The Gerrard Final. Spektakl czerwonego aktora

Po zmianie stron ataki Młotów nie straciły na animuszu. Dobrze zaczął spisywać się jednak Reina, który wydawało się, że zdążył w przerwie wymazać z pamięci swój błąd przy bramce na 2:0. Skutkowało to obronionymi strzałami Etheringtona oraz Benayouna. The Reds odpowiedzieli za sprawą Alonso, lecz ten został zablokowany.

Sześćdziesiąt sekund później Benítez dokonał pierwszej zmiany w meczu, gdy kontuzjowanego Harry’ego Kewella zastąpił Morientes. Wreszcie nadeszła pięćdziesiąta czwarta minuta. Dośrodkowaną w pole karne przez Alonso piłkę głową zgrał do Gerrarda Peter Crouch, a kapitan liverpoolczyków atomowym uderzeniem z prawej nogi umieścił ją w lewym okienku bramki Hislopa. Ogromna radość zapanowała w sektorach zajmowanych przez fanów The Reds.

,,Kiedy zobaczyłem, jak Crouchy wyciąga swoją szyję, zacząłem biec w obszar, gdzie moim zdaniem miała spaść piłka, jakieś 12 jardów za polem karnym. Crouchy zgrał ją świetnie. „Ja!” krzyknąłem do Samiego, mówiąc mu, by się usunął. Pozycja była świetna, ja też dobrze uderzyłem. Bang. W tył bramki, 2:2. Podczas świętowania, podziękowałem Crouchowi za to zgranie.”

Mecz się jednak nie skończył, a gra obydwu zespołów zaostrzyła się. Sędzia Wiley pokazał żółte kartki Ashtonowi oraz Carragherowi. West Ham pomimo straty prowadzenia nie chciał dopuścić Liverpoolu do głosu. Sprawy w swoje ręce wziął Paul Koncheskey, którego próba dośrodkowania z lewej strony boiska zamieniła się w bramkę.

Olbrzymi błąd przy tej sytuacji popełnił Reina, który dał sobie wrzucić piłkę za kołnierz. ,,To koniec. Żeby było jeszcze mało, łapały mnie skurcze, 59 meczów na pełnym gazie wyszło na wierzch. Boisko w Cardiff jest duże, było cholernie gorąco i miałem wrażenie, że za chwilę stopnieję. Czas uciekał i przygotowywaliśmy się na najgorsze.” Od tego momentu dało się zauważyć nerwowość w grze Liverpoolu, czego potwierdzeniem było dopuszczenie do oddania niecelnego strzału przez kapitana Młotów Reo-Cokera.

W międzyczasie na placu gry pojawili się Jan Krompkamp (zastąpił Alonso, któremu odnowiła się kontuzja) oraz Bobby Zamora (wszedł za zmęczonego Ashtona). Benítez, który jako wybitny taktyk zwraca dużo uwagi na detale, zastąpił również Croucha pomocnikiem Dietmarem Hamannem, którego rola miała później okazać się nieoceniona.

Po strzeleniu gola trener Pardew zmienił taktykę swojego zespołu na 4-5-1, co w praktyce miało pomóc w utrzymaniu korzystnego rezultatu. Wsparciem miała być również zmiana Fletchera na bardziej defensywnego Christiana Dailly’ego.

Trener Młotów nie zapomniał jednak o ofensywie, gdyż pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry za niezmordowanego Etheringtona wprowadził doświadczonego Sheringhama, który sześć lat wcześniej strzelił gola w finale FA Cup. Boiskowy spryt Anglika szybko dał o sobie znać, gdyż próbował on przekonać sędziego, że nie dotknął piłki po ewidentnym zagraniu ręką.

Gdy wydawało się, że zaraz zabrzmi ostatni gwizdek i piłkarze West Hamu będą mogli wznieść w górę trofeum za zwycięstwo w sto dwudziestej piątej edycji najstarszych piłkarskich rozgrywek, wtedy sprawy w swoje ręce jeszcze raz wziął bezbłędny tego dnia kapitan The Reds. Piłka po raz kolejny została zgrana w pole karne, tym razem przez Riise.

Morientes skupił na sobie obrońców, a futbolówka po niefortunnej główce Gabbidona wylądowała pod nogami kapitana The Reds. Ten strzałem z woleja z trzydziestu dwóch metrów umieścił piłkę w lewym dolnym rogu bramki bezradngo Hislopa. Liverpool po raz drugi doprowadził do wyrównania.

,,Moją pierwszą reakcją był szok. Byłem zaskoczony, jak dobrze uderzyłem pomimo tak wielkiego zmęczenia. Każdy mięsień naciągnięty. Ale nie czułem żadnego bólu po uderzeniu piłki tak mocno, nigdy się nie czuje, jeśli zrobi się to dobrze. Te dwa strzały z finału FA Cup były najlepszymi w mojej karierze.”

Graficzne przedstawienie bramki zdobytej na 3:3 w finale FA Cup przez kapitana The Reds Stevena Gerrarda. Źródło: German Aczel

Niedługo później sędzia oznajmił zebranym na Millennium Stadium, że do wyłonienia zwycięzcy będzie potrzebna dogrywka. Tą lepiej rozpoczęli liverpoolczycy, którzy po strzałach Riise oraz Hyypii powinni wyjść na prowadzenie.

Po zmianie stron szczęścia spróbował Krompkamp, ale jego strzał minął bramkę Młotów. Gra na wysokiej intensywności sprawiła, że skurcze zaczęły dopadać kilku zawodników, w tym Gerrarda, Finnana oraz Harewooda. Bliski zostania bohaterem West Hamu był ostatni z wymienionych, ale piłkę po jego strzale Reina sparował na słupek. Dwie minuty przed końcem żółtą kartkę obejrzał jeszcze Hamman, a niedługo później arbiter zakończył dogrywkę.

Sędzia Wiley zdecydował, że karne będą strzelane na bramkę, za którą znajdowali się fani West Hamu. ,,Futbol jest brutalny, a najbardziej brutalne są karne. Taki poważny test nerwów. Ale kiedy mieliśmy wykonywać rzuty karne, wiedziałem, że to ja wzniosę puchar, nie Reo-Coker.”

Na pierwszego wykonującego Benítez wyznaczył Hammana, który za powierzone mu zaufanie odpłacił się pewnie wykorzystaną jedenastka. Z drugiej strony do piłki podszedł bohater West Hamu z poprzednich rund, czyli Zamora, ale jego mocny strzał z lewej nogi po ziemi wyczuł Reina. Podobnie sytuacja wyglądała przy karnym Hyypii, którego perfekcyjnie obronił Hislop. Sheringham doprowadził do wyrównania i zabawa zaczynała się od początku.

Następna jedenastka przypadła w udziale bohaterowi dnia.

,,Po prostu pracowałem nad tym samym rogiem. Ta sama wysokość, to samo miejsce. Poradziłem się bramkarzy Liverpoolu, Jerzego, Pepe i Scotta Carsona. Pokazali mi miejsce, w którym nawet najlepszy bramkarz nie ma szans na wyciągnięcie piłki. Dzięki temu treningowi w Melwood byłem w stanie regularnie uderzać w to samo miejsce.”

Piłka zatrzepotała w prawym górnym rogu bramki! Po nim przyszła kolej na Koncheskey’a, ale ten uderzył w sam środek i Reina odbił jego strzał nogami. O jeden mały kroczek Liverpool był bliżej trofeum. Riise, który uderzył podobnie do swojego poprzednika, nie pomylił się jednak, a minutę później z trzeciej obronionej jedenastki cieszył się hiszpański golkiper The Reds, który przeszedł tego dnia drogę od zera do bohatera. Zwycięstwo Liverpoolu stało się faktem!

W tak dramatycznych okolicznościach Gerrard, który od zawsze marzył o wzniesieniu w górę Pucharu Anglii jak kapitan The Reds, mógł wreszcie spełnić swoje marzenie.

,,Wszyscy gadali o meczu. 125 finał Pucharu Anglii został okrzyknięty najlepszym w historii, a nawet „Finałem Gerrarda”. To było niezwykle ważne dla mnie. Kocham FA Cup. Może w ostatnich latach ta impreza była zaniedbywana, kluby z Premieship skupiały się bardziej na Lidze Mistrzów, ale Liverpool wraz z West Hamem przywrócił blask temu trofeum w Cardiff.”