Puchar Nehru 1984, czyli jak kadra Piechniczka podbiła Indie

Mecz o wszystko

Nasz mecz z Rumunią kończył grupowe rozgrywki i sytuacja w tabeli była już jasna. Prowadzili w niej Chińczycy, którzy lepszym bilansem bramek wyprzedzili Argentynę. Zespół prowadzony przez Bilardo swoim starciem z Vasasem rozpoczynał ostatnią serię gier i wiedział, że tylko wysokie zwycięstwo może im dać awans do finału. Wygrali 3:0, ale w takim samym stosunku Chiny wygrały z Indiami i to właśnie reprezentanci Państwa Środka zapewnili sobie awans. Polacy ustępowali jednym i drugim pod względem różnicy bramek i remis nic nam nie dawał. Żeby zagrać w finałowym pojedynku, to w środę 25 stycznia musieliśmy wygrać z Rumunami.

Trener zdecydował się na jedną zmianę w wyjściowym składzie. Józefa Adamca zastąpił Piotr Skrobowski. Po czasie okazało się, że dla zawodnika krakowskiej Wisły był to pożegnalny występ w reprezentacji. W pełnym rozwoju jego talentu przeszkodziły mu kontuzje. Smolarek określał Skrobowskiego jako największy niewykorzystany talent piłkarski, z jakim grał. Spotkanie miało się odbyć na nowo wybudowanym stadionie Salt Lake.

To kolos obliczony na 130 tys. miejsc. Obecnie jest wykańczany i może pomieścić 90 tys. widzów. Na meczu Polska – Rumunia stadion wypełniony był po brzegi. Obiekt przypomina brazylijską „Maracanę”. Trybun przykryte dachem, wokół nowoczesne szatnie i zaplecze. Stadion oddalony jest od miasta o ok. 7 km. Środowe mecze ChRL – Indie i Polska – Rumunia stanowiły jego oficjalną inaugurację – cytował Piechniczka Dziennik Łódzki.

Świadomość, że trzeba wygrać z Rumunią, trochę chyba spętała nogi naszym zawodnikom, bo na przerwę schodzili przy wyniku 0:0. Trener zauważał, że nasi rywale zagrali bardzo defensywnie i dobrze spisywał się ich bramkarz. Polacy atakowali od samego początku, ale naszym napastnikom w kolejnym już meczu brakowało skuteczności. Na szczęście bramki mogli strzelać też obrońcy, o czym przekonano się na początku drugiej połowy.

Pięć minut po przerwie ruszył do przodu Roman Wójcicki. Minął kilku piłkarzy rumuńskich, wymienił błyskawicznie piłkę z Włodzimierzem Ciołkiem i płaskim strzałem z około trzynastu metrów nie dał żadnych szans bramkarzowi – relacjonował po spotkaniu Piechniczek.

Jednobramkowe prowadzenie Polacy utrzymali do końca i jako jedyny zespół bez porażki w turnieju zakończyli grupowe zmagania na pierwszym miejscu. Trener oprócz Wójcickiego chwalił Pawlaka, który często włączał się do akcji ofensywnych, a także Buncola i Smolarka. Ten ostatni trzy minuty przed końcem został zmieniony przez Majewskiego. Drugą zmianą był wprowadzenie w przerwie Urbanowicza w miejsce Dziekanowskiego. Piłkarz Pogoni podobnie jak Skrobowski tym występem pożegnał się z reprezentacją, w której nie potrafił zaistnieć i wywalczyć sobie miejsca na stałe. Dziekanowski z kolei grał dość nierówno, ale Piechniczek widział jego ogromne możliwości. W przyszłości selekcjoner planował, żeby Dziekan stworzył duet napastników ze Smolarkiem. Żeby piłkarze lepiej się rozumieli, postanowił ich umieścić razem w jednym pokoju w hotelu, ale nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów.

Starałem się jak najlepiej „zgrywać” z Darkiem, choć byliśmy zupełnie innymi ludźmi. Ja bardziej zamknięty, skryty w sobie, on przebojowy, otwarty na wszystko. Czasami wydaje mi się, że gdyby inaczej potoczyło się to wszystko, to moglibyśmy przez wiele lat decydować o sile ataku reprezentacji. Różnice charakteru były jednak zbyt duże między nami – wspominał Smolarek.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…