Puchar Nehru 1984, czyli jak kadra Piechniczka podbiła Indie

Adamiec rozbija chiński mur

W kolejnym meczu, który zaplanowano na 15 stycznia, rywalem Polaków byli Chińczycy. W międzyczasie rozegrano inne spotkania turnieju. Vasas tylko zremisował z Chinami 1:1, tracąc bramkę w ostatnich minutach. Argentyńczycy w swoim pierwszym meczu wygrali 1:0 z Rumunami. Arbitrem w tamtym spotkaniu był Alojzy Jarguz. Pod koniec meczu wyrzucił on z ławki Carlosa Bilardo, który mimo ostrzeżeń ciągle miał jakieś uwagi do pracy sędziów. Co ciekawe próżno szukać wzmianki o tym fakcie w relacjach w polskiej prasie i w książce Z gwizdkiem przez świat. Informował o tym wydawany w Singapurze dziennik Singapore Monitor, powołując się na doniesienia agencji UPI. Turniej budził żywe zainteresowanie nie tylko w Indiach, ale także w całym regionie, o czym świadczą liczne prasowe doniesienia singapurskich gazet. Nic dziwnego, bo przecież tak klasowe ekipy rzadko gościły w tej części świata.

Wracając jednak do boiskowych wydarzeń, trzeba wspomnieć, że gospodarze twarde warunki postawili nie tylko Polakom. Bardzo męczyli się z nimi również Argentyńczycy, którzy zwycięską bramkę zdobyli w ostatnich minutach meczu. Reprezentanci Indii po raz kolejny pokazali się z dobrej strony, ale na więcej niż uważną grę w obronie nie było ich stać.

Na mecz z Chinami Piechniczek wystawił taki sam skład co w starciu z Indiami. Było to pierwsze nasze spotkanie z zawodnikami z Państwa Środka. Chiński futbol nie stał wówczas na najwyższym poziomie, ale w regionie był już liczącą się siłą. Swoją klasę Chińczycy potwierdzą w grudniu 1984 r., kiedy to w Singapurze dojdą do finału Pucharu Azji. Dla polskiej ekipy byli jednak jedną wielką niewiadomą.

Nie wiedzieliśmy o Chińczykach nic. Ich nazwiska nic nam nie mówiły – przyznawał Piechniczek.

Na trybunach znowu zasiadł komplet kibiców, a spotkaniu przyglądał się również Carlos Bilardo, bo to właśnie Polacy mieli być kolejnym przeciwnikiem jego podopiecznych. Polacy zaprezentowali się lepiej niż w pojedynku z Indiami. Górowaliśmy nad Chińczykami zgraniem i przewyższaliśmy ich dojrzałością taktyczną. Rywale z kolei imponowali przygotowaniem fizycznym i byli całkiem dobrze wyszkoleni technicznie. Ich szybkość, start do piłki i żywiołowość sprawiała momentami polskiej defensywie małe problemy.

Polska ofensywa miała spore problemy ze sforsowaniem szczelnego muru chińskiej obrony. Na pierwszą i jedyną jak się okazało bramkę, kibice musieli czekać ponad pół godziny. Wtedy to dokładne dośrodkowanie Włodzimierza Smolarka z lewej flanki na gola zamienił Józef Adamiec. Chińczycy się jednak nie poddawali i konsekwentnie dążyli do wyrównania. Najbliżej celu byli w 66. minucie, kiedy po strzale Bo Zhu piłka trafiła w słupek i opuściła boisko. Mimo prób z jednej i z drugiej strony do końca meczu wynik pozostał bez zmian.

Polacy byli chwaleni za swoją wszechstronność i precyzję. Sprawozdawcy podkreślali też naszą umiejętność gry pozycyjnej. Znowu świetne oceny zebrał Smolarek, który mocno poobijany po faulach rywali został w drugiej połowie zmieniony przez Urbanowicza. Klasę Polaków docenił też selekcjoner Argentyńczyków.

Ze wszystkich drużyn, które występują w Kalkucie, ten zespół prezentuje najdojrzalszy futbol – chwalił naszą drużynę Carlos Bilardo w wywiadzie dla indyjskiej telewizji.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…