The Gerrard Final. Spektakl czerwonego aktora

,,Detale, Steven, detale”, czyli magia Millennium

13 maja 2006 roku punktualnie o 15:00 kapitanowie Liverpoolu oraz West Hamu, Steven Gerrard oraz Nigel Reo-Coker, wyprowadzili swoje jedenastki na środek wypełnionego po brzegi Millennium Stadium w Cardiff. Pierwotnie finał miał zostać rozegrany tydzień później, lecz na takie rozwiązanie nie zgodził się trener angielskiej kadry Sven-Göran Eriksson.

Naciskał on na tamtejszą federację, gdyż chciał czterotygodniowej przerwy przed rozpoczęciem mistrzostw świata, aby piłkarze, którzy będą zaangażowani w walkę o trofeum (Gerrard, Carragher, Crouch) mogli porządnie odpocząć przed walką na niemieckich boiskach. Początkowo zakładano także, że mecz zostanie rozegrany na nowym Wembley, lecz nie udało się ukończyć jego budowy przed finałem.

Na arbitra spotkania został wyznaczony Alan Wiley, choć nie był on pierwszym wyborem związku. Pierwotnie rolę rozjemcy powierzono Mike’owi Deanowi, lecz pod naciskiem mediów, które zadawały pytania dotyczące jego bezstronności (Dean pochodzi z położonego niedaleko Liverpoolu Wirral) decyzja została zmieniona.

Zanim piłka znalazła się w grze, na stadionie z ust Michaela Balla wybrzmiało ,,God save the Queen”, a Lesley Garrett wykonał tradycyjny hymn finału FA Cup, czyli ,,Abide with me”. Przed meczem obie drużyny otrzymały także dodatkowy impuls, ponieważ Ashton i Etherington w West Hamie oraz Alonso w Liverpoolu zostali uznani za zdolnych do rozpoczęcia gry pomimo odniesionych tydzień wcześniej kontuzji. Występ w finale nie przypadł jednak w udziale Haydenowi Mullinsowi oraz Luisowi Garcíi, którzy musieli odpokutować zawieszeniem za bójkę, która miała miejsce w ostatniej konfrontacji obydwu drużyn.

Przed meczem pod dachem stadionu w ramach prezentacji finalistów zostały zawieszone banery z herbami West Hamu oraz Liverpoolu. Źródło: Propaganda-Photo.com

Obydwie ekipy rozpoczęły spotkanie w klasycznym ustawieniu 4-4-2. Tuż po rozpoczęciu gry Paul Konchesky, późniejszy piłkarz The Reds a w tym finale gracz Młotów, powalił na ziemię Stevena Gerrarda, dając do zrozumienia kibicom zgromadzonym na Millennium Stadium, że londyńczycy tanio tego dnia skóry nie sprzedadzą.

Kapitan Liverpoolu po latach wspominał:

,,Na treningach do meczu z West Hamem, wyobrażałem sobie to spotkanie trzy razy. Zużyłem dużo energii na przeanalizowanie każdej możliwości, przypominając sobie, że to ja muszę wziąć odpowiedzialność. Liverpool oczekiwał tego ode mnie.”

Po kilku minutach groźnie dośrodkował inny przyszły piłkarz Liverpoolu, czyli Yossi Benayoun, ale Sami Hyypiä uspokoił sytuację. West Ham zagroził bramce Pepe Reiny również za sprawą Harewooda, lecz tym razem gracze z Londynu uzyskali rzut rożny. Zawodnicy The Reds starali się nie oddawać pola i także chcieli spróbować jakiegoś kąśliwego uderzenia. Szansa nadarzyła się, gdy Carl Fletcher faulował kapitana Liverpoolu. Futbolówka po strzale z rzutu wolnego wylądowała jednak w murze ustawionym przez bramkarza Młotów.

Okazji na poprawę nie było, gdyż wzorcową akcję przeprowadził West Ham. W dwudziestej pierwszej minucie Xabi Alonso zgubił piłkę na środku boiska, a przechwytujący ją Benayoun zagrał przed pole karne do Ashtona. Anglik po chwili odegrał ją na prawe skrzydło do wbiegającego Lionela Scaloniego, który dośrodkował po ziemi w pole karne. Na nieszczęście The Reds lot piłki przeciął jeden z ulubieńców The Kop Jamie Carragher, a ta znalazła się w siatce. Gerrard starał się usprawiedliwić swojego kolegę:

,,Jamie musiał próbować to wybić, bo za nim już czaił się Marlon Harewood, który z pewnością by trafił. To było przybijające dla Carry. Wiem, jak bardzo dotknął go ten gol. Carra jest niesamowicie dumny. Jeśli Liverpool przegrałby finał 0:1, nie mógłby z tym żyć.”

Po niecałych dziesięciu minutach sytuacja Liverpoolu stała się jeszcze trudniejsza. Etherington pomimo opieki dwóch zawodników The Reds oddał strzał w kierunku bramki strzeżonej przez najlepszego golkipera w Premier League w latach 2006-2008.

Do wyplutej przez niego futbolówki dopadł Ashton, którego strzał przeszedł pod brzuchem interweniującego. W tym momencie wydawało się, że finał wymknął się liverpoolczykom spod kontroli. Bodźcem do odrabiania strat miała być postawa kapitana The Reds, który po zagraniu z rzutu wolnego zaliczył asystę przy golu Croucha, lecz sędzia dopatrzył się spalonego.

Chwilę później nie było już wątpliwości, a perfekcyjne dośrodkowanie Gerrarda wykorzystał Cissé. Francuz wyprzedził rozgrywającego jedyny sezon na Wyspach Scaloniego i upadając, umieścił piłkę w bramce. Okazję do strzelenia gola przed przerwą mieli jeszcze Asthon oraz Finnan, ale wynik nie uległ już zmianie.

Po golu strzelonym przez Ashtona wydawało się, że Liverpool może zapomnieć o zwycięstwie w Pucharze Anglii. Potrzebny był cud na miarę tego w Stambule sprzed roku. Źródło: FourFourTwo