Puchar Nehru 1984, czyli jak kadra Piechniczka podbiła Indie

Ciężka przeprawa z Węgrami

Porażka Argentyńczyków mocno skomplikowała ich sytuację w tabeli i nie wszystko już zależało od nich. Razem z Chińczykami mieli po pięć punktów, podobnie jak Polacy, ale my mieliśmy jeszcze do rozegrania mecz z Vasasem. Zespół węgierski zdołał uzbierać cztery punkty i czaił się tuż za plecami Argentyny. Nasz pojedynek z Węgrami był więc bardzo ważny dla układu tabeli. Ewentualna przegrana nie przekreślała jeszcze naszych szans na finał, ale zwycięstwo znacznie nas do niego przybliżało, więc warto było wykorzystać nadarzającą się okazję.

Rodzima prasa pisała o pojedynku z Węgrami jako o starciu z obrońcami tytułu, ale rzecz jasna drużyna Vasasu nie miała zbyt wiele wspólnego z zespołem, który triumfował przed rokiem. Ciągle była to jednak solidna europejska drużyna, która potrafi grać w piłkę. Nie zapowiadało się więc, że będzie to łatwa przeprawa, tym bardziej że Węgrzy też liczyli na występ w finale.

Selekcjoner postawił na tych samych piłkarzy, co w poprzednich meczach imprezy. Polacy wyszli na boisko nastawieni na wygraną, ale początek należał do Węgrów. Nasi rywale grali szybciej i odważniej, byli też bardziej zwrotni. Atakowali główne skrzydłami, ale brakowało im skuteczności. Nasi piłkarze pierwszą groźną sytuację stworzyli już w 4. minucie, kiedy po uderzeniu Pawlaka piłka minimalnie minęła słupek. Swoje okazje mieli później jeszcze Dziekanowski i Jakołcewicz, ale najbliżej szczęścia był Ciołek, który w 12. minucie trafił w słupek.

Kolejny bardzo dobry mecz rozgrywał Smolarek. Węgrzy, żeby go zatrzymać, często musieli uciekać się do fauli. Po jednym z takich zagrań w 29. minucie sędzia podyktował rzut wolny. Chwilę później odbitą przez bramkarza piłkę skierował do siatki Wójcicki i mogliśmy się cieszyć z prowadzenia. Radość trwała jednak ledwie dziesięć minut, bo jeszcze przed przerwą nadzialiśmy się na kontrę rywali. Po celnym dośrodkowaniu Młynarczyka pokonał Tibor Balog. Niektóre źródła jako strzelca gola podają László Kissa, ale zarówno nasz Dziennik Łódzki, który dość szeroko informował o turnieju, jak i węgierski Népsport wskazują na Baloga. W drugiej połowie nie brakowało na boisku twardej walki, ale żadna ze stron nie potrafiła wykorzystać stwarzanych okazji i mecz zakończył się wynikiem 1:1.

To był chyba najtrudniejszy mecz z dotychczasowych. Węgrzy okazali się bardzo groźni. Naszym celem było zwycięstwo, ale remis także zwiększył znacznie szansę reprezentacji Polski awansu do finałów. 23 bm. gramy z Rumunią i jesteśmy w tym meczu faworytem – mówił po meczu Antoni Piechniczek cytowany przez Dziennik Łódzki.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…