Najlepsze indywidualne występy w reprezentacji Polski

Miejsce 4.

Ernest Wilimowski przeciwko Brazylii, mistrzostwa świata, Strasburg, 5 czerwca 1938

Był to pierwszy w historii występ reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Wówczas format mundialu był zupełnie inny niż obecnie. Nie było fazy grupowej. Można było odpaść już po pierwszym meczu. Polacy nie mieli szczęścia w losowaniu. Trafili na zawsze mocną Brazylię, w składzie której występował legendarny Leonidas.

Czasy to były odległe. Nie było telewizji. Wokół meczu zrodziło się wobec tego wiele legend, jak choćby ta mówiąca o tym, że wspomniany Leonidas grał w tym spotkaniu boso. Anegdota barwna i działająca na wyobraźnię, lecz niestety nieprawdziwa. Polscy kibice mogli śledzić przebieg tej rywalizacji dzięki transmisji radiowej. Polskie Radio wysłało do Francji sprawozdawcę. Był nim młody radiowiec Michał Frank. W niektórych miejscach w naszym kraju zostały wystawione głośniki, by ludzie mogli wspólnie przeżywać emocje. A było co przeżywać.

Spotkanie było szalone, wie o tym każdy, kto choć trochę interesuje się historią futbolu. Brazylia, która była faworytem tego starcia potrzebowała dogrywki. Ostatecznie wygrała 6:5, ale zawodnicy ówczesnego kapitana związkowego Józefa Kałuży pokazali się z bardzo dobrej strony, postawili się wielkiemu rywalowi, nie przestraszyli się go.

Człowiekiem, którego nazwisko kojarzymy z tym meczem jest Ernest Wilimowski. Piłkarz, o którym można napisać wiele. Postać nietuzinkowa, wielowymiarowa, fascynująca. Wybitny zawodnik, ale też osoba, której biografia jest szalenie ciekawa, a jego pogmatwane losy są idealnym scenariuszem na fascynujący film.

Nie będziemy w tym miejscu opisywać postaci Wilimowskiego. Wielu zrobiło to znakomicie, choćby Zbigniew Rokita w książce „Królowie strzelców”. Zresztą by napisać o tym piłkarzu, potrzeba oddzielnego tekstu. Skupimy się na jego występie w meczu przeciwko Brazylii na stadionie w Strasburgu.

Wilimowski dokonał w tym spotkaniu rzeczy wielkiej, strzelając aż cztery gole. Był to niezwykły wyczyn, pobity dopiero w 1994, kiedy to Oleg Salenko strzelił pięć goli w wygranym przez Rosję meczu z Kamerunem.

Potyczka z Brazylią była przykładem romantycznej porażki, jakich później w historii polskiej piłki będzie wiele. I chyba właśnie ta przegrana była najpiękniejsza. „Przegląd Sportowy” ogłosił konkurs na odgadnięcie wyniku. Do redakcji nadesłano 1725 kuponów. Końcowego rezultatu nie przewidział nikt.

To był prawdopodobnie najsłynniejszy polski mecz ery przedtelewizyjnej. Jednym z tych, którzy zatapiali się w emocjach przed radioodbiornikami był pewien siedemnastolatek, stojący pod oknem domu sąsiada, podobnie jak wielu innych ludzi niemogących wejść do środka, bo po prostu zabrakło dla nich miejsca. Ten młody człowiek nazywał się Kazimierz Górski. Gdy Wilimowski trafił na 4:4, późniejszy selekcjoner pomagał pewnemu starszemu kibicowi, który zasłabł z emocji.

W tym miejscu należy jednak wspomnieć o śledztwie, jakiego dokonał Leszek Jarosz, dziennikarz TVP Sport, w tekście „Tajemnice meczu, którego nikt nie widział” zamieszczonym w piątej części kultowej już „Kopalni”. Jarosz pisze o tym, że być może tego dnia Wilimowski strzelił tylko… trzy gole. Niektóre źródła podają, że bramkę w dogrywce zdobył Fryderyk Szerfke. Istnieją nawet podejrzenia, że do siatki trafił Gerard Wodarz, chociaż akurat ta wersja jest najmniej prawdopodobna. Sięgnijmy więc do wspomnianego artykułu:

Jedni widzieli strzał Szerfkego, drudzy zaklinali, że piłki dotknął jeszcze Ezi, ktoś mówił, że może Wodarz.  Potrzebny jest film, tylko że może wcale go nie ma. Wszystkie dostępne dziś urywki z meczu Polska – Brazylia nie obejmują dogrywki. Może było już za ciemno dla kamer? Może taśma się skończyła? A może jednak jednak gdzieś jest nagranie całego meczu? Po więcej odsyłamy do Kopalni 5. Warto zapoznać się z tą historią i dowiedzieć się więcej. Jednak bez względu na to czy Wilimowski trafił w tym spotkaniu cztery razy, czy też jego bramkowy licznik zatrzymał się na trzech trafieniach, należy jego występ docenić. W rywalizacji przeciwko Brazylii zapisał się w historii nie tylko polskiej, ale też światowej piłki nożnej.

Mało kto widział ten mecz. Odnaleźć można jedynie czarno-białe fragmenty. Minęło wiele czasu od tego starcia. Futbol był wówczas zupełnie inny. W dodatku całe to szaleństwo skończyło się niepowodzeniem. Ale legenda przetrwała i zyskała szczególne miejsce w historii polskiego piłkarstwa. Cztery gole wbite Brazylii, w dodatku w meczu mistrzostw świata to wielki wyczyn. Ten występ Wilimowskiego już zawsze będzie ważnym rozdziałem w dziejach naszej piłki.

Miejsce 3.

Grzegorz Lato przeciwko Argentynie, mistrzostwa świata, Stuttgart, 15 czerwca 1974

Podium naszego zestawienia otwiera kolejny – po będącej popisem Kasperczaka rywalizacji z Włochami – mecz z mistrzostw świata w RFN. Było to pierwsze spotkanie Polaków na medalowym dla nich mundialu. Tym spotkaniem rozpoczęli marsz po trzecie miejsce. Faworytem była Argentyna. Tym bardziej zaskoczeni byli kibice na całym świecie, gdy po ośmiu minutach zespół Kazimierza Górskiego prowadził już 2:0. Pierwszą bramkę zdobył Grzegorz Lato – bezdyskusyjnie najjaśniejsza postać tego meczu.

Po błędzie argentyńskiej defensywy i nieporozumieniu bramkarza z obrońcą, piłka trafiła do napastnika Stali Mielec. Lato nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem jej w bramce rywala.

Uderzyłem leciutko – tyle, żeby wpadła do bramki. Prowadziliśmy 1:0 – wspominał zdobywca bramki w książce „Lato” napisanej wspólnie z Maciejem Polkowskim.

Chwilę później podwyższył Andrzej Szarmach. Na tym skończyło się  strzelanie w pierwszej połowie, ale Lato dał jeszcze znać o sobie w tym meczu. Wprawdzie na pół godziny przed jego zakończeniem Argentyńczycy trafili do naszej bramki, jednak chwilę potem Lato strzelił kolejnego gola. Piłkarze z Ameryki Południowej zdołali jeszcze raz odpowiedzieć, ale zwycięstwo padło łupem Polaków.

Wygrana 3:2 nad jednym z kandydatów do złota. Dwa gole Grzegorza Laty w pierwszym powojennym występie biało-czerwonych na mistrzostwach świata. To musiało robić wielkie wrażenie. Andrzej Strejlau, wówczas asystent Kazimierza Górskiego, został po latach zapytany przez Nikodema Chinowskiego na łamach książki „Mistrzowskie rozmowy” o to, która chwila z tego turnieju najmocniej zapadła mu w pamięć. Odpowiedział, że wybór jest trudny, ale prawdopodobnie postawiłby na spotkanie przeciwko Argentynie:

Ten mecz otworzył nam turniej, był początkiem pięknej drogi i najważniejszym momentem naszych mistrzostw.

Już samo zdobycie dwóch bramek w jednym meczu mistrzostw świata jest dużym wyczynem. Lato dokonał tego w spotkaniu szczególnym, przeciwko wielkiej Argentynie, przyczyniając się w dodatku do zwycięstwa. Na turnieju w RFN trafił do siatki jeszcze pięciokrotnie, zostając królem strzelców najważniejszej futbolowej imprezy.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…