The Gerrard Final. Spektakl czerwonego aktora

Dużo trudniejsze zadanie czekało na The Reds w piątej rundzie, w której przyszło im się zmierzyć na swoim stadionie z odwiecznym rywalem z czerwonej części Manchesteru. Podopieczni sir Alexa Fergusona nie zamierzali bowiem tanio sprzedać skóry w starciu z jedenastką desygnowaną przez Beníteza, zwłaszcza że w Pucharze Anglii Czerwone Diabły nie przegrały z Liverpoolem od osiemdziesięciu pięciu lat. Rzeczywistość była dla nich jednak okrutna, gdyż w dziewiętnastej minucie gola dającego prowadzenie gospodarzom strzelił najwyższy tego dnia na boisku Peter Crouch.

Piłka po jego główce odbiła się od obydwu słupków i zmyliła bezradnego Edwina van der Saara. Ataki United nie były tak skuteczne, swoich okazji nie wykorzystali między innymi Ryan Giggs oraz Cristiano Ronaldo, co ostatecznie doprowadziło do tego, że to Liverpoolu mógł cieszyć się z awansu. Po meczu szkoleniowiec The Reds powiedział:

,,Zasłużyliśmy na zwycięstwo. Strzeliliśmy gola i stworzyliśmy więcej szans. Lubimy zdobywać dużo bramek, ale czasem jedna wystarczy.”

Szósta runda FA Cup, przyniosła natomiast prawdziwą rzeź niewiniątek. Już do przerwy w spotkaniu rozgrywanym na St Andrew’s goście prowadzili z drużyną Birmingham 3:0. Słabość podopiecznych Steve’a Bruce’a najlepiej oddaje fakt, że pierwszą bramkę stracili niedługo po rozpoczęciu gry, a zdobył ją… obrońca Sami Hyypiä.

Pozostałe dwie przed przerwą strzelił bohater z poprzedniej rundy, czyli Peter Crouch. Asystę przy drugiej z nich zaliczył dobrze dysponowany tego dnia Gerrard, którego dośrodkowania co rusz gnębiły obrońców Niebieskich. Po zmianie stron Liverpool nie odpuszczał i zaaplikował gospodarzom jeszcze cztery bramki. Trafienia zaliczyli niewypał transferowy Fernando Morientes, legenda klubu z Anfield Riise oraz Cissé, który wszedł z ławki na ostatnie dwadzieścia minut.

Dzieła zniszczenia dopełnił samobójczy gol kuzyna Didiera Drogby Oliviera Tébily’ego. Jedynym jasnym punktem w drużynie Bruce’a okazał się Jermaine Pennant, który sezon później dołączył do ekipy z Anfield. W półfinale na podopiecznych Rafy czekała już natomiast pewnie zmierzająca po obronę tytułu w lidze Chelsea.


Piłkarze Liverpoolu z każdą następną rundą FA Cup, pokazywali, że stać ich na występ w wielkim finale sto dwudziestej piątej edycji tych rozgrywek. Źródło: Twitter

Mecz z pamiętającymi bolesną porażkę przeciw The Reds w półfinale Ligi Mistrzów sprzed roku podopiecznymi José Mourinho został rozegrany na neutralnym gruncie, a mianowicie na Old Trafford. Spotkanie lepiej rozpoczęli The Blues, lecz dwóch dogodnych okazji nie wykorzystał jednak Drogba.

Stara piłkarska dewiza mówiąca, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, świetnie oddaje to, co wydarzyło się niedługo później. Kapitan Chelsea John Terry sfaulował tuż przed polem karnym Luisa Garcíę, a po krótkim rozegraniu z Gerrardem piłkę obok lewego słupka bramki stołecznej drużyny umieścił Riise.

W drugiej połowie po błędzie Williama Gallasa prowadzenie The Reds podwyższył wspomniany Hiszpan. Zmiany przeprowadzone przez The Special One w przerwie oraz niedługo po rozpoczęciu drugiej połowy nie wniosły wiele w poczynania jego podopiecznych. The Reds dominowali, a okazji do zamknięcia meczu nie wykorzystał García. Z prezentu zrobionego przez Riise oraz bramkarza Pepe Reinę skrzętnie skorzystał natomiast Drogba, który zmniejszył rozmiary porażki.

W ostatecznym rozrachunku nic to jednak nie dało, gdyż wraz z ostatnim gwizdkiem Grahama Polla to kibice Liverpoolu mogli świętować. Awans do wielkiego finału FA Cup na Millennium Stadium stał się faktem!