„Piłkarska America” – recenzja

Czas czytania: 5 m.

W naszym cyklu recenzji zazwyczaj piszemy o nowych książkach. Żyjemy jednak, jaka sama nazwa wskazuje, przeszłością futbolu i wracamy do starszych publikacji, jeśli są tego szczególnie warte. Tak jest z pewnością w przypadku tomu 46. Encyklopedii Piłkarskiej FUJI (4. w serii FIFA World Cup), poświęconemu historii zmagań o mistrzostwo Ameryki Południowej. „Piłkarska America” ukazała się w 2014 r. przed mundialem w Brazylii nakładem katowickiego wydawnictwa GiA.

Polub nasz profil na Facebooku

Andrzeja Gowarzewskiego miłośnikom książek o piłce nożnej przedstawiać nie trzeba. Debiutował jeszcze w latach siedemdziesiątych, w pewnym momencie z przyczyn politycznych został wydalony ze swojej redakcji i od tej pory stał się swego rodzaju autsajderem wśród dziennikarzy sportowych, działającym tylko i wyłącznie na własny rachunek.

Można go nie lubić za cięty język i czasem zbyt zajadliwe ataki na kolegów po fachu, ale nie da się nie docenić jego wspaniałego dorobku, który liczy już ponad 100 publikacji książkowych. Przeczytałem czy choćby przejrzałem kilkadziesiąt tomów jego Encyklopedii Piłkarskiej FUJI i ten nowszy o Copa America (był też starszy, tj. tom 13. z 1995 r.) jest zdecydowanie jednym z najlepszych. Złośliwi mogliby powiedzieć, że to dlatego, iż teksty pisali tam zaproszeni dziennikarze, nie sam Andrzej Gowarzewski. Mądry król otacza się jednak dobrymi doradcami, także i w tym przypadku splendor nie może ominąć szefa całego przedsięwzięcia.

Dołącz do naszej grupy na Facebooku

„Piłkarska America” to kronika opisująca dzieje Copa America, czyli najstarszego turnieju piłkarskiego o mistrzostwo kontynentalne.

Autorzy zaczynają od nieoficjalnego jeszcze turnieju z 1910 r. (wspominają też o wcześniejszej rywalizacji między Urugwajem i Argentyną, czyli w pewnym sensie walką o mistrzostwo kontynentu między dwoma najlepszymi wówczas drużynami), a potem mamy kompletną dokumentację wszystkich pozostałych turniejów Copa America (począwszy od 1916 r. do Copa America 2011 w Argentynie, ostatniego w momencie wydania książki). System prezentowania statystyk jest podobny jak w poprzednich tomach, do czego stali czytelnicy Encyklopedii Piłkarskiej FUJI są przyzwyczajeni. Oczywiście błędy mogą się trafić, ale – nawet jeśli – ilu polskich dziennikarzy jest w stanie je wskazać i poprawić?

REKLAMA 2
„Piłkarska America” – recenzja 3

Statystyki i dokumentacja jak zawsze na wysokim poziomie (zarówno merytorycznym, jak i graficznym), ale największą zaletą tomu „Piłkarska America” są kapitalne teksty z historii kontynentu. Celowo piszę „z historii kontynentu”, bo w większości przypadków futbol jest tutaj jedynie pretekstem do stworzenia wspaniałej opowieści.

Ile razy zastanawialiście się, dlaczego w Copa America nigdy nie brała udziału Gujana lub Surinam? Leszek Orłowski śpieszy z odpowiedzią (s. 32-34). Jakie związki w Brazylii ma samba i futbol? Odpowiada Leszek Śliwa (s. 26-30). Zaproszeni przez Andrzeja Gowarzewskiego autorzy nie ograniczają się tylko do kontynentu amerykańskiego: wspominany Leszek Śliwa rozkłada na czynniki pierwsze przedziwny występ olimpijskiej reprezentacji Peru w Berlinie w 1936 r. (s. 62-72), a Piotr Kowalczuk analizuje wpływ oriundich na sukcesy reprezentacji Włoch (s. 56-58).

A to wszystko to tylko mała próbka całej masy świetnych tekstów, bo przecież o Brazylii pisze jeszcze najlepszy obecnie specjalista od tematu Bartłomiej Rabij czy zaproszony do współpracy znany brazylijski dziennikarz Airton Fontenele. Do tego tomu swoje teksty przesłali również Jerzy Cierpiatka, Paweł Czado, Leszek Jarosz (autor kapitalnej strony na Faceooku pt. „Historia Mundiali”), Andrzej Krauze, Dariusz Wołowski czy wreszcie Piotr Koźmiński; zresztą przeczytajcie to:

Mój kraj to prawdziwy fenomen. To małe państwo wielkich piłkarzy. Ja swoją karierę dzieliłem między Urugwaj i Brazylię. I lubię, gdy dzwonią do mnie z okolic Copacabany i pytają, jak my to robimy, że taki mały kraj odnosi tak wielkie sukcesy. Ja się wtedy śmieję i mówię: no właśnie. To wy mi powiedźcie, dlaczego kraj o wielkości jednej dzielnicy waszego Sao Paulo ma tyle triumfów? A już na poważnie – tu, w Urugwaju, zawsze bardzo serio traktowaliśmy szkolenie młodzieży. Do tego przywiązujemy wielką wagę. I właśnie dlatego wciąż mamy nowe pokolenia świetnych graczy jak choćby Cavani, Suarez czy mój syn, Diego. Ale my tu ciągle mówimy o Urugwaju… A proszę mi powiedzieć, co się z Polską stało? Ostatni wasi wspaniali piłkarze, jakich pamiętam, to Deyna, Boniek i Lato, ale przecież to było już tak dawno temu… Dlaczego tak nisko upadliście? – zapytał mnie na koniec Forlan. I wcale niełatwo znaleźć odpowiedź na jego pytanie… (s. 138)

Powyżej fragment rozmowy Piotra Koźmińskiego z Pablo Forlanem, ojcem dużo lepiej znanego Diego. Trzeba dodać, że młody Forlan, wygrywając ze swoją reprezentacją Copa America 2011, był już trzecim zwycięzcą z tej rodziny – oprócz wspominanego ojca, który wygrał turniej w 1967 r., z reprezentacją Urugwaju triumfował też dziadek ze strony matki Diego Forlana. Takich ciekawostek w „Piłkarskiej Americe” jest dużo więcej, a Piotr Koźmiński tropi też polskie wątki w tych latynoamerykańskich rozgrywkach:

Podobnie jak w kilku innych edycjach Copa America, tak i w tej odnotowaliśmy polski akcent. Chodzi o paragwajskiego napastnika Alfredo Damiana Mendozę Sulewskiego, który już w pierwszym meczu, z Peru (5:2), wpisał się na listę strzelców. Dla Mendozy – Sulewski to nazwisko matki – to drugi start w Copa America (miał już za sobą występy w edycji z 1983 roku). Piłkarz brał też udział w finałach mistrzostw świata w Meksyku, gdzie zagrał cztery spotkania. Marzenia Paragwaju o czymś więcej niż udział w grach o ćwierćfinał brutalnie zakończyli Anglicy, wygrywając tyle, co z Polską, bo 3:0. (s. 184)

Alfredo Damián Mendoza Sulewski w rozmowie z Piotrem Koźmińskim mówił o swoich polskich korzeniach, wspominał także swoje występy na wielkich imprezach. Z kolei o słynnym urugwajskim bramkarzu Ladislao Mazurkiewiczu (zmarł w 2013 r. ) opowiadał Piotrowi Koźmińskiemu Pablo Forlan, jego kolega z reprezentacji. A czy spodziewalibyście się, że w książce o Copa America dowiecie się o fascynującej wojnie z połowy XIX wieku, w której to malutki Paragwaj długo bił się jednocześnie z Argentyną, Brazylią i Urugwajem? To wszystko w książce o futbolu.

Można by wymienić jeszcze wiele przykładów kapitalnych ciekawostek i tekstów w książce „Piłkarska America”. Właściwie to trochę dziwne, że Andrzej Gowarzewski włączył tom o Copa America do swojego 6-tomowego (jak na razie) cyklu o historii mistrzostw świata w piłce nożnej. Na pewno ważnym argumentem było to, że mistrzostwa Ameryki Południowej są starsze niż mundial.

Ale przecież Igrzyska Olimpijskie też są starsze… Zresztą przy okazji tej mundialowej serii w 2014 r. Andrzej Gowarzewski zapowiadał tom o historii zmagań piłkarskich na Igrzyskach Olimpijskich, który niestety do tej pory się nie ukazał. Jakimś argumentem jest to, że Ameryka Południowa zawsze odgrywała wielką rolę przy okazji walki o Złotą Nike (czy wcześniej Puchar Rimeta). No ale przecież Europa jeszcze większą, a tom o Euro do cyklu „FIFA World Cup” nie wszedł…

Zresztą zupełnie nieistotne jest, czy tom o Copa America ma rację bytu w cyklu o MŚ. Możemy się tylko cieszyć, że powstała przy tej okazji kapitalna książka, perełka w i tak świetnej kolekcji wydawnictwa GiA.

Do wymienionych wyżej świetnych autorów trzeba jeszcze dodać Bożenę Bilińską-Smoleń, która zaplanowała wszystko od strony graficznej. W sumie otrzymaliśmy prawdziwe dzieło nie tylko o południowoamerykańskim futbolu, lecz o Ameryce Południowej w ogóle.

Autorzy tekstów opisują piłkarskie przypadki w szerszym kontekście, wykazując się szerokimi horyzontami w dziedzinie historii, kultury, literatury, geografii czy choćby wiedzy o tańcu. Do tego wszystko jest napisane z reporterską swadą, ciekawie, nieszablonowo, na tapecie pojawiają się wątki czasem dla innych niezauważalne (jak choćby wspomniany występ Peru na IO w Berlinie).

REKLAMA 2
„Piłkarska America” – recenzja 4

Czasem zbyt wielu autorów w jednej książce sprawia, że całość jest niespójna i chaotyczna; tym razem wszystko wspaniale się ułożyło. Wielkie słowa uznania dla zespołu autorów za świetną książkę, także ukłony w stronę Andrzeja Gowarzewskiego, który taki świetny zespół zbudował. Rzadko kiedy mogę polecić książkę bez absolutnie żadnych zastrzeżeń, ale tak właśnie jest w tym przypadku. Przeczytałem ją już dwukrotnie „od deski do deski”, na pewno będę do niej wiele razy wracał. Warto, naprawdę warto!

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Piłkarska America oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.

Bartosz Bolesławski
Bartosz Bolesławski
Psychofan i zaoczny bramkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Jan Woś – Legenda Odry Wodzisław

Przez ekstraklasę prześlizgnęło się w przeszłości wielu zawodników, którzy pozostali kompletnie anonimowi, niczym się nie wyróżniając. Nieraz narzekamy na brak dobrego poziomu, ale także...

Puchar Mistrzów 1964-65 – statystycznie

Zapraszamy do kolejnej części serii statystycznego podsumowania kolejnych edycji Pucharu Mistrzów. Tym razem sprawdzamy statystyki i ciekawostki związane z szóstą edycją tych rozgrywek, czyli sezonem 1964/64. Puchar Mistrzów...

Kultowe zdjęcia w historii piłki nożnej

Zdjęcie może zaciekawić równie mocno, co film. Zapraszamy do zestawienia kultowych piłkarskich fotografii.