Wywiad: Michał Mormul

Czy jest Twitterowa znajomość, która jest dla Ciebie najbardziej satysfakcjonująca?

Nie ma jakiejś konkretnej osoby, którą chciałbym publicznie wyróżnić, bo wiem, że jest co najmniej kilka znajomości z Twittera, które są mi szczególnie bliskie i są dla mnie ważne. Te osoby czytając rozmowę pewnie wiedzą, że o nich mówię.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Jakiś czas temu rozpocząłeś z Futboholikiem tworzyć FutbolFucktory – opowiedz trochę o tym projekcie – co go wyróżnia na tle innej publicystyki Youtubowej?

Przede wszystkim nie chcemy, aby był to typowy program piłkarski. Tych jest teraz aż za dużo i jakby ktoś chciał je wszystkie ogarnąć, to musiałby ich słuchać bez przerwy. Nie ma też się co oszukiwać, że są ludzie, którzy robią to lepiej, niż zrobiłbym to ja z Futboholikiem. Nasze założenie było takie, że ma to wyglądać tak, jakbyśmy po prostu siedzieli sobie przy piwie i komentowali różne wydarzenia. Czasem znajomi nam mówili, że powinniśmy w to pójść, więc w końcu ich posłuchaliśmy. Niestety koronawirus już na samym początku zahamował nasze działania, ale mogę zapewnić, że na ten moment nie chcemy rezygnować z formatu. Mamy trochę nowych pomysłów, ale nie chcę ich zdradzać.

Odejdźmy od Twittera. Z piwerkiem przez stadiony – skąd wziął się pomysł na ten projekt? Czy rozwinął się zgodnie z oczekiwaniami, czy jednak liczyłeś na większe zasięgi?

Fanpage założyłem, ponieważ był okres, gdy na swoją prywatną tablicę wrzucałem sporo zdjęć z meczów w niższych ligach. Chciałem oszczędzić tego znajomym, szczególnie tym, którzy nie interesują się piłką. Celów sobie nie zakładałem, bo prawdę mówiąc, byłem przekonany, że po miesiącu mi się to znudzi. Fanpage ma dwa lata i rozwija się, jak się rozwija. Pewnie mogłoby być lepiej, ale często zwyczajnie nie chce mi się tego ogarniać.

Wielu szczególnie początkujących Groundhopperów chwali się, ile stadionów odwiedziło. Jak to jest w twoim przypadku?

Nie robię tego dla poklasku i nie liczę meczów i stadionów – zresztą, nawet gdyby mi się chciało, to nie jestem w stanie tego zliczyć.

Mimo wszystko chyba jesteś w stanie mniej więcej oszacować rząd wielkości. Jak często bywasz na meczach?

Z tym bywa różnie. Czasem w jeden weekend jestem na pięciu, a w kolejne trzy zaliczę łącznie jeden czy dwa. Jak widzisz, rozstrzał jest ogromny, a dodatkowo biorąc pod uwagę długi horyzont czasowy, szacowanie mija się z celem.

No tak, często są to spontaniczne akcje, jak chociażby podczas naszego ostatniego wyjazdu na Derby Manchesteru.

Dokładnie – całkiem spontanicznie wyszło, że oprócz United udało nam się zahaczyć o mecz Salford. Chociaż ciężko mówić o meczu, bo tego zobaczyliśmy niewiele. Zresztą cała historia jest bardzo ciekawa. Na miejscu okazało się, że nie ma już biletów, ale wrodzone zdolności negocjacyjne przekonały ochroniarza do wpuszczenia nas na stadion – celowo napisałem o stadionie, a nie meczu, bo najwięcej strzałów zobaczyliśmy na stadionowym barze (śmiech)

Przyznam, że trochę żałuję, iż nie udało mi się wybrać z Wami, bo początkowo sam inicjowałem ten trip. Niestety drugi raz z rzędu planowałem Salford i drugi raz mi się nie udało.

Widzisz – zabrakło ci tej spontaniczności i zmysłu groundhoppera.

Śledząc twoje stadionowe podróże, wybierane mecze i okoliczności im sprzyjające, nie pomylę się, jeśli stwierdzę, że wolałbyś nudny mecz ze znajomymi, niż wybitne widowisko samotnie?

Zdecydowanie masz rację. Dla mnie groundhopping to nie tylko mecze, ale także zajebiści ludzie. Poznałem masę genialnych osób, zarówno podczas wyjazdów na Śląsk, United, kadrę jak i na najniższe ligi. Lubię przebywać w gronie swoich znajomych, więc wyjazd samemu odebrałby mi 90% frajdy. Zresztą, kto mnie zna, ten wie, że często powtarzam, że sam mecz jest najnudniejszą częścią wyjazdu (śmiech).

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…