Puchar Nehru 1984, czyli jak kadra Piechniczka podbiła Indie

Puchar Nehru 1984 i jego uczestnicy

Mistrzowie świata z 1978 r. byli na etapie budowy drużyny na zbliżający się mundial w Meksyku. W składzie zabrakło co prawda Diego Maradony, który wracał do zdrowia po kontuzji i Jorge Valdano, który nie mógł opuścić klubu, ale selekcjoner Carlos Bilardo zabrał do Indii całkiem solidną ekipę. Znalazło się w niej kilku zawodników, którzy za dwa lata będą częścią kolejnej mistrzowskiej drużyny. Byli to Nery Pumpido, Ricardo Giusti, Jorge Burruchaga i Oscar Garré. Poza nimi pierwsze kroki w reprezentacji stawiał też młody Héctor Raúl Cúper.

Po występach Argentyńczyków spodziewano się najwięcej i to oni byli uznawani za głównych faworytów do końcowego triumfu. Bilardo podkreślał, że turniej w Kalkucie jest dla jego zawodników bardzo poważnym sprawdzianem w ramach przygotowań do mistrzostw świata. Zauważył też, że w tym roku impreza ma wyjątkowo silną obsadę. Do Indii dotarli nie bez kłopotów. W Kalkucie pojawili się już w niedzielę 8 stycznia, ale po wylądowaniu okazało się, że zaginęły ich bagaże. Zostały one na nowojorskim lotnisku, gdzie mieli międzylądowanie. Szczęśliwie jednak już w poniedziałek organizatorzy poinformowali, że zagubione rzeczy się odnalazły i dotarły do Kalkuty.

W ostatnich dniach grudnia 1983 r., na kilkanaście dni przed startem turnieju, organizatorzy poinformowali, że z udziału w imprezie wycofała się reprezentacja Urugwaju. Tamtejsza federacja tłumaczyła rezygnację ze startu faktem, że nie mogli przysłać do Indii najsilniejszego składu.

Ich miejsce zajęła Rumunia, ale, jak pisano w prasie, drużyna ta nie miała nic wspólnego z reprezentacją Rumunii. Był to zespół oparty na zawodnikach kadry młodzieżowej. Młodzież Rumuni mieli wówczas bardzo zdolną, bo w 1981 r. na mistrzostwach świata w Australii ich reprezentacja zajęła trzecie miejsce. Tamten sukces był udziałem takich zawodników jak Stere Sertov czy Costel Ilie, którzy w Indiach mieli decydować o obliczu zespołu. Przed turniejem przewidywano jednak, że naprędce złożona ekipa nie powinna stanowić zagrożenia dla faworytów.

Na młodzieży oparli swój zespół też Węgrzy. Do Indii wysłali klubową drużynę Vasasu Budapeszt, która miała występować pod szyldem reprezentacji B. Trenerem był Kálmán Mészöly, który na mundialu w Hiszpanii był selekcjonerem węgierskiej reprezentacji. Przed startem turnieju w Kalkucie mówił, że średnia wieku zawodników to około 24 lat i że większość z nich dorastała w Budapeszcie. Wiedział, że ta edycja rozgrywek ma dużo silniejszą obsadę, niż poprzednio, więc bardzo ostrożnie wypowiadał się na temat szans swoich podopiecznych. Na zwycięstwo liczył przede wszystkim w pojedynkach z Chinami i z gospodarzami. Podkreślał, że dla każdego taka wyprawa będzie wielkim przeżyciem, zwłaszcza że nikt z ekipy jeszcze w Indiach nie był.

Vasas był solidną drużyną, która należała do krajowej czołówki. W składzie było kilku reprezentantów, a największymi gwiazdami byli László Kiss i Sándor Müller. Kiss na mistrzostwach w Hiszpanii wsławił się tym, że strzelił hat-tricka po wejściu na boisko jako rezerwowy w meczu z Salwadorem (10:1). Do Indii Węgrzy udali się kilka dni przed startem zawodów. Najpierw z Budapesztu polecieli do Rzymu i dalej przez Bombaj do Kalkuty. Razem z piłkarzami poleciał też sędzia Károly Palotai, dla którego wyjazd ten był niejako ukoronowaniem całej kariery.

O reprezentacjach Chin czy Indii ciężko cokolwiek więcej napisać, bo nazwiska zawodników nikomu nic nie będą mówić. Gospodarze starali się od paru lat podnieść poziom rodzimego futbolu. Żeby to osiągnąć, coraz chętniej sięgano po europejskich trenerów. W 1984 r. reprezentację objął Milovan Ćirić z Serbii, ale jego podopiecznym nie wróżono wielkich szans w imprezie. Zaznaczano jednak, że przy wsparciu kilkudziesięciu tysięcy kibiców możliwe, że w którymś z meczów pokuszą się o niespodziankę. Nieco wyżej stały notowania Chińczyków. Do Kalkuty przysłali drużynę opartą na młodych zawodnikach, którzy walczyli w kwalifikacjach do turnieju olimpijskiego. Ostatnie dwie edycje imprezy, w których Chiny docierały do finału, pokazały, że nie wolno ich jednak lekceważyć.

Wśród zawodników Antoniego Piechniczka najwięcej doświadczenia na reprezentacyjnym poziomie mieli Józef Młynarczyk, Roman Wójcicki, Andrzej Buncol, Włodzimierz Ciołek, Włodzimierz Smolarek, Stefan Majewski i Andrzej Iwan. Dwóch ostatnich pojechało do Indii z urazami. Na miejscu okazało się jednak, że są one na tyle poważne, że ich udział w turniej był marginalny. Duże nadzieje trener wiązał z Dariuszem Dziekanowskim, którego widział jako partnera Smolarka w ataku. W lidze świetnie spisywał się Lech Poznań, więc nie powinno dziwić, że selekcjoner zabrał ze sobą czwórkę graczy poznańskiego klubu. Spośród nich jedynie Mirosław Okoński nie był żółtodziobem. Krzysztof Pawlak, Józef Adamiec i Czesław Jakołcewicz dopiero stawiali pierwsze kroki w kadrze, podobnie jak Krzysztof Urbanowicz z Pogoni Szczecin. W Indiach nasza reprezentacja miała stanowić mieszankę doświadczenia z młodością i oczekiwano, że pokażemy się z jak najlepszej strony.

Wszystkie zespoły zostały zakwaterowane w pięciogwiazdkowym hotelu Hindustan. Każdy z nich miał do dyspozycji osobną salę, w której spożywano posiłki. Kontakt między drużynami był więc minimalny. Piłkarze mijali się praktycznie tylko w hotelowym holu i przy autobusach. W czasie pobytu ochoczo korzystano z wszelkich udogodnień, jak choćby z odkrytego basenu czemu sprzyjała przyjemna temperatura.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…