Polska na mistrzostwach świata w 1974 roku

Szwedzki kryzys

Chłopcy Górskiego w kapitalnym stylu awansowali do czołowej ósemki turnieju. Drużyna, której najsilniejszym punktem miała być żelazna defensywa, została jednym z najefektowniejszych i najbardziej bramkostrzelnych zespołów prezentujących się na niemieckich boiskach. Dość powiedzieć, że po pierwszej rundzie Andrzej Szarmach przewodził klasyfikacji strzelców z pięcioma golami na koncie, a za nim plasował się Grzegorz Lato mający cztery trafienia. W kolejnej fazie Polacy musieli się zmierzyć ze Szwecją, Jugosławią oraz gospodarzami mistrzostw.

Spotkanie ze Skandynawami było jednym z najtrudniejszych starć na tym turnieju. Biało-czerwoni wyraźnie przeżywali w tym meczu kryzys, co przy takim natłoku spotkań musiało mieć w końcu miejsce. Na szczęście w 43. minucie Grzegorzowi Lacie udało się przełamać defensywę reprezentacji Trzech Koron i głową pokonać bramkarza Ronnie Hellstroma, który skapitulował w tym turnieju dopiero po raz pierwszy.

Największym bohaterem biało-czerwonych został jednak Jan Tomaszewski, który wybronił rzut karny wykonywany przez Steffana Tappera. Warto dodać, że w składzie Polaków zabrakło Adama Musiała, który został pominięty przez Kazimierza Górskiego po tym, jak spóźnił się z wieczornej przepustki i podchmielony wdał się w wymianę zdań z legendarnym selekcjonerem.

To była taka zagrywka trenera Górskiego. Był świetnym psychologiem, mimo że nie miał odpowiedniego wykształcenia. Wyczuł, że po pierwszej fazie grupowej drużyna poczuła się zbyt pewnie i stwierdził, że trzeba nami wstrząsnąć. Sztab szkoleniowy był za tym, żeby odesłać mnie do domu. Ostatnie zdanie należało jednak do trenera Górskiego. Po latach przyznał, że koledzy, którzy byli w radzie drużyny, wstawili się za mną i uprosili go, żeby mnie zostawił.

Adam Musiał

Awans do strefy medalowej

Stało się jasnym, że ewentualna wygrana z Jugosławią zagwarantuje nam najprawdopodobniej awans do strefy medalowej. Zawodnicy z Bałkanów przystępowali do tego meczu z nożem na gardle.

Pierwszy mecz przeciwko RFN przegrali 0:2. Jedynie zwycięstwo z Polską przedłużało ich nadzieje na walkę o medal. Na domiar złego Plavi musieli grać bez swojej największej gwiazdy Dragan Džajicia, zawodnika Crvenej Zvezdy, a w 24. minucie przegrywali już 0:1 po rzucie karnym wykorzystanym przez Deynę. Polacy tracą prowadzenie tuż przed przerwą. Polskich obrońców i Tomaszewskiego wymanewrował Stanislav Karasi. Mecz zaczyna się od początku.

Spotkanie kosztuje biało-czerwonych mnóstwo sił. W 56. minucie boisko musi opuścić poobijany Szarmach. Kilka minut później znów radość Polaków. Gadocha bije rzut rożny, a Lato strąca piłkę głową i pakuje do bramki rywala. To jego szósty gol na tym turnieju.

Mimo tego, że boisko przedwcześnie opuszcza Deyna, a Tomaszewski kończy mecz nie w pełni sił, to chłopcy Górskiego dociągają zwycięstwo do ostatniego gwizdka arbitra. Strefa medalowa już jest w kieszeni. Wygrana w ostatnim meczu z RFN da nam finał!