Najlepsze indywidualne występy w reprezentacji Polski

Miejsce 2.

Zbigniew Boniek przeciwko Belgii, mistrzostwa świata, Barcelona, 28 czerwca 1982

Na mundialu w Hiszpanii reprezentacja Polski napisała piękną historię, drugi raz sięgając po medal mistrzostw świata. W ślady piłkarzy Kazimierza Górskiego poszli zawodnicy Antoniego Piechniczka, zresztą kilku zawodników biegających po hiszpańskich boiskach osiem lat wcześniej grało na stadionach w RFN.

Nie należał do nich Zbigniew Boniek. On na imprezie mistrzowskiej zadebiutował w 1978, jednak w Argentynie nie udało się stanąć na podium, mimo że aspiracje kadry prowadzonej przez Jacka Gmocha były ogromne.

Początkowo turniej w Hiszpanii nie układał się dla nas pomyślnie. Zaczęło się od dwóch bezbramkowych remisów z Włochami i Kamerunem. Polscy kibice długo musieli czekać na pierwszego gola. Doczekali się w meczu z Peru. W tym spotkaniu gola padały jak z rogu obfitości. Wygrana 5:1 zapewniła nam awans do kolejnej rundy.

Tam drużyna Piechniczka trafiła na Belgię i ZSRR. Zanim wywalczyła bezbramkowy remis z Rosjanami, pewnie ograła Belgię – ówczesnego wicemistrza Europy. To był prawdziwy popis Bońka. Dzięki jego trzem golom Polacy wygrali 3:0. Bez wątpienia był to jeden z najlepszych meczów w dziejach polskiego futbolu i prawdopodobnie najlepszy, jaki reprezentacja naszego kraju rozegrała na mundialu.

Rywalizacja toczyła się na słynnym Camp Nou. Stadion FC Barcelona stał się miejscem wielkiego polskiego triumfu. Pierwszą bramkę Boniek zdobył już w 4. minucie po asyście Grzegorza Laty. Zaczęło się znakomicie. Tak wspominał tę chwilę sam Boniek w książce „Na polu karnym” napisanej wspólnie z Krzysztofem Wągrodzkim:

Grzesiek ograł Millecampsa, będzie dośrodkowywał! Żeby tylko mnie dostrzegł – przemknęło mi wtedy przez głowę. Niepotrzebnie się martwiłem, Lato jest zbyt doświadczonym piłkarzem, by zawiódł w takiej chwili. Rzucił piłkę po ziemi, mniej więcej metr przede mną. Uderzyłem z całej siły. Trafiłem idealnie, jednak przez ułamek sekundy nie byłem pewien czy strzał nie pójdzie za wysoko. W takich chwilach zresztą nigdy nie ma się pewności…

W 26. minucie padł kolejny gol. Został strzelony po przepięknej, niemal podręcznikowej akcji. Belgowie nie mieli wiele do powiedzenia. Jeszcze raz oddajmy głos głównemu aktorowi tego widowiska:

Wreszcie jest akcja, jak z książki o futbolu. Dziuba – Lato – Dziuba, piłka wędruje do Kupcewicza, który przerzuca ją do Buncola – daleko, na lewą stronę. Buncol główką podaje do mnie, a ja też głową strzelam nad bramkarzem.

Trzecie trafienie miało miejsce w 53. minucie. Boniek ustalił wynik spotkania, przechodząc do historii polskiej piłki. To był wspaniały wieczór całej drużyny, ale pierwsze skrzypce zagrał urodzony w Bydgoszczy zawodnik. Ostatnią w tym meczu bramkę Boniek w przytoczonej powyżej książce opisał krótko:

Zasługa Laty, strzał znów mój.

Można żałować jedynie, że Boniek w wyniku żółtych kartek nie mógł zagrać w półfinale z Włochami. Italia wygrała z Polską, następnie sięgnęła po tytuł zwyciężając RFN. Polacy po pokonaniu Francji znów cieszyli się z trzeciego miejsca. „Zibi” był jedną z najjaśniejszych postaci turnieju. Po mistrzostwach święcił sukcesy na arenie klubowej, wchodząc na piłkarski szczyt z drużyną Juventusu. Mecz z Belgią w swojej książce „Mój Boniek” barwnie wspominał Jacek Sarzało:

Tym jednym meczem Zbigniew Boniek wszedł do galerii najwybitniejszych graczy świata, sobie dał prawo do piłkarskich rządów absolutnych, a nam, pięknym dwudziestoletnim, doznania silniejsze od orgazmu. Po 3:0 z Belgią nikt już w reprezentacji nie mógł się Bońkowi postawić.

Miejsce 1.

Jan Tomaszewski przeciwko Anglii, eliminacje mistrzostw świata, 17 października 1973

Najważniejszy mecz w historii polskiego futbolu. Bez remisu na Wembley nie byłoby trzeciego miejsca na mistrzostwach świata w RFN. Nie byłoby pamiętnych zwycięstw nad Argentyną, Włochami czy Brazylią, słynnego „meczu na wodzie” i legendy „Orłów Górskiego”. Być może nie byłoby także medalu drużyny Antoniego Piechniczka w 1982 roku.

W tym meczu padła najważniejsza bramka w dziejach naszej piłki nożnej – zdobył ją, jak wszyscy doskonale wiedzą, Jan Domarski. Na słowa uznania zasłużyła cała drużyna, ale postacią numer jeden był Jan Tomaszewski. To był wspaniały występ polskiego bramkarza. Do dziś mówi się, że tego dnia zatrzymał Anglię.

Właśnie ten występ zajmuje w naszym zestawieniu pierwsze miejsce. Można dyskutować, który z przedstawionych w tym tekście indywidualnych popisów był najlepszy. Trudno to obiektywnie zmierzyć i ocenić. Ale ten był prawdopodobnie najważniejszy. Jego waga była największa. To, czego na słynnym londyńskim stadionie dokonał Tomaszewski miało ogromne znaczenie dla losów polskiego piłkarstwa. Wszyscy zaglądający na portal Retro Futbol znają tę historię, więc nie trzeba jej szczegółowo opisywać. Spróbujmy jednak przeżyć to jeszcze raz.

Przed spotkaniem na Wembley w teoretycznie lepszej sytuacji byli Polacy. Awans do finałów mistrzostw świata dawał im remis. Anglicy musieli wygrać. Tylko zwycięstwo zapewniało im przepustkę do najważniejszego futbolowego turnieju. Faworytem była reprezentacja Anglii. Gospodarze byli pewni siebie. Nie zważali na to, że Polacy rok wcześniej zostali mistrzami olimpijskimi. Na zachodzie piłkarskie sukcesy odnoszone na igrzyskach, na których walczyli amatorzy nie były w pełni doceniane. Nasi rywale nie przejmowali się również tym, że w Chorzowie musieli uznać wyższość biało-czerwonych. Traktowali to jak wypadek przy pracy.

Wszyscy nad Wisłą doskonale zdawali sobie sprawę z tego, jak wielką piłkarską potęgą jest Anglia. A jednak tlił się cień nadziei. Kibice w naszym kraju tak bardzo pragnęli pierwszego po wojnie awansu na mundial. Dalsze losy tej historii dobrze znamy. Na początku drugiej połowy świat przecierał oczy ze zdumienia, gdy Jan Domarski posyłał piłkę obok Petera Shiltona. Anglicy zdołali wyrównać, ale wynik 1:1 dał awans Polakom.

Radości by nie było, gdyby nie wspaniała tego dnia forma Jana Tomaszewskiego. Nasz golkiper bronił kapitalnie. Zaliczał wspaniałe interwencje, z każdą minutą przybliżając naszą drużynę do wielkiego sukcesu. W tekście poświęconym bramkarzowi, napisanym przez Pawła Strzeleckiego na łamach zbiorowej publikacji „Strzał w dziesiątkę”, można przeczytać wspomnienia Tomaszewskiego:

Bez wątpienia miałem wtedy więcej szczęścia niż umiejętności. Odzyskałem społeczne zaufanie. Ale tak naprawdę uwierzyłem w siebie wcześniej. Po pierwszym meczu z Anglią. Wtedy cała nasza drużyna przekonała się, że możemy jak równy z równym walczyć z najlepszymi. Ba, nie tylko walczyć, ale i wygrywać. Zwyciężyliśmy, a ja chodziłem dumny z tego, że tacy eksperci jak Anglicy pisali o mnie, że zdejmowałem piłki z głów ich napastników z taką łatwością, jakbym zrywał jabłka z drzewa.  

Niewiele brakowało, ale tego świetnego występu w ogóle by nie było. Nie byłoby legendy i wspomnień żywych do dziś, a Tomaszewski nie miałby okazji do zaprezentowania swoich umiejętności. Już bowiem na początku spotkania doszło do groźnie wyglądającej sytuacji. Tak wspominał to sam bramkarz:

Dla mnie najważniejszym, przełomowym momentem była sytuacja z drugiej czy trzeciej minuty. Z tego strachu, szumu nie zauważyłem prawie dwumetrowego Clarke’a. Rzuciłem piłkę na ziemię i w ostatniej chwili zobaczyłem tylko wielką białą plamę, a nie zawodnika. Rzuciłem się na piłkę, on całkiem prawidłowo kopnął mnie w rękę, wiłem się bólu, wpadł lekarz, doktor Janusz Garlicki, publika wyje, on mi to mrozi jakimś prymitywnym chlorkiem etylu i dopiero to mnie otrzeźwiło. Od tej pory zacząłem grać.

Z jednej strony mało brakowało, a Tomaszewski nie rozegrałby tego dnia meczu życia. Z drugiej – być może właśnie to zdarzenie dodało mu skrzydeł. Tak czy inaczej bramkarz Łódzkiego Klubu Sportowego dokonywał wówczas w polskiej bramce rzeczy niezwykłych. Po końcowym gwizdku w polskich domach zapanowała radość. Anglicy natomiast nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Kazimierz Górski opowiadał o tym w wywiadzie udzielonym Krzysztofowi Guzowskiemu na łamach wydanej przez „Rzeczpospolitą” publikacji „Piłka w grze”:

Przejmująca cisza na trybunach. Starsi angielscy kibice mieli łzy w oczach. W czasie meczu panował taki huk, że nic nie było słychać. A teraz mogłem coś powiedzieć normalnym głosem i słychać by mnie było pod drugą bramką.

Na koniec oddajmy głos głównemu bohaterowi tego wydarzenia. Tomaszewski tak opisywał tamte wspaniałe chwile w swojej książce „Kulisy reprezentacyjnej piłki”:

Nie słyszałem kiedy sędzia skończył mecz. Zobaczyłem tylko podniesione w górę ręce moich kolegów, tych, którzy stali najbliżej sędziego. Tylko o ni w tej wrzawie mogli usłyszeć końcowy gwizdek.

Żaden mecz nie zapisał się w historii polskiej piłki tak mocno jak tamta potyczka z Anglią. To spotkanie stało się legendą, elementem popkultury. Polacy potrafili wówczas uciszyć szalejące i rozgrzane do czerwoności trybuny słynnego Wembley wypełnionego tego wieczoru do ostatniego miejsca. Głównym architektem tego sukcesu był Jan Tomaszewski. Niecały rok później potwierdził wielką klasę na medalowych dla nas mistrzostwach świata w RFN. Stał się tam pierwszym bramkarzem, który obronił dwa rzuty karne na jednym mundialu. Miał w karierze wiele pięknych występów, ale ten na Wembley był najważniejszy.

W tekście przedstawiliśmy dziesięć najlepszych zdaniem autora indywidualnych występów w historii reprezentacji Polski. Co do obecności niektórych występów w tym zestawieniu czy zajmowanych przez nie miejsc można mieć wątpliwości i uwagi. Każdy ma swoje zdanie i przyjmuje własne kryteria. Autor kierował się wieloma czynnikami. Liczyła się jakość gry wyróżnionych zawodników. Ale istotne były też waga meczu i klasa rywala. Andrzej Iwan strzelił dwa gole Hiszpanii, ale zrobił to jednak tylko w meczu towarzyskim. Artur Boruc rozegrał fantastyczne spotkanie na mistrzostwach Europy, ale przeciwnikiem była wówczas prawdopodobnie najsłabsza w całym turnieju Austria.

Można spierać się o to, co było większym osiągnięciem. Strzelenie czterech goli Brazylii na mundialu, jak zrobił to Ernest Wilimowski czy wbicie dwóch trafień również mocnemu Związkowi Radzieckiemu  w czasach, gdy boje z Rosjanami były czymś więcej niż sport. Kogoś zachwycą dwie bramki Euzebiusza Smolarka w meczu eliminacyjnym z Portugalią, zaś ktoś inny wyżej będzie stawiał dwie asysty Henryka Kasperczaka w spotkaniu przeciwko Włochom na mistrzowskim turnieju. Obiektywnie nie da się tego ocenić, zmierzyć i rozstrzygnąć. Za każdym z tych występów stoją niesamowite historie, których sport dostarcza nam wiele. I właśnie przedstawienie i przypomnienie tych historii było głównym celem tego tekstu. Każdy z opisanych tu meczów ma szczególne miejsce w dziejach polskiego piłkarstwa. Warto o tak pięknych dla nas wydarzeniach pamiętać i wracać do nich po latach.

GRZEGORZ ZIMNY

Źródła
  • Stefan Szczepłek – „Moja historia futbolu” – tom 2 – Polska
  • Jan Tomaszewski – „Kulisy reprezentacyjnej piłki”
  • Kazimierz Górski, Andrzej Konieczny – „Z ławki trenera”
  • Zbigniew Rokita – „Królowie strzelców”
  • Andrzej Szarmach, Jacek Kurowski – „Diabeł nie anioł”
  • Jacek Sarzało – „Mój Boniek”
  • Zbigniew Boniek, Krzysztof Wągrodzki – „Na polu karnym”
  • Marek Bobakowski – „Grzegorz Lato”
  • Grzegorz Lato, Maciej Polkowski – „Lato”
  • Wiktor Bołba – „Deyna. Geniusz futbolu. Książę nocy”
  • Lucjan Brychczy, Wiktor Bołba, Grzegorz Kalinowski – „Kici. Lucjan Brychczy – legenda Legii Warszawa”
  • Bogdan Rymanowski – „Gracze”
  • Andrzej Iwan, Krzysztof Stanowski – „Spalony”
  • Nikodem Chinowski – „Mistrzowskie rozmowy”
  • Paweł Czado – „Biblioteka 90-lecia Polonii Bytom” – tom 2 – Edward Szymkowiak
  • Leszek Jarosz – “Tajemnice meczu, którego nikt nie widział” – Kopalnia nr 5
  • „Strzał w dziesiątkę” – praca zbiorowa
  • „90 lat polskiego sportu” – publikacja wydana przez „Przegląd Sportowy”
  • „Wielki finał” – praca zbiorowa
  • „Piłka w grze” – część 1 „Polskie mundiale”
  • „Piłka w grze” – część 10 „Gra na polską nutę”
  • „Piłka w grze” – część 12 „Polska: powtórka z historii”
  • „Przegląd Sportowy”
  • „Sport”
  • „Piłka Nożna”
  • 90 minut.pl