Puchar Nehru 1984, czyli jak kadra Piechniczka podbiła Indie

Czas czytania: 31 m.

Indyjskie kontrasty

Pomiędzy kolejnymi pojedynkami Polacy mieli parę dni wolnego, więc oprócz treningów, na które przychodziło po kilka tysięcy kibiców, mogli przeznaczyć czas na odpoczynek i zwiedzanie miasta. Dzisiaj populację Kalkuty szacuje się na około 14 milionów mieszkańców, a w 1984 r. było ich niespełna 10 milionów. Nasi piłkarze poznawali miasto głównie zza szyb autobusów i zawsze towarzyszyło im dziesięciu ubranych po cywilnemu policjantów, którzy dbali o ich bezpieczeństwo. Wielu turystom Indie jawią się dzisiaj jako kraj ogromnych społecznych nierówności. Nie inaczej było też w latach 80. W Polsce jednak również nie było wówczas kolorowo. Ciągle obowiązywał stan wojenny, coraz więcej produktów było reglamentowanych, a na sklepowych półkach pojawiało się coraz więcej pustych miejsc. Szarość i beznadzieja ostatnich lat PRL-u w zderzeniu z indyjską codziennością skłaniały jednak Polaków do refleksji, że w porównaniu z Indiami w Polsce mimo wszystkich uciążliwości nie żyło się najgorzej.

Te wszystkie miasta, przepych, bieda, slumsy, wille, pałace – coś niesamowitego. Ja do dziś pamiętam te nasze wyjścia na spacery, gdzie policja cały czas nas eskortowała w cywilu. Był taki film, „Slumdog. Milioner z ulicy” i te urywki dokładnie pokazują to, co my widzieliśmy – dzieci, które czekały, aby ktoś dał jakiś pieniądz – tak rzeczywiście było. Doceniliśmy wtedy to, choć u nas było, jak było, że żyliśmy wtedy w takim kraju jak Polska – mówił Czesław Jakołcewicz w rozmowie z Grzegorzem Ignatowskim dla naszego portalu.

Ogromne społeczne nierówności zapadły też w pamięć Włodzimierzowi Smolarkowi.

Największe wrażenie budziły indyjskie kontrasty – przepych i bogactwo pałaców, a zaraz nieco dalej nędza – rodziny koczujące na ulicy. Mnóstwo riksz na ulicach i brak jakiegokolwiek uporządkowanego ruchu drogowego. Głośny klakson samochodowy był najlepszym znakiem ostrzegawczym – opowiadał po latach Smolarek.

Bardziej drastyczne i obrazowe wspomnienia z wizyty w Indiach miał Andrzej Iwan, który w Spalonym podzielił się kilkoma spostrzeżeniami.

Pięćdziesiąt metrów od hotelu, na ulicy, umierają ludzie. Codziennie wieczorem jeździ trupiarka – coś jak nasza śmieciarka, ale zamiast śmieci zbiera zwłoki tych, którzy nie przetrwali trudów dnia. W Kalkucie mieliśmy dobre warunki, w Delhi pierwszy raz widzieliśmy budynki z zewnętrznymi windami i wodospadami w środku. Ale i tu, i tam woń luksusu miesza się z natrętnym smrodem rozkładających się ciał – czytamy w jego biografii.

Nasz reprezentacyjny napastnik przytacza też pewną historię, w której oprócz niego brał udział Jan Jałocha. Iwan wspominał, że największe kłopoty jego klubowy kolega sprawiał wtedy, kiedy napił się odrobinę alkoholu. W Indiach Jałocha stronił od miejscowego jedzenia, tłumacząc, że mu nie smakuje. Miało to mieć swoje konsekwencje, kiedy do portu w Kalkucie przybili polscy marynarze. Sporo osób z ekipy, w tym Jałocha, wybrało się do nich na bankiet. Iwan, który miał nogę w gipsie, wolał zostać w hotelu. Wcześniej Jałocha pożyczył od niego książkę Kena Folletta Igła. Kiedy wrócił z bankietu, był prawie całkowicie trzeźwy, ale zaczął się zachowywać bardzo dziwnie. Patrzył na Iwana pełnym nienawiści zimnym wzrokiem i mówił do niego cytatami z książki.

Momentalnie zdałem sobie sprawę, że Jan Jałocha – reprezentant Polski w piłce nożnej i jednocześnie mój kolega z pokoju – doznał pomieszania zmysłów i mówi do mnie cytatami z „Igły”. Wydaje mu się, że jest Faberem, niemieckim szpiegiem, który musi zabić wszystkich mogących go zdekonspirować. To już nie są żarty – naprawdę się boję. On ni to szykuje się do ataku, ni to przesuwa się w stronę okna, żeby w ten sposób uciec i uniknąć pojmania przez Anglików. Jesteśmy na piątym piętrze, więc jego skok przez okno nie byłby najlepszym wyjściem z sytuacji. W końcu dochodzi do krótkiej szamotaniny, ale udaje mi się uwolnić i wydostać z pokoju – relacjonuje Iwan.

Po pomoc udał się w kierunku pokoju lekarzy, a chwilę później ze wsparciem ruszyli wracający ze statku masażyści. Wreszcie w kilka osób udało się w miarę bezpiecznie obezwładnić Jałochę, ale ten ciągle nie mógł się uspokoić.

Wije się, krzyczy, że go zdemaskowaliśmy i teraz będzie musiał nas zabić, więc przywiązujemy go do łóżka. Drobna ilość alkoholu na wygłodzony organizm zadziałała w sposób, jakiego nikt nie mógł się spodziewać. Jasiu leży teraz z każdą kończyną przywiązaną osobno i nie jest w stanie nawet podrapać się po tyłku. Leży tak kilkanaście godzin. Później znowu nie chodził na posiłki. Jeść już chciał, ale było mu wstyd – wspominał Iwan.

Z panującymi na ulicach Kalkuty nędzą i chorobami zetknął się też Antoni Piechniczek.

To, jak bardzo Indie różnią się od Europy, uzmysłowiłem sobie w niedzielę, kiedy z Jurkiem Wilkoszem, kierownikiem drużyny, poszliśmy rano na mszę do katolickiego kościoła. Jeszcze nie zaczęło się nabożeństwo, a przed kościołem słychać stukot. Okazało się, że to trędowaci, którzy stukaniem ostrzegali ludzi wokół, że przechodzą. Nie zapomnę tego do widoku do końca życia – opowiadał w książce „Piechniczek. Tego nie wie nikt”.

paypal
Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Noby Stiles – skała środka pola

W tym artykule omawiamy sylwetkę dawnej legendy United, która pozostawała w cieniu popularnych gwiazd ofensywy - oto Noby Stiles

Raul i spółka. Słodko-gorzki sezon 2010/11 w wykonaniu Schalke

W tym artykule omawiamy sezon 2010/11 w wykonaniu Schalke 04 - była to batalia pełna wzlotów i upadków, sukcesów i porażek.

„Skarb Kibica Ligi Szwedzkiej 2022” – recenzja

Recenzja pierwszego drukowanego Skarbu Kibica Ligi Szwedzkiej po polsku. Przygotowali go trzej pasjonaci skandynawskiego futbolu: Jacek Balon, Maciej Szałęga i Marek Wadas.