzy, mający niemal nieograniczony dostęp do zawodników, sztabu i wszystkich pracowników klubu. Nie jest to żaden zarzut, a jedynie stwierdzenie faktu – taka książka może być tak samo dobra lub zła jak każda inna. Autorzy to hiszpańscy dziennikarze mieszkający w Manchesterze, niezbyt znani do tej pory w Polsce. Zresztą sami przedstawiają się na samym początku:

Nazywamy się Pol Ballús i Luis Martín, jesteśmy dziennikarzami, dla których od 2016 roku Manchester City stanowi całe życie – dzień po dniu, tydzień po tygodniu, mecz po meczu, krok po kroku przez trzy ostatnie sezony. Piwo za piwem, triumf za triumfem. (s. 9)

Sporo starszy od kolegi Lu Martín zna Guardiolę jeszcze z lat dziewięćdziesiątych w Barcelonie, napisał o nim wiele artykułów i z czasem stał się jego przyjacielem. W 2016 r. trochę znudzony dotychczasowym życiem zawodowym, po prostu pojechał za Pepem do Anglii. Młodszy Pol Ballús w 2014 r. jako absolwent dziennikarstwa zamieszkał w Liverpoolu i zarabiał na życie jako kelner. W końcu udało mu się zostać korespondentem gazety „Sport” w Manchesterze, a starszy kolega zobaczył w nim duży potencjał i zaprosił do współpracy. Zamysł był taki, żeby śledzić przygodę Pepa Guardioli w Manchestrze i ją dokładnie opisać.

– Nie wiem jeszcze, od jakiej strony to ugryzę i na czym się skupię, ale chciałbym opowiedzieć tę historię – tłumaczyłem im.

– A co, jeśli nawalę? Co, jeśli nie wydarzy się nic ciekawego? – Pep miał trochę wątpliwości.

– Cóż, wtedy napiszę właśnie o tym. Ale jakoś mi się nie wydaje, żeby istniało takie ryzyko. Poradzisz sobie znakomicie.

– W porządku. Rób swoje. (s. 15)

Tak to się wszystko zaczęło, jeszcze zanim Guardiola na dobre zaczął prowadzić „The Citizens”. Gdyby nie wyszło, z punktu widzenia czytelnika książka mogłaby być nawet ciekawsza. W ciągu trzech pierwszych lat w Anglii (te są opisane w książce) Guardiola nie wygrał Ligi Mistrzów, ale i tak zapisał się złotymi zgłoskami w historii klubu.

Autorów na pewno trzeba docenić za to, że nie stworzyli prostej kroniki tych trzech sezonów. Nie jest to też „kalka” książki Martiego Perarnau „Herr Guardiola. Projekt Bayern Monachium” (Dom Wydawniczy Rebis, 2014) czy opowieści Guillema Balagué’a „Nowy wspaniały świat. Tottenham pod wodzą Pochettino” (SQN, 2019), w której autorzy skupiali się pracy głównego bohatera jako trenera, przede wszystkim na taktyce i przygotowaniach do kolejnych spotkań. Zresztą w obydwu przypadkach dokładnie opisywany był jeden sezon – gdy tak podejść do aż trzech, musiałoby powstać niemal 1000 stron. W książce o Gauardioli w Manchesterze również poznajemy funkcjonowanie wielkiego klubu od kuchni, ale taktyka i przygotowania do ważnych meczów nie są aż tak istotne. Dużo większy nacisk jest położony na zwyczaje i etykę pracy Pepa, a także na obowiązki wszystkich pozostałych ludzi w klubie, począwszy od prezesa, aż po ludzi odpowiedzialnych za przygotowanie sprzętu dla piłkarzy. Autorzy bardzo dokładnie opisują, kto za co odpowiada i jak wygląda współpraca tylu mocnych charakterów. Wyłania się z tego opis Pepa Guardioli nie tyle jako trenera, co bardziej menedżera poważnej firmy, który musi umiejętnie zarządzać posiadanymi zasobami ludzkimi. Myślę, że studenci zarządzania znaleźliby dla siebie sporo inspiracji w tej książce.

W tytule jest mowa o budowie superdrużyny, więc co jakiś czas pojawia się rozdział opisujący, jak Guardiola krok po kroku budował zespół wokół swojej filozofii. Zaczyna się oczywiście od bramkarza, bo i od tego zaczął też Katalończyk zaraz po przeprowadzce do Anglii, to też wywoływało wtedy bardzo dużo kontrowersji (Guardiola odstawił na boczny tor Joe Harta, wówczas najlepszego angielskiego bramkarza). Nie brakuje też w związku z tym ciekawostek:

Podczas jednego z treningów Brazylijczyk dodał do kolekcji kolejny sukces w jakże udanym sezonie 2017/2018. Klub zaprosił przedstawicieli Księgi Rekordów Guinnesa. Po kilku pierwszych nieudanych próbach Ederson w końcu posłał piłkę na odległość 75,3 metra, ustanawiając tym samym nowy rekord świata w wybiciu piłki z ziemi. (s. 53)

Następnie autorzy opisują budowanie przez trenera optymalnej linii obrony, pomocy i ataku – zgodnie z zasadą, że drużynę buduje się od tyłu. Niektórym, najważniejszym w układance Pepa zawodnikom, poświęcony jest cały osobny rozdział, np. całkiem obszerny opowiada o Sergio Agüero. Całe rozdziały poświęcone są także najważniejszym współpracownikom Pepa. To niezbyt częsta praktyka, za którą autorów trzeba pochwalić – pokazuje nam to dobitnie, że na chwałę Guardioli (czy innych wielkich trenerów) pracuje cały sztab często anonimowych specjalistów. Pep Guardiola jest oczywiście głównym (i tytułowym) bohaterem książki, ale nie jest to książka wyłącznie o nim. Pol Ballús i Luis Martín dają nam obraz funkcjonowania klubu jako spójnej całości, gdzie wszyscy powinni „ciągnąć wózek” w tym samym kierunku. Pep wielką uwagę przykłada do „jedności” – jednym z jego pierwszych zarządzeń było to, aby w imprezach klubowych uczestniczyli absolutnie wszyscy pracownicy klubu, począwszy od sprzątaczek i recepcjonistek, aż po sztab szkoleniowy i zarząd. Możemy też poznać niemal paranoiczny perfekcjonizm Guardioli, jego zdenerwowanie przed meczami i oddanie rodzinie, która sprawia, że może choć na chwilę odpocząć od rywalizacji sportowej na najwyższym poziomie. Bardzo ciekawe jest także spostrzeżenie, że trener „The Citizens” – niczym kiedyś Adam Małysz – skupia się na tym, aby dobrze grać; wyniki są tylko efektem dobrej gry, nie można mieć obsesji zwycięstwo. Można to pokazać na dwóch przykładach:

Manel Estiarte: „Wydaje mi się, że przegrana z Newcastle odbiła się na nim jeszcze mocniej niż przegrana z Crystal Palace. Gdy w jakimś meczu nie gramy na takim poziomie, do jakiego jesteśmy zdolni, zawsze mocno go to dotyka. Był cały spięty już na samym początku meczu z Newcastle, nawet wtedy, gdy jeszcze prowadziliśmy. Już po pięciu minutach gry stał przy linii bocznej i domagał się, by chłopaki dali z siebie więcej. A przecież wtedy wygrywaliśmy! Być może od razu wiedział, że to zmierza w złym kierunku, że coś tu nie działa”. (s. 244)

Jednocześnie Katalończyk potrafił zachować całkowity spokój, gdy jego podopieczni przegrywali do przerwy z przedstawicielem niższej ligi:

Pep Guardiola: „Nie nawrzeszczałem na chłopaków w przerwie, chociaż wiem, że niektórzy dziennikarze zawsze na to liczą. Nie musiałem, nie graliśmy przecież źle. Owszem, gdy tylko pozwalaliśmy im wziąć nad nami górę, gospodarze od razu nas za to karali, ale właśnie to podoba mi się w angielskiej piłce – grasz z zespołem, który kręci się gdzieś w środkowych rejonach tabeli Championship, a te chłopaki pokazują cholernie dobry futbol”. (s. 283)

Książka Pola Ballúsa i Lu Martína to z pewnością bardzo ciekawy obraz Manchesteru City pod rządami Pepa Guardioli. Potrafią pisać o błędach popełnianych przez menedżera (np. złe zestawienie składu na rewanż z AS Monaco w 1/8 finału Ligi Mistrzów w sezonie 2016/2017 – skutkowało to odpadnięciem „Obywateli”), ale głównie dlatego, że on sam się do nich publicznie przyznał. Taki opis wzmacnia stawiany pomnik człowieka skromnego i potrafiącego mówić o własnych niedoskonałościach. Bardzo ciekawe są też charakterystyki jego współpracowników, bo rzadko w których książkach możemy przeczytać aż tyle o ludziach z drugiego planu. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że książka jest trochę zbyt „cukierkowa” i przedstawia Guardiolę w samych superlatywach. Nie ma wątpliwości, że to wspaniały trener z wielkimi sukcesami, ale ktoś złośliwy mógłby się zapytać – czemu w ciągu trzech lat pracy, mając niemal nieograniczone możliwości finansowe, ani razu nie zdołał awansować do finału Ligi Mistrzów? Nikt nie neguje jego geniuszu, jednak faktem pozostaje, że bez Leo Messiego w składzie nigdy nie dotarł do finału najważniejszego z europejskich pucharów. Tych ciemniejszych stron i trudnych pytań zdecydowanie brakuje w tej książce. „Manchester City Pepa Guardioli. Budowa superdrużyny” to opowieść ciekawa i dobrze się ją czyta, może służyć jako rezerwuar dobrych cytatów do innych tekstów. Nie jest to jednak raczej taka książka, która będzie zajmować czołowe miejsca w plebiscytach.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Manchester City Pepa Guardioli. Budowa superdrużyny oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.