The Gerrard Final. Spektakl czerwonego aktora

West Hamu droga od finału do finału

West Ham rozpoczął sezon 2005/2006 w roli beniaminka angielskiej Premier League. Podopieczni Alana Pardew mieli za sobą zwycięską przeprawę w play-offach Football League Championship, do których przystępowali jako najniżej sklasyfikowana ze wszystkich czterech drużyn.

W półfinale pokonali po dwumeczu Ipswich Town 4:2, a trzy bramki zdobył Bobby Zamora, o którym jeszcze w czasach jego gry w drużynie Brighton & Hove Albion fani Mew śpiewali ,,Gdy piłka trafia do bramki nie jest to Shearer ani Cole, to jest Zamora”.

Ten sam zawodnik został zresztą także bohaterem finału, który został rozegrany na Millennium Stadium w Cardiff. W pięćdziesiątej siódmej minucie tamtej rywalizacji po dośrodkowaniu z lewej strony boiska ubiegł on jednego z obrońców drużyny Preston Nord End i umieścił futbolówkę obok bezradnego Carlo Nasha. 30 maja 2005 roku, pięć dni po wygranym przez Liverpool finale Ligi Mistrzów, fani Młotów mogli świętować swój własny ,,mały Stambuł”.

Mając w pamięci sposób, w jaki ekipa West Hamu awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii, nikt nie dawał im żadnych szans na utrzymanie. Podopieczni Alana Pardew pod koniec października zajmowali jednak czwarte miejsce w lidze, co było zaskoczeniem dla wszystkich ekspertów na Wyspach.

W tym czasie w sześciu meczach udało im się uzyskać aż jedenaście punktów, z których jeden wydarli w starciu derbowym z Arsenalem. Jedyną porażkę odnieśli natomiast w meczu z Boltonem, z którym w późniejszych miesiącach mieli stoczyć jeden z najciekawszych pucharowych pojedynków tamtego sezonu.

W następnych miesiącach było jednak widać zadyszkę w drużynie Młotów. W wyniku przeciętnej gry West Ham w szesnastu spotkaniach wygrał zaledwie trzykrotnie, co skutkowało spadkiem na dziesiątą pozycję w Premier League.

Nieudana była również przygoda z Pucharem Ligi, w którym piłkarze byłego menedżera Reading przegrali już po raz wtóry z ekipą Boltonu. Ich katem okazał się drugi najskuteczniejszy strzelec w historii meksykańskiej kadry (zaraz za Javierem Hernándezem) Jared Borgetti. Sytuacja podopiecznych Pardew stawała się nie do pozazdroszczenia.

Przełamanie nastąpiło w połowie stycznia, gdy West Ham wygrał na wyjeździe 2:1 z drużyną Aston Villi. Mecz ten dał impuls do pokonania tydzień później Fulham w podobnym stosunku, ale prawdziwa sensacja miała miejsce dopiero na początku następnego miesiąca.

Wtedy to Młoty okazały się lepsze od Arsenalu 3:2, stając się ostatnią drużyną, która pokonała Kanonierów na Highbury. Sukces ten oraz następne dwa zwycięstwa nad Sunderlandem i Birmingham zapewniły trenerowi West Hamu tytuł najlepszego menedżera Premier League w lutym.

Miesiąc wcześniej najlepszym piłkarzem stycznia został ogłoszony natomiast obrońca Anton Ferdinand, który wraz ze swoim bratem Rio zostali pierwszym rodzeństwem w historii ligi nagrodzonym owym wyróżnieniem (jego starszy brat w październiku 2001 roku).

Później jednak nastąpiło drugie załamanie formy, a wymęczone zwycięstwa były przeplatane spektakularnymi porażkami. Jedna z nich miała miejsce w 36 kolejce, gdy na Upton Park Młoty podejmowały walczący wciąż o wicemistrzostwo Liverpool.

Najważniejszą wiadomością dnia nie okazały się jednak dwie bramki Djibrila Cissé, a czerwone kartki, które obejrzeli Hayden Mullins oraz Luis García. Dla obydwu graczy bójka z końcówki tego spotkania miała okazać się opłakana w skutkach.

Tymczasem w ostatnim meczu sezonu West Ham jeszcze raz wspiął się na wyżyny swojej formy i pokonał na własnym obiekcie Tottenham 2:1. Porażka w derbowym starciu pozbawiła ostatecznie Koguty możliwości gry w Lidze Mistrzów kosztem Kanonierów. West Ham natomiast zakończył swój pierwszy sezon po powrocie do elity na dziewiątej pozycji, która zamknęła usta wszystkim przedsezonowym krytykom.

Sukcesy West Hamu w sezonach 2004/2005 oraz 2005/2006 to niezaprzeczalnie wielka zasługa charyzmatycznego Alana Pardew. Źródło: InYourArea

Jeśli chodzi o rozgrywki Pucharu Anglii, to po starcie West Hamu kibice nie spodziewali się niczego specjalnego. Drużyna, która ledwo co awansowała do Premier League, miała skupić się przede wszystkim na utrzymaniu w lidze. Jako pierwszego przeciwnika w trzeciej rundzie los przydzielił im ekipę Norwich.

Pojedynek na Carrow Road od początku układał się pod dyktando gości, którzy wyszli na prowadzenie już w szóstej minucie po strzale wspomnianego wcześniej Mullinsa. W drugiej połowie prowadzenie podwyższył niezawodny Zamora, a honor gospodarzy uratował strzałem z jedenastu metrów Paul McVeigh. W spotkaniu nie wystąpił najlepszy strzelec Kanarków, czyli Dean Ashton, który niedługo później pomimo sprzeciwu trenera Nigela Worthingtona za 7,2 miliona funtów dołączył do West Hamu.